1Renifery szykują się do drogi
W małej, przytulnej wiosce na dalekiej północy, gdzie śnieg pokrywał wszystko białym puchem, mieszkał Święty Mikołaj ze swoimi reniferami. Zbliżała się Wigilia, a to oznaczało, że nadszedł czas na coroczną podróż dookoła świata, by rozdać prezenty wszystkim dzieciom.
– Ho ho ho! Moje kochane renifery, czas szykować się do drogi! – zawołał Mikołaj.
Renifery wybiegły ze stajni, podskakując radośnie. Najbardziej przejęty był Rudolf, renifer z czerwonym nosem.
– Już nie mogę się doczekać, żeby znowu polecieć! – wołał. – Mój nos świeci jaśniej niż kiedykolwiek!
– Tak, tak, wiemy. Twój nos jest najjaśniejszy – odparł Kometek. – A co z moimi kopytkami? Lśnią tak, że mogłyby służyć za lusterka!
Mikołaj zaśmiał się serdecznie, widząc, jak jego renifery się przekomarzają. Potem zaczął sprawdzać swój ogromny worek z prezentami.
– Zobaczmy… Lalka dla Zosi, samochodzik dla Jasia, książka dla Oli, a tu, na samym wierzchu, mała paczuszka w złotym papierze dla Zuzi z Gwiazdkowa – mruczał pod nosem. – Czy aby na pewno wszystko mamy?
– Mikołaju, a nie zapomniałeś o ciasteczkach dla nas? – zapytała Błyskawica. – Wiesz, że czeka nas długa podróż!
– Ho ho ho! Oczywiście, że nie zapomniałem. Mam dla was specjalne reniferkowe ciasteczka z marchewką! – odpowiedział Mikołaj.
Renifery parsknęły z radości, a Mikołaj rozdał im po ciasteczku. Elfy pomogły zaprząc renifery do sań i ułożyć worek z prezentami. Gdy wszyscy byli gotowi, Mikołaj wsiadł do sań i chwycił lejce.
– No to w drogę, moi przyjaciele! Mamy mnóstwo domów do odwiedzenia! – zawołał.
I tak, przy dźwięku dzwoneczków i radosnym „Ho ho ho!”, sanie wzniosły się w powietrze. Rozpoczęła się magiczna podróż.
2Przygoda na dachu
Mikołaj i jego renifery lecieli nad miastami i wioskami, zostawiając za sobą smugę migoczącego pyłu. Gdy zbliżali się do jednego z domów, Rudolf zauważył coś dziwnego.
– Mikołaju, spójrz! Ten dach błyszczy jak tafla lodu! – zawołał.
– Masz rację, Rudolfie – odpowiedział Mikołaj. – Musimy lądować bardzo ostrożnie.
Gdy sanie dotknęły dachu, od razu zaczęły się ślizgać. Renifery próbowały utrzymać równowagę, ale kopytka rozjeżdżały im się na lodzie.
– Ojej! Czuję się jak na lodowisku! – pisnął Kometek.
– Trzymajcie się mocno! – zawołała Błyskawica.
Sanie przechyliły się na bok, worek z prezentami podskoczył, a Mikołaj złapał się za brodę.
– Ho ho… ojojoj! – wykrzyknął.
Sanie zaczęły zsuwać się w dół dachu, a renifery przebierały kopytkami w miejscu, próbując je zatrzymać. Wtedy Mikołaj wpadł na pomysł.
– Rudolfie! Użyj swojego nosa! – zawołał.
Rudolf skupił się z całych sił, a jego nos rozbłysnął jaśniej niż kiedykolwiek. Bił od niego ciepły blask, który roztopił lód przed saniami. W miękkim śniegu pod spodem kopytka reniferów wreszcie znalazły oparcie.
– Udało się! Stoimy! – ucieszył się Rudolf.
– Rudolfie, twój nos nie tylko świeci, ale też grzeje! Kto by pomyślał? – zdziwił się Kometek.
Mikołaj odetchnął z ulgą i pogłaskał Rudolfa po głowie.
– Dobra robota, mój przyjacielu. Teraz szybko zostawię prezenty i ruszamy dalej.
Ogień w kominku dawno już wygasł, a domownicy smacznie spali. Mikołaj, jak tylko on jeden potrafi, czarodziejskim sposobem prześlizgnął się kominem do salonu, zostawił prezenty pod choinką i tą samą drogą wrócił do sań.
– Pamiętajcie, moi drodzy – powiedział, mocno trzymając się sań. – Zimą dachy są śliskie i niebezpieczne nawet dla magicznych reniferów. Dlatego zawsze bądźcie czujni i trzymajcie się razem!
Renifery kiwnęły głowami, dumne, że poradziły sobie z trudną sytuacją. Po chwili sanie wzniosły się w powietrze i poleciały dalej. Nikt nie zauważył, że coś małego i złotego zsunęło się z dachu prosto w zaspę za domem.
3Zagubiony prezent
Mikołaj i renifery odwiedzali dom za domem. Wszystko szło gładko, aż dotarli do małego miasteczka o nazwie Gwiazdkowo.
– Ho ho ho! Czas na prezenty dla dzieci z Gwiazdkowa! – zawołał Mikołaj.
Sięgnął do worka, ale nagle jego twarz posmutniała.
– O nie! Nie mogę znaleźć prezentu dla małej Zuzi! – jęknął.
– Jak to możliwe, Mikołaju? Zawsze masz wszystkie prezenty! – zdziwił się Kometek.
– Może wypadł, kiedy ślizgaliśmy się po tamtym oblodzonym dachu? – podsunęła Błyskawica.
Mikołaj podrapał się po brodzie.
– Musimy go odnaleźć! Nie zostawimy Zuzi bez prezentu na Święta!
– Wróćmy tam i poszukajmy – zaproponował Rudolf. – Mój nos poświeci nam w drodze.
– Dobry pomysł, Rudolfie! Ale pospieszmy się, noc nie będzie trwała wiecznie! – odpowiedział Mikołaj.
Sanie zawróciły i poleciały z powrotem do domu ze śliskim dachem. Rudolf świecił nosem jak latarnią, a wszyscy wypatrywali w dole zagubionej paczuszki.
– Patrzcie! Coś błyszczy tam w zaspie! – zawołał Kometek.
– Tak, widzę! Złoty papier! To prezent Zuzi! – ucieszyła się Błyskawica.
Mikołaj wylądował na miękkim śniegu za domem, tym razem na ziemi, a nie na dachu. W zaspie rzeczywiście leżała mała paczuszka w złotym papierze.
– Ho ho ho! Znaleźliśmy go! – zawołał Mikołaj. Otrzepał prezent ze śniegu i schował go do kieszeni płaszcza, tuż przy sercu, żeby już nigdzie nie uciekł.
Renifery skakały z radości, ale zaraz spoważniały.
– Mikołaju, czy zdążymy jeszcze rozwieźć wszystkie prezenty? – zapytał Rudolf.
– Musimy spróbować, moi mili! Ale najpierw lecimy do Zuzi!
Gwiazdkowo spało pod grubą pierzyną śniegu. W małym domku z niebieskimi okiennicami Zuzia smacznie spała w swoim łóżeczku, przytulona do pluszowego misia. Mikołaj znów czarodziejskim sposobem wsunął się do środka, na paluszkach położył złotą paczuszkę pod choinką, a obok zostawił karteczkę: „Wesołych Świąt, Zuziu!”.
– Gotowi? To lecimy jak nigdy dotąd! – zawołał Kometek, gdy Mikołaj wrócił do sań.
I sanie z nową energią pomknęły przez niebo, żeby nadrobić stracony czas.
4Świąteczna magia
Mikołaj i renifery pędzili przez nocne niebo. Zostawiali prezenty pod choinkami i wypełniali skarpety słodyczami. Jednak im bliżej było świtu, tym bardziej się martwili, czy zdążą odwiedzić wszystkie domy.
– Moi dzielni przyjaciele, musimy się pospieszyć! Słońce wkrótce wzejdzie! – zawołał Mikołaj.
– Ale zostało jeszcze tyle domów! Czy na pewno zdążymy? – zaniepokoił się Rudolf.
– Jestem taki zmęczony… – westchnął Kometek. – Moje kopytka ledwo się ruszają.
Mikołaj spojrzał na renifery z troską. Wiedział, jak ciężko pracowały przez całą noc. Mocniej chwycił lejce i uśmiechnął się ciepło.
– Moi mili, czy zapomnieliście o magii Świąt? Zamknijcie na chwilę oczy, ja poprowadzę sanie. Pomyślcie o dzieciach, które rano znajdą prezenty. O ich uśmiechach i radosnych okrzykach.
Renifery zamknęły oczy. Wyobraziły sobie Zuzię, która rano rozpakowuje złotą paczuszkę, i nagle poczuły, jak wypełnia je ciepło i nowa siła.
– Czuję się, jakbym mogła oblecieć świat dookoła! – zawołała Błyskawica.
– Ja też! Moje kopytka znowu są pełne energii! – ucieszył się Kometek.
Mikołaj uśmiechnął się szeroko, widząc, jak magia Świąt działa na jego przyjaciół.
– Ho ho ho! Widzicie? To jest prawdziwa magia Świąt! Gotowi na ostatni wyścig ze słońcem?
– Tak jest, Mikołaju! Pokażemy, co potrafimy! – odpowiedział Rudolf.
Sanie pędziły szybciej niż kiedykolwiek. Mikołaj i renifery odwiedzali dom za domem i wszędzie, gdzie się pojawili, zostawiali prezenty i radość.
Gdy dotarli do ostatniego domu, na horyzoncie pojawiły się pierwsze promienie słońca.
– Udało się! Odwiedziliśmy wszystkie domy! – zawołał Mikołaj.
Renifery radośnie podskoczyły w powietrzu, dumne z tego, co osiągnęły.
– Czy to znaczy, że możemy już wracać do domu? – zapytał Rudolf.
– Tak, moi dzielni przyjaciele. Zasłużyliście na odpoczynek!
I tak, z sercami pełnymi radości, Mikołaj i renifery skierowali się w stronę Bieguna Północnego.
5Powrót do domu
Słońce powoli wznosiło się nad horyzontem, gdy Mikołaj i renifery zbliżali się do swojego domu na Biegunie Północnym. Wszyscy byli zmęczeni, ale szczęśliwi.
– Ho ho ho! Widzę już nasz dom! – zawołał Mikołaj.
– Nareszcie! Nie mogę się doczekać, żeby odpocząć w ciepłej stajni – westchnął Rudolf.
– A ja marzę o misce świeżej, chrupiącej marchwi! – dodał Kometek.
Gdy wylądowali, czekała na nich niespodzianka. Przed domem stała Pani Mikołajowa, a wokół niej wszystkie elfy.
– Witajcie w domu, kochani! Jak minęła podróż? – zawołała Pani Mikołajowa.
– Była pełna przygód, moja droga! – odpowiedział Mikołaj. – Mieliśmy śliski dach, zgubiony prezent i wyścig ze słońcem!
Elfy podbiegły do reniferów, głaskały je i gratulowały udanej wyprawy.
– Jesteście prawdziwymi bohaterami! – zawołał Główny Elf. – Przygotowaliśmy dla was ucztę!
– Uczta? A będą marchewkowe ciasteczka? – zapytała Błyskawica, a oczy aż jej zabłysły.
– Oczywiście! I nie tylko! – zaśmiał się Główny Elf.
Wszyscy poszli do wielkiej sali, gdzie czekał stół pełen pyszności: marchewkowe ciasteczka, świeże siano z miętą, reniferkowe przysmaki i oczywiście ulubione pierniczki Mikołaja.
Podczas uczty Mikołaj i renifery opowiadali o przygodach tej nocy. Elfy słuchały z wypiekami na twarzach, a Pani Mikołajowa kręciła głową z niedowierzaniem.
– Moi wy bohaterowie! Zawsze wiedziałam, że dacie sobie radę! – powiedziała, ściskając Mikołaja i po kolei głaszcząc renifery.
Po uczcie Mikołaj wstał i podniósł kubek.
– Moi drodzy, dziękuję wam wszystkim za ciężką pracę. Bez was Święta nie byłyby możliwe. A teraz czas na zasłużony odpoczynek!
Renifery poszły do ciepłej stajni, elfy do swoich domków, a Mikołaj i Pani Mikołajowa do przytulnej sypialni. Kładąc się do łóżka, Mikołaj uśmiechnął się, myśląc o dzieciach na całym świecie, które właśnie budziły się i znajdowały swoje prezenty. Myślał też o Zuzi i jej złotej paczuszce.
– Wesołych Świąt wszystkim i do zobaczenia za rok – szepnął i zasnął.
6Magia trwa
Minęło kilka dni od świątecznej podróży. Na Biegunie Północnym panował spokój, ale magia Świąt wciąż unosiła się w powietrzu.
Pewnego popołudnia, gdy Mikołaj odpoczywał w ulubionym fotelu z kubkiem herbaty, usłyszał pukanie do drzwi.
– Proszę wejść! – zawołał.
Do pokoju weszły renifery, z Rudolfem na czele.
– Mikołaju, chcemy ci coś pokazać! – powiedział Rudolf.
– Ho ho ho! A co takiego, moi mili?
Renifery rozstąpiły się, a za nimi pojawił się Główny Elf z ogromnym workiem listów.
– Mikołaju, przyszły tysiące listów od dzieci z całego świata! – zawołał. – Wszystkie dziękują za prezenty i opowiadają, jak szczęśliwe były w świąteczny poranek!
Oczy Mikołaja zaszkliły się łzami radości. W listach były rysunki szczęśliwych rodzin, opowieści o prezentach i mnóstwo podziękowań. Na samym wierzchu leżał list ozdobiony złotą gwiazdką. Ktoś napisał w nim krzywymi literkami: „Dziękuję za prezent, Mikołaju! Zuzia z Gwiazdkowa”.
– Ho ho ho! To najwspanialszy prezent, jaki mogliśmy dostać! – powiedział wzruszony Mikołaj.
– Czy to znaczy, że nasza ciężka praca się opłaciła? – zapytał Kometek.
– Oczywiście, mój drogi! Właśnie dla takich chwil to wszystko robimy!
Renifery spojrzały po sobie z dumą, a nos Rudolfa zaświecił jasnym, ciepłym światłem.
– Mikołaju, czy możemy już zacząć planować następne Święta? – zapytała Błyskawica.
Mikołaj zaśmiał się serdecznie i pogłaskał każdego renifera po głowie.
– Oczywiście, że możemy! Ale najpierw… kto ma ochotę na gorącą czekoladę i ciasteczka?
Wszyscy ochoczo pokiwali głowami, a Pani Mikołajowa, jakby czytała im w myślach, weszła do pokoju z tacą pełną parujących kubków i świeżo upieczonych ciasteczek.
Siedząc razem i czytając listy od dzieci, Mikołaj, renifery i elfy wiedzieli już na pewno, że prawdziwa magia Świąt tkwi nie tylko w prezentach, ale przede wszystkim w radości, którą dzielimy się z innymi.



