1Niezwykły pomysł Mikołaja
Daleko na Biegunie Północnym, gdzie śnieg skrzy się jak diamenty, a renifery hasają wesoło po białych polach, stała magiczna fabryka Świętego Mikołaja. Jak co roku, tuż przed Bożym Narodzeniem, panował w niej niezwykły ruch. Elfy uwijały się jak w ukropie, pakowały prezenty i sprawdzały listę grzecznych dzieci.
Mikołaj siedział w swoim wielkim, czerwonym fotelu i przyglądał się pracowitym elfom. Nagle wpadł na niezwykły pomysł.
„A gdyby tak zamienić się rolami z jednym z elfów?” – pomyślał, głaszcząc się po białej, puszystej brodzie.
Zawołał do siebie Tinka, swojego najbardziej zaufanego elfa.
– Tinku, mam do ciebie niezwykłą prośbę! – powiedział z błyskiem w oku.
– Słucham, Święty Mikołaju? – zapytał elf i aż podskoczył z ciekawości.
– Co powiesz na to, żebyśmy się zamienili rolami? Ty zostaniesz Mikołajem, a ja będę elfem!
Tinek otworzył szeroko oczy ze zdziwienia.
– Ale… ale czy to nie jest trochę szalone? – zapytał, drapiąc się po spiczastym uchu.
– Właśnie dlatego będzie z tego świetna zabawa! – zaśmiał się Mikołaj. – Pomyśl tylko, ile się nauczymy, kiedy każdy z nas zobaczy, jak wygląda praca tego drugiego. Tylko na razie nic nie mówmy mojej żonie. Ciekawe, czy się zorientuje!
Tinek po chwili wahania zgodził się na ten zwariowany plan. I tak rozpoczęła się najbardziej niezwykła przygoda w historii Bieguna Północnego.
2Pierwsze wyzwania
Następnego dnia wcześnie rano Mikołaj wcisnął się w zielony strój elfa. Kubraczek ledwo dopinał się na jego okrągłym brzuchu, a długą, białą brodę Mikołaj schował pod kolorowym szalikiem. Tinek za to tonął w ogromnym, czerwonym płaszczu Mikołaja. Pod płaszcz wsunął poduszkę, a na twarz założył sztuczną brodę z waty.
– Ho, ho, ho! – spróbował zaśmiać się Tinek, ale wyszło mu raczej cieniutkie „hi, hi, hi”.
Mikołaj zachichotał.
– Musisz śmiać się z samego brzucha, Tinku! O, tak: Ho, ho, ho!
Tinek spróbował jeszcze raz, ale tym razem zakrztusił się watą ze sztucznej brody. Mikołaj poklepał go po plecach, starając się nie wybuchnąć śmiechem.
– No to do pracy! – zawołał Mikołaj i podbiegł do stołu z zabawkami.
Szybko się okazało, że praca elfa wcale nie jest tak łatwa, jak mu się wydawało. Mikołaj próbował złożyć lalkę, ale ciągle mylił części.
– Oj, chyba głowa nie powinna być tam, gdzie noga… – mruknął pod nosem, patrząc na swoje dzieło.
Tymczasem Tinek miał własne kłopoty. Próbował przeczytać listy z życzeniami dzieci, ale okulary Mikołaja były dla niego o wiele za duże i ciągle zsuwały mu się z nosa.
– Czy to dziecko chce rower, czy może łower? Co to w ogóle jest łower? – zastanawiał się, mrużąc oczy.
Wieczorem obaj byli zmęczeni, ale też bardzo rozbawieni swoimi przygodami.
3Ktoś coś podejrzewa
Mijały kolejne dni, a Mikołaj i Tinek coraz lepiej radzili sobie w nowych rolach. Ich zamiana nie umknęła jednak uwadze innych mieszkańców Bieguna Północnego.
Renifery od razu się zdziwiły, kiedy Tinek przyszedł zaprzęgać je do sań. Płaszcz plątał mu się pod nogami, a broda z waty przekrzywiła się na bok.
– Ej, ty nie jesteś Mikołajem! – parsknął Rudolf, kiedy Tinek potknął się o poły płaszcza.
– Jestem, jestem! – zapewniał Tinek, starając się mówić bardzo poważnie. – Po prostu… eee… trochę się skurczyłem od mrozu!
Renifery wymieniły rozbawione spojrzenia, ale postanowiły nie psuć zabawy.
Tymczasem pani Mikołajowa robiła się coraz bardziej podejrzliwa. Zauważyła, że jej mąż nagle zaczął jeść znacznie mniej ciasteczek, a pić o wiele więcej gorącej czekolady.
– Kochanie, czy wszystko w porządku? – zapytała pewnego wieczoru, przyglądając się Tinkowi.
– Oczywiście, słodziutka! – odpowiedział Tinek piskliwym głosem. Szybko odkaszlnął i dodał najniższym głosem, na jaki było go stać: – To znaczy… oczywiście, kochana żono!
Pani Mikołajowa uniosła brew, ale nic nie powiedziała.
A prawdziwy Mikołaj świetnie się bawił w warsztacie. Uczył elfy nowych sztuczek i opowiadał im zabawne historie ze swoich podróży dookoła świata.
4Wielkie odkrycie
Wreszcie nadszedł dzień próbnej jazdy saniami. Tinek w stroju Mikołaja wdrapał się niezgrabnie na sanie, a prawdziwy Mikołaj stał w gromadce elfów i przyglądał się wszystkiemu z rozbawieniem. Przyszła też pani Mikołajowa, żeby zobaczyć, jak jej mąż wyrusza w próbną podróż.
– No to co, kochani? – zawołał Tinek do reniferów. – Gotowi do startu?
– Jasne, Mikołaju – odpowiedział Kometek i mrugnął porozumiewawczo do pozostałych reniferów.
Tinek szarpnął lejce, ale nie tak, jak trzeba. Sanie ruszyły, lecz zamiast wzbić się w powietrze, zaczęły kręcić się w kółko po śniegu. Przerażony Tinek uczepił się kurczowo worka z prezentami.
– Pomocy! Jak się tym steruje? – krzyczał, a sanie kręciły się coraz szybciej.
Mikołaj nie czekał ani chwili dłużej. Włożył dwa palce do ust i gwizdnął tak, jak umie gwizdać tylko on. Renifery od razu stanęły, a sanie łagodnie się zatrzymały. Tinek wygramolił się z nich cały w śniegu, z brodą z waty przekrzywioną aż na ucho.
Pani Mikołajowa podparła się pod boki.
– Dość tego! – zawołała. – Co tu się wyprawia? Gdzie jest mój prawdziwy mąż?
Mikołaj ściągnął z głowy zieloną czapkę elfa, odwinął szalik i wybuchnął gromkim śmiechem.
– Ho, ho, ho! Jestem tutaj, kochanie!
Pani Mikołajowa patrzyła na niego z niedowierzaniem. Elfy zachichotały, a renifery mrugnęły do siebie, bo one od dawna znały ten sekret.
– Ale… jak… dlaczego? – wyjąkała pani Mikołajowa.
Mikołaj i Tinek spojrzeli na siebie trochę zawstydzeni i opowiedzieli jej całą historię.
5Lekcja dla wszystkich
Kiedy Mikołaj i Tinek skończyli opowiadać, zapadła cisza. Nagle pani Mikołajowa zaczęła się śmiać.
– Wy dwaj jesteście niemożliwi! – powiedziała, kręcąc głową. – Ale muszę przyznać, że to był całkiem niezły pomysł.
Mikołaj przytulił żonę.
– Przepraszam, że cię oszukiwaliśmy, kochanie. Następnym razem powiemy ci od razu. Ale naprawdę dużo się nauczyliśmy!
– Ja też przepraszam – dodał Tinek. – I to prawda, nauczyliśmy się bardzo dużo. Teraz rozumiem, jak trudno jest być Mikołajem. To ogromna odpowiedzialność!
Mikołaj uśmiechnął się ciepło.
– A ja zrozumiałem, jak ciężko pracują elfy. Bez was, moi mali przyjaciele, nie byłoby Bożego Narodzenia.
Wszystkie elfy rozpromieniły się, kiedy usłyszały te słowa.
– A co z nami? – zapytał Rudolf. – My też braliśmy udział w tym przedstawieniu!
– Oczywiście! – zaśmiał się Mikołaj. – Wy, moje drogie renifery, jesteście tak samo ważne. Bez was nie dotarłbym do dzieci na całym świecie.
Pani Mikołajowa klasnęła w dłonie.
– No dobrze. Skoro wszyscy już się pogodzili i każdy czegoś się nauczył, to może czas na gorącą czekoladę i ciasteczka?
Wszyscy ochoczo przytaknęli i ruszyli do domu Mikołaja, śmiejąc się i żartując z całej tej przygody.
6Nowa tradycja
Od tamtego dnia w fabryce Świętego Mikołaja zaszły pewne zmiany. Mikołaj postanowił, że raz w miesiącu będzie pracował jako elf, żeby nigdy nie zapomnieć, jak ważna jest praca jego małych pomocników.
– Patrzcie, udało mi się zrobić idealnego misia! – wołał radośnie, pokazując elfom swoje dzieło.
– Świetna robota, Mikołaju! – chwaliły go elfy, zadowolone, że ich szef tak dobrze się bawi.
Tinek również dostał specjalne zadanie. Raz w miesiącu pomagał Mikołajowi czytać listy od dzieci i planować trasę świątecznej podróży.
– Ojej, to dziecko mieszka na samym końcu świata! – dziwił się Tinek, pochylony nad mapą.
– Dlatego właśnie musimy być dobrze przygotowani – tłumaczył Mikołaj z uśmiechem.
Pani Mikołajowa była zachwycona tymi zmianami.
– Widzę, że wasza mała przygoda wyszła wszystkim na dobre – mówiła, przynosząc im talerz świeżo upieczonych ciasteczek.
Nawet renifery postanowiły dołączyć do zabawy. Raz na jakiś czas urządzały „Dzień Elfa”: zakładały małe, spiczaste czapeczki i pomagały w fabryce.
– Hej, całkiem nieźle nam idzie! – chwalił się Błyskawiczny, malując drewnianego żołnierzyka.
– Mów za siebie – mruknął Rudolf, który niechcący przykleił sobie nos do składanej lalki.
Wszyscy śmiali się i żartowali, a przy okazji uczyli się od siebie nawzajem. Fabryka Świętego Mikołaja jeszcze nigdy nie działała tak sprawnie i w tak przyjaznej atmosferze.
Kiedy nadeszło kolejne Boże Narodzenie, Mikołaj, elfy i renifery byli przygotowani lepiej niż kiedykolwiek. Wiedzieli, że razem pokonają każde wyzwanie i sprawią, że święta będą magiczne dla dzieci na całym świecie.
Tak skończyła się niezwykła przygoda Mikołaja i Tinka. Ale jej lekcja została w sercach wszystkich mieszkańców Bieguna Północnego: każdy jest ważny i zasługuje na szacunek, bez względu na to, jaką pracę wykonuje. A może i ty, kiedy będziesz otwierać prezent pod choinką, pomyślisz o Mikołaju, elfach i reniferach, którzy tak ciężko pracowali, żeby sprawić ci radość?



