1Niezwykły renifer Rudolfek
W odległej, śnieżnej krainie, gdzie zima trwała przez cały rok, żył sobie mały renifer o imieniu Rudolfek. Był wyjątkowy, ponieważ miał czerwony, świecący nos. Inne renifery często się z niego śmiały i nie chciały się z nim bawić.
– Hej, Rudolfku! Twój nos świeci jak latarnia morska! – wołały złośliwie.
– Ale… ale to nie moja wina – odpowiadał smutno Rudolfek i spuszczał głowę.
Mimo to Rudolfek starał się być miły dla wszystkich. Pomagał innym zwierzętom w lesie i nigdy nie odmawiał, gdy ktoś potrzebował pomocy.
Pewnego zimowego popołudnia, kiedy niebo szybko ciemniało, Rudolfek wracał przez las do domu. Nagle usłyszał ciche chlipanie. Pod starym świerkiem siedział mały pingwinek.
– Cześć, jestem Rudolfek. Czy potrzebujesz pomocy? – zapytał uprzejmie renifer.
– Tak! Mieszkam z mamą nad zamarzniętym jeziorem, ale zrobiło się ciemno i nie mogę znaleźć drogi – odpowiedział pingwinek ze łzami w oczach.
– Nie martw się, znam drogę nad jezioro. Pomogę ci! – powiedział Rudolfek, a jego nos zaświecił jeszcze jaśniej.
Czerwone światełko rozjaśniło ścieżkę między drzewami. Pingwinek dreptał tuż obok Rudolfka, aż w oddali zalśnił lód jeziora. Na brzegu stała mama pingwinka i wołała synka. Maluch z radością przytulił się do niej.
– Dziękuję ci, Rudolfku! – zawołała mama pingwinka. – Twój nos to prawdziwy skarb!
Tego wieczoru Rudolfek po raz pierwszy pomyślał, że jego wyjątkowy nos może być bardzo przydatny.
2Magiczna misja
Wieść o reniferze ze świecącym nosem szybko rozeszła się po całej śnieżnej krainie. Pewnego dnia przed domem Rudolfka zatrzymały się sanie, a z nich wysiadł sam Święty Mikołaj!
– Ho ho ho! Rudolfku, słyszałem o twoim wyjątkowym nosie i o twoim dobrym sercu – powiedział Mikołaj z uśmiechem.
– Dzień dobry, Święty Mikołaju! – odpowiedział zaskoczony Rudolfek. – Co cię sprowadza do naszego lasu?
– Mam dla ciebie ważną misję. Czy pomożesz mi zawieźć prezenty dzieciom na całym świecie? – zapytał Mikołaj.
Rudolfek nie mógł uwierzyć własnym uszom. On, mały renifer z dziwnym nosem, miałby pomagać Świętemu Mikołajowi?
– Ale… ale jak ja mogę pomóc? – zapytał niepewnie.
– Twój świecący nos będzie najlepszą latarenką w ciemną, wigilijną noc – wyjaśnił Mikołaj. – Poprowadzisz moje sanie!
Rudolfek ucieszył się, ale też trochę przestraszył. Czy da radę? Czy nie zawiedzie Świętego Mikołaja i wszystkich dzieci? Spojrzał pytająco na mamę, która stała tuż obok.
– Jestem z ciebie dumna, synku – powiedziała mama i mocno go przytuliła. – Możesz jechać ze Świętym Mikołajem. Wierzę, że sobie poradzisz.
– Dobrze, Święty Mikołaju. Zrobię wszystko, co w mojej mocy! – odpowiedział dzielnie Rudolfek.
I tak zaczęła się magiczna przygoda Rudolfka. Pojechał z Mikołajem na sam skraj śnieżnej krainy, gdzie stała wioska elfów, fabryka zabawek i stajnia latających reniferów.
3Przygotowania do wielkiej podróży
W stajni Świętego Mikołaja czekały na Rudolfka renifery z zaprzęgu. Wszystkie umiały latać, bo Mikołaj sypał im na grzbiety szczyptę gwiezdnego pyłu. Teraz sypnął nim także na Rudolfka. Ale sam pył nie wystarczał – trzeba było jeszcze nauczyć się latać, ciągnąć sanie i pracować razem z innymi.
– Rudolfku, machaj mocno kopytkami, jakbyś pływał w powietrzu! – podpowiadał Kometek, doświadczony renifer.
– Ale ja nie umiem pływać! – odpowiedział zakłopotany Rudolfek.
– To nic! Po prostu wyobraź sobie, że jesteś wielkim, latającym reniferem! – zachęcała go Błyskawica, najszybsza w całym zaprzęgu.
Rudolfek starał się ze wszystkich sił. Na początku latał zygzakiem i często lądował w zaspach, a wtedy Kometek i Błyskawica pomagali mu wygrzebać się ze śniegu.
– Ojej! Chyba muszę jeszcze poćwiczyć lądowanie – mówił Rudolfek, otrzepując się ze śniegu.
Ale nie poddawał się. Ćwiczył codziennie, a jego nos świecił coraz jaśniej, jakby i on bardzo się starał.
Święty Mikołaj z zadowoleniem przyglądał się postępom Rudolfka.
– Ho ho ho! Świetnie ci idzie, Rudolfku! – chwalił go. – Pamiętaj, najważniejsze, że się nie poddajesz!
Z każdym dniem Rudolfek latał coraz lepiej. Nauczył się trzymać równo z innymi reniferami i razem z nimi ciągnąć ciężkie sanie Świętego Mikołaja.
Aż pewnego ranka wylądował lekko jak płatek śniegu.
– Hurra! Udało mi się! – zawołał radośnie.
Renifery z zaprzęgu otoczyły go kołem i serdecznie mu pogratulowały. Od tej chwili Rudolfek był jednym z nich.
4Wielka noc
Wreszcie nadszedł wigilijny wieczór. Rudolfek bardzo się cieszył, ale serce biło mu mocno. Czy na pewno da radę poprowadzić sanie Świętego Mikołaja?
– Rudolfku, jesteś gotowy? – zapytał Święty Mikołaj, ładując do sań ostatnie prezenty.
– Chyba tak… – odpowiedział niepewnie Rudolfek.
– Nie martw się, będziemy z tobą! – zapewnili go Kometek i Błyskawica, ustawiając się w zaprzęgu.
Rudolfek stanął na czele zaprzęgu. Jego nos świecił jasno i oświetlał drogę przed nimi.
– W drogę, moje dzielne renifery! – zawołał Święty Mikołaj. Sanie uniosły się w powietrze i pomknęły ku gwiazdom.
Lecieli nad miastami i wioskami, nad górami i morzami. Rudolfek zachwycał się widokami, ale ani na chwilę nie zapominał o swojej ważnej misji.
Nagle zerwała się śnieżyca. Wiatr gwizdał, a śnieg sypał tak gęsto, że nic nie było widać.
– O nie! Nie widzę drogi! – zawołał przestraszony Kometek.
– Co teraz zrobimy? – martwiła się Błyskawica.
Rudolfek wziął głęboki oddech.
– Nie bójcie się! Mój nos nas poprowadzi! – zawołał.
I rzeczywiście, nos Rudolfka zaświecił jeszcze jaśniej i przebił się przez śnieżycę jak latarnia morska. Ta sama „latarnia”, z której kiedyś śmiały się renifery w lesie, teraz prowadziła sanie Świętego Mikołaja.
– Ho ho ho! Wiedziałem, że dasz radę, Rudolfku! – zawołał z radością Święty Mikołaj.
Dzięki Rudolfkowi sanie bezpiecznie dotarły do wszystkich domów, a pod każdą choinką znalazł się prezent. Nad ranem śnieżyca ucichła i zaprzęg spokojnie zawrócił do domu.
5Powrót bohatera
Kiedy sanie wylądowały na polanie w rodzinnym lesie Rudolfka, czekało na nich wielkie powitanie. Wszystkie zwierzęta zebrały się, żeby podziękować Rudolfkowi za odwagę i pomoc. Na samym przedzie stała mama Rudolfka, a tuż obok niej mały pingwinek.
– Rudolfku, jesteś bohaterem! – wołały zwierzęta.
– Ja? Bohaterem? – Rudolfek nie mógł w to uwierzyć.
– Oczywiście! – powiedział Święty Mikołaj. – Bez ciebie nie zdołalibyśmy dostarczyć prezentów wszystkim dzieciom.
Nawet renifery, które kiedyś się z niego śmiały, podeszły teraz do Rudolfka ze spuszczonymi głowami.
– Przepraszamy, że byliśmy dla ciebie niemili – powiedział jeden z nich. – Teraz widzimy, jaki jesteś wyjątkowy.
Rudolfek uśmiechnął się szeroko.
– Dziękuję wam wszystkim. Cieszę się, że mogłem pomóc – odpowiedział skromnie. – A może pobawimy się teraz razem?
Od tego dnia Rudolfek był jednym z najbardziej lubianych reniferów w całej śnieżnej krainie. Jego czerwony nos, z którego kiedyś się śmiano, stał się powodem do dumy.
Zwierzęta często prosiły Rudolfka o pomoc, gdy trzeba było znaleźć drogę w ciemności albo w czasie śnieżycy. A on zawsze chętnie pomagał, bo cieszył się, że jego nos może służyć innym.
– Rudolfku, opowiedz nam jeszcze raz o swojej przygodzie ze Świętym Mikołajem! – prosiły małe zwierzątka.
– No dobrze, ale to już ostatni raz dzisiaj – śmiał się Rudolfek, a jego nos migotał radośnie.
6Nowa przygoda
Minął rok od wielkiej przygody Rudolfka. Zbliżały się kolejne święta i renifer nie mógł się doczekać, aż znowu poleci z Mikołajem. Ale tym razem czekała go niespodzianka.
Pewnego dnia, gdy Rudolfek bawił się z przyjaciółmi w lesie, przybiegł do niego zdyszany elf.
– Rudolfku! Rudolfku! Mamy kłopot! – zawołał elf.
– Co się stało? – zapytał zaniepokojony Rudolfek.
– Fabryka zabawek Świętego Mikołaja stanęła! Potrzebujemy twojej pomocy! – wysapał elf.
Rudolfek pobiegł powiedzieć mamie, dokąd się wybiera, a potem ruszył z elfem do fabryki. Na miejscu zobaczył Świętego Mikołaja, który wyglądał na bardzo zmartwionego.
– Ho ho… och… – westchnął Mikołaj. – Rudolfku, nasze maszyny do robienia zabawek działają dzięki magicznemu światłu, a wczoraj w nocy to światło zgasło. Bez maszyn nie zdążymy przygotować prezentów dla dzieci!
Rudolfek rozejrzał się po fabryce. Wszędzie było ciemno, a maszyny stały nieruchomo.
– Hmm… – zamyślił się. – Przecież mój nos też świeci magicznym światłem. A może on pomoże?
Podszedł do pierwszej maszyny i delikatnie dotknął jej nosem. Nos rozbłysnął jasnym, ciepłym blaskiem, a maszyna zaszumiała i ożyła!
– Hurra! – zawołały elfy. – Rudolfek to zrobił!
Rudolfek przeszedł przez całą fabrykę i dotknął nosem każdej maszyny. Wkrótce wszystko rozbłysło światłami, a w środku rozległ się wesoły stukot, szum i dzwonienie pracujących maszyn.
– Ho ho ho! Rudolfku, znowu nas uratowałeś! – zawołał radośnie Święty Mikołaj, przytulając renifera.
– Cieszę się, że mogłem pomóc – odpowiedział skromnie Rudolfek. – Teraz na pewno zdążymy z prezentami dla wszystkich dzieci!
I tak, dzięki magicznemu nosowi Rudolfka, fabryka Świętego Mikołaja znowu pracowała pełną parą. A w wigilijną noc wszystkie dzieci na świecie znalazły pod choinką prezenty, bo sanie Mikołaja znów prowadził mały renifer z czerwonym, świecącym nosem.
Tak kończy się nasza bajka o Rudolfku, reniferze z czerwonym nosem, który odkrył, że to, co czyni nas innymi, może być naszą największą siłą. A jego nos świeci jasno do dziś i przypomina, że każdy z nas ma w sobie coś wyjątkowego.



