1Śnieżna przygoda się zaczyna
W górskiej wiosce, otoczonej białymi szczytami, mieszkała mała dziewczynka o imieniu Zosia. Miała rudą czuprynę i piegowatą buzię, a jej oczy zawsze błyszczały ciekawością. Zosia uwielbiała zimę i wszystko, co się z nią wiązało – śnieg, sanki, bałwany i ciepłe kakao.
Pewnego zimowego poranka Zosia obudziła się i zobaczyła, że całą wioskę przykryła gruba warstwa śniegu. Szybko ubrała się ciepło i wybiegła przed dom.
– Hura! Nareszcie można się bawić! – krzyknęła radośnie, brodząc w śniegu po kolana.
Nagle usłyszała ciche popiskiwanie. Rozejrzała się dookoła i zobaczyła małego, białego króliczka, który utknął w zaspie przy płocie.
– Ojej, biedactwo! Nie martw się, pomogę ci! – powiedziała Zosia i delikatnie wyciągnęła króliczka ze śniegu.
Króliczek otrzepał futerko i przemówił ludzkim głosem:
– Dziękuję ci, dobra dziewczynko. Jestem Puszek, magiczny króliczek zimy. W nagrodę za twoją dobroć zabiorę cię w niezwykłą podróż po zimowej krainie.
Zosia nie mogła uwierzyć własnym uszom. Magiczny króliczek? Niezwykła podróż? To brzmiało jak spełnienie marzeń! Ale zaraz pokręciła głową.
– Nie mogę nigdzie iść bez pytania – powiedziała. – Najpierw muszę powiedzieć mamie.
– Bardzo mądrze – pochwalił ją Puszek. – Biegnij, poczekam tutaj.
Mama odśnieżała właśnie ganek. Zosia podbiegła do niej i zapytała, czy może się pobawić z białym króliczkiem, którego wyciągnęła z zaspy. Mama spojrzała na puszystą kulkę przy płocie i uśmiechnęła się.
– Baw się, kochanie. Tylko wróć, kiedy zawołam cię na kakao – powiedziała.
Puszek mrugnął do Zosi wesoło.
– W zimowej krainie czas płynie inaczej – szepnął. – Nawet najdłuższa wyprawa trwa tam tyle, co jedno mrugnięcie w twojej wiosce. Obiecuję, że wrócisz, zanim kakao zdąży wystygnąć. Trzymaj się mocno mojego futerka!
Zosia chwyciła miękkie futerko, wokół nich zawirowały płatki śniegu i tak rozpoczęła się niezwykła przygoda Zosi i Puszka w zimowej krainie gór.
2Lodowa jaskinia
Zosia i Puszek wędrowali przez zaśnieżone lasy i doliny. Dziewczynka nie mogła nacieszyć oczu. Wszędzie dookoła błyszczał śnieg, a świerki wyglądały jak pierniczki polane białym lukrem.
– Puszku, tu jest przepięknie! – westchnęła Zosia.
– To dopiero początek, moja droga – odpowiedział króliczek. – Czeka nas jeszcze wiele niespodzianek!
Wkrótce dotarli do ogromnej lodowej jaskini. Jej ściany mieniły się wszystkimi kolorami tęczy, a z sufitu zwisały długie sople.
– Ojej! Czy to tutaj mieszkają lodowe trolle? – zapytała przejęta Zosia.
Puszek zachichotał.
– Nie, głuptasku! To jaskinia Pani Zimy. Chodź, poznasz ją!
Weszli głębiej do jaskini, gdzie na lodowym tronie siedziała piękna pani o srebrnych włosach, w błękitnej sukni.
– Witajcie w moim królestwie – powiedziała łagodnym głosem Pani Zima. – Co was do mnie sprowadza?
– Ja… my… zwiedzamy zimową krainę, Pani Zimo – wyjąkała nieco onieśmielona Zosia.
Pani Zima uśmiechnęła się ciepło.
– To wspaniale! Ale czy wiecie, że zima to nie tylko zabawa? To także czas, gdy przyroda odpoczywa i nabiera sił na wiosnę.
– Naprawdę? – zdziwiła się Zosia.
– Tak, moja droga. Każda pora roku ma swoje zadanie. Pod śniegiem, jak pod ciepłą kołdrą, śpią nasiona, korzenie i wiele zwierząt. Kiedy przyjdzie wiosna, obudzą się wypoczęte i pełne sił.
Zosia zamyśliła się nad słowami Pani Zimy. Nigdy wcześniej nie patrzyła na zimę w ten sposób.
– Dziękujemy, Pani Zimo – powiedział Puszek. – Musimy już iść, ale na pewno zapamiętamy pani słowa.
Pani Zima skinęła głową i machnęła ręką. W jednej chwili Zosia i Puszek znaleźli się znowu przed jaskinią.
3Przygoda z bałwankami
Zosia i Puszek wędrowali dalej przez zimową krainę. Nagle dotarli do małej polany, na której ku swojemu zdziwieniu zobaczyli grupę… żywych bałwanków!
– Ojej! Czy one naprawdę się ruszają? – zapytała Zosia, przecierając oczy ze zdumienia.
– W magicznej zimowej krainie wszystko jest możliwe! – odpowiedział Puszek, mrugając porozumiewawczo.
Bałwanki zauważyły gości i podeszły do nich, kołysząc się zabawnie.
– Cześć! Jestem Mroźny, a to moi przyjaciele: Śnieżka, Sopel i Kulek – przedstawił się największy z bałwanków.
– Cześć! Ja jestem Zosia, a to Puszek – odpowiedziała dziewczynka. – Co robicie na tej polanie?
– Przygotowujemy się do wielkiego zimowego festiwalu! – odpowiedziała Śnieżka. – Ale mamy kłopot… Nie możemy znaleźć naszych nosów-marchewek!
Zosia przyjrzała się bałwankom i rzeczywiście – żaden z nich nie miał nosa!
– Może moglibyśmy wam pomóc? – zaproponowała.
– Och, to byłoby wspaniale! – ucieszył się Sopel.
I tak rozpoczęły się poszukiwania. Zosia, Puszek i bałwanki przeszukiwali każdy zakamarek polany. Zaglądali pod krzaki, kopali w śniegu i potrząsali ośnieżonymi gałązkami świerków.
– Znalazłam jedną! – krzyknęła w pewnym momencie Zosia, wyciągając marchewkę spod ośnieżonego krzaka.
– Ja też mam! – zawołał Puszek, trzymając w pyszczku kolejną marchewkę.
Po długich poszukiwaniach wszystkie nosy zostały odnalezione. Bałwanki były przeszczęśliwe.
– Dziękujemy wam! Teraz możemy wziąć udział w festiwalu! – powiedział Mroźny, wciskając sobie marchewkowy nos na miejsce.
– Może zostaniecie z nami na festiwalu? – zaproponował Kulek.
Zosia spojrzała pytająco na Puszka, a on kiwnął głową.
– Z przyjemnością! – odpowiedziała dziewczynka.
I tak Zosia i Puszek bawili się z bałwankami na festiwalu: lepili śnieżki, tańczyli wokół choinki ozdobionej soplami i zjeżdżali na sankach z łagodnej górki.
4Spotkanie z Yeti
Kiedy festiwal dobiegł końca, Zosia i Puszek pożegnali bałwanki i ruszyli dalej. Wspinali się coraz wyżej w góry, gdzie śnieg był głębszy, a wiatr silniejszy.
– Puszku, czy jesteś pewien, że idziemy w dobrym kierunku? – zapytała Zosia, otulając się szczelniej kurtką.
– Oczywiście! Zaufaj mi, mam nosa do przygód! – odpowiedział Puszek, podskakując w śniegu.
Nagle usłyszeli głośne chrząknięcie. Zosia i Puszek zatrzymali się i rozejrzeli niepewnie. Zza ogromnej zaspy wyszedł… wielki, biały Yeti!
– Aaa! – krzyknęła Zosia i schowała się za Puszkiem.
– Spokojnie, to Gburek, strażnik gór – powiedział Puszek, choć sam trochę drżał.
Yeti podszedł bliżej i zmarszczył krzaczaste brwi.
– Co wy tu robicie? To nie miejsce dla małych dziewczynek i królików! – zagrzmiał.
Zosia zebrała całą swoją odwagę i wyszła zza Puszka.
– Przepraszamy, panie Yeti. Zwiedzamy zimową krainę i chyba trochę się zgubiliśmy.
Yeti westchnął głęboko.
– Zawsze to samo z tymi wędrowcami. No dobrze, sprowadzę was bezpieczną ścieżką z góry, ale pod jednym warunkiem.
– Jakim warunkiem? – zapytali jednocześnie Zosia i Puszek.
– Musicie mi pomóc rozwiązać zagadkę. Od lat próbuję ją rozgryźć, ale bez skutku.
Zosia i Puszek spojrzeli na siebie.
– Zgoda! – odpowiedzieli razem.
Yeti odchrząknął i zaczął recytować:
– Co to za rzecz, która im więcej z niej zabierasz, tym większa się staje?
Zosia zmarszczyła brwi i myślała, myślała. Puszek drapał się łapką po głowie. Mijały minuty, a oni nadal nie znali odpowiedzi.
Nagle Zosia klasnęła w dłonie.
– Już wiem! To dziura!
Yeti spojrzał na nią z niedowierzaniem, a potem na jego twarzy pojawił się szeroki uśmiech.
– Brawo, mała! Nikt wcześniej tego nie odgadł!
Gburek dotrzymał słowa. Poprowadził ich najbezpieczniejszą ścieżką w dół, pokazał im najpiękniejsze widoki i odprowadził aż do zamarzniętego jeziora u stóp góry. Tam pomachał im na pożegnanie wielką, kosmatą łapą.
5Lodowa ślizgawka
Tafla zamarzniętego jeziora błyszczała w zimowym słońcu jak ogromne lustro.
– Ojej! Czy możemy się tu poślizgać? – zapytała przejęta Zosia.
– Najpierw zapytajmy kogoś, kto dobrze zna to jezioro – odpowiedział Puszek. – I przydałyby się łyżwy.
Jakby w odpowiedzi zza drzewa wyszedł mały pingwin, niosąc parę łyżew.
– Cześć! Jestem Pingo – przedstawił się. – Słyszałem, że chcecie pojeździć na lodzie. Proszę, możecie pożyczyć moje zapasowe łyżwy. Tylko pamiętajcie: jeździmy przy brzegu, tam gdzie lód jest gruby. Na środek jeziora nie wolno, bo tam lód jest cienki.
– Dziękujemy, Pingo! – powiedziała Zosia, zakładając łyżwy.
Puszek i Pingo pomogli Zosi wejść na lód. Na początku dziewczynka chwiała się i prawie upadła, ale szybko złapała równowagę.
– Hura! Patrzcie, jadę! – wołała radośnie, sunąc po lodzie.
Jechała coraz szybciej i szybciej. Była tak zachwycona, że zapomniała o ostrzeżeniu Pinga i odjechała daleko od brzegu. Nagle rozległ się głośny trzask, a po tafli pobiegła cienka rysa.
– Zosiu, wracaj do brzegu! – krzyknął Pingo.
Zosia tak się przestraszyła, że nie mogła się ruszyć. Wtedy Puszek, lekki jak puch, ostrożnie podjechał do niej i chwycił ją za rękę.
– Spokojnie, Zosiu. Pojedziemy razem, powoli – powiedział łagodnie.
Krok po kroku, ślizg po ślizgu, zbliżali się do brzegu. Lód trzeszczał, ale w końcu bezpiecznie dotarli na ląd, gdzie czekał na nich zaniepokojony Pingo.
– Uff, było blisko – westchnął z ulgą pingwin.
– Dziękuję wam – powiedziała Zosia, przytulając Puszka i Pinga. – I przepraszam, że nie posłuchałam. Teraz wiem, że ostrzeżeń trzeba słuchać nawet podczas najlepszej zabawy.
6Powrót do domu
Po przygodzie na lodzie Zosia i Puszek uznali, że czas wracać. Zosia pamiętała przecież, co obiecała mamie. Pożegnali się z Pingiem i ruszyli w drogę powrotną.
– Puszku, to była najwspanialsza przygoda w moim życiu! – powiedziała Zosia, trzymając króliczka za łapkę.
– Cieszę się, że ci się podobało – odpowiedział Puszek. – Ale pamiętaj, że magia zimy jest wszędzie, nawet w twojej wiosce. Wystarczy tylko umieć ją dostrzec.
Wokół nich znów zawirowały płatki śniegu i nagle Zosia stała przed swoim domem, przy tym samym płocie co rano. W wiosce wciąż trwał ten sam zimowy poranek, a mama właśnie skończyła odśnieżać ganek.
– Zosiu! Kakao gotowe! – zawołała mama. – Dobrze się bawiłaś?
Z domu wyjrzał tata z dwoma parującymi kubkami.
– Mamo, tato, nie uwierzycie! Byłam w magicznej zimowej krainie! – zawołała przejęta Zosia.
I opowiedziała rodzicom o Pani Zimie, o bałwankach, o Yeti i o trzeszczącym lodzie. Rodzice spojrzeli na siebie z uśmiechem, pewni, że to piękna opowieść z wyobraźni ich córki.
– No dobrze, kochanie. A teraz chodź do domu, kakao czeka – powiedział tata.
Zosia odwróciła się, by pożegnać Puszka, ale króliczka już nie było. Zamiast niego na śniegu leżała mała, biała śnieżynka w kształcie króliczka.
Dziewczynka podniosła ją delikatnie i szepnęła:
– Dziękuję, Puszku. Nigdy cię nie zapomnę.
W kuchni Zosia zerknęła na zegar. Wskazówki przesunęły się tylko odrobinę, a kakao w kubku było jeszcze gorące – zupełnie jakby cała wyprawa trwała jedno mrugnięcie. Puszek dotrzymał obietnicy.
Od tego dnia Zosia patrzyła na zimę innymi oczami. Widziała magię w każdym płatku śniegu, w każdym soplu lodu i w każdym zimowym poranku. I nawet kiedy dorosła, nigdy nie przestała wierzyć w magię zimy.
I tak kończy się nasza zimowa bajka o Zosi i jej niezwykłej przygodzie. Pamiętajcie, drogie dzieci, że każda pora roku ma swoją magię i piękno. Wystarczy tylko dobrze się rozejrzeć!



