1Marzenie żółwia Tymka
W małym leśnym stawie mieszkał żółw o imieniu Tymek. Był bardzo sympatyczny, ale miał jedno wielkie marzenie – chciał wygrać maraton. Tak, dobrze słyszycie: żółw chciał wygrać bieg na bardzo długiej trasie!
Pewnego dnia Tymek siedział na brzegu stawu i wpatrywał się w dal, gdy podpłynęła do niego jego przyjaciółka, rybka Złotka.
– Hej, Tymku! Co tam porabiasz? – zawołała wesoło.
– Ach, Złotko… – westchnął Tymek. – Marzę o tym, żeby wygrać maraton.
– Maraton? – zdziwiła się Złotka. – Ale Tymku, przecież jesteś żółwiem! Wszyscy wiedzą, że żółwie chodzą powoli.
– Wiem, wiem – odpowiedział Tymek. – Ale czy to znaczy, że nie mogę spróbować? Mam już dość tego, że wszyscy mówią mi, czego nie mogę zrobić!
Złotka zamyśliła się na chwilę, a potem uśmiechnęła się szeroko.
– Wiesz co, Tymku? Masz rację! – powiedziała. – Jeśli naprawdę tego chcesz, to spróbuj. Będę ci kibicować!
Tymek rozpromienił się i od razu zaczął planować trening. Od tego dnia każdego ranka wychodził ze stawu i drobnymi kroczkami obchodził go dookoła. Tak zaczęła się jego wielka przygoda.
2Trening czyni mistrza
Tymek trenował codziennie i z każdym tygodniem robił o jedno okrążenie więcej. Pewnego razu, gdy dreptał wokół stawu, spotkał zająca Skoczka.
– Hej, Tymku! Co ty wyprawiasz? – zapytał Skoczek.
– Trenuję… do… maratonu… – wysapał Tymek.
– Ty? Do maratonu? – Skoczek parsknął śmiechem i aż przewrócił się na trawę. – To najśmieszniejsza rzecz, jaką słyszałem!
Tymkowi zrobiło się przykro, ale się nie poddał.
– Śmiej się, ile chcesz, Skoczku – powiedział spokojnie. – Ja i tak będę trenował.
I poczłapał dalej. Skoczek przestał się śmiać. Patrzył, jak żółw kończy jedno okrążenie, potem drugie i trzecie, i poczuł do niego podziw.
– Wiesz co? – powiedział w końcu. – Jesteś bardzo wytrwały, a to najważniejsza cecha biegacza. Może pomogę ci w treningu?
– Naprawdę? To byłoby wspaniałe! – ucieszył się Tymek.
Od tego dnia Skoczek był trenerem Tymka. Uczył go, jak równo oddychać podczas biegu i jak oszczędzać siły na długiej trasie. Tymek z każdym dniem był odrobinę szybszy i odrobinę mniej zmęczony.
Pewnego ranka, gdy kończył okrążenie, zobaczył, że nad stawem zebrali się wszyscy sąsiedzi, żeby mu kibicować.
– Brawo, Tymku! – wołała Złotka, pluskając płetwami.
– Jesteś coraz lepszy! – dodał Skoczek.
– Dziękuję wam wszystkim za wsparcie! – zawołał uśmiechnięty Tymek.
3Wielki dzień
Wreszcie nadszedł dzień Wielkiego Leśnego Maratonu. Tymek był przejęty i trochę zdenerwowany. Stanął na linii startu obok innych zwierząt: szybkich zajęcy, zwinnych jeleni, rudego lisa i silnych niedźwiedzi.
– Witamy na Wielkim Leśnym Maratonie! – skrzeczała sroka, która zapowiadała zawody. – Na starcie mamy… Chwileczkę, czy to żółw?
Wiele zwierząt zaczęło się śmiać, a najgłośniej chichotał szybki zając Śmigacz. Tymek się tym nie przejął. Wiedział, że ciężko pracował i jest gotowy.
– Spokojnie, Tymku – szepnął sam do siebie. – Pamiętaj, co mówił Skoczek: równy oddech i równe kroki.
Stary borsuk, sędzia zawodów, zagwizdał i wszyscy ruszyli. Zające i jelenie szybko zniknęły za zakrętem, a Tymek dreptał powoli, ale wytrwale przed siebie.
Przy wielkim rozwidleniu ścieżek odpoczywał w cieniu lis.
– Hej, żółwiu! – szepnął i mrugnął do Tymka. – Chodź ze mną na skrót przez paprocie. Nikt nie zauważy, a będziemy na mecie dużo szybciej.
– Dziękuję, ale nie – odpowiedział Tymek. – Chcę przebiec całą trasę, tak jak wszyscy się umówiliśmy.
Lis wzruszył ramionami i zniknął w paprociach, a Tymek poczłapał dalej wyznaczoną ścieżką.
Po kilku godzinach biegu zobaczył, że na poboczu siedzi wiele zwierząt, zmęczonych i zniechęconych. Wśród nich był młody jeleń, który ciężko dyszał.
– Jak ty to robisz, Tymku? – zapytał zdumiony jeleń. – Ciągle biegniesz!
– Powoli, ale do przodu – odpowiedział z uśmiechem Tymek. – Nigdy się nie poddaję!
Tymek mijał kolejne zakręty, a przyjaciele kibicowali mu na całej trasie.
– Dalej, Tymku! Jesteś najlepszy! – wołała Złotka, płynąc strumykiem obok ścieżki.
– Pamiętaj o oddechu, Tymku! Świetnie ci idzie! – dodawał Skoczek, kicając poboczem.
Słońce chyliło się już ku zachodowi, gdy Tymek zobaczył wreszcie linię mety. Był bardzo zmęczony, ale szczęśliwy. Przekroczył ją jako ostatni, z wielkim uśmiechem na pyszczku.
– Niesamowite! – skrzeczała sroka. – Żółw Tymek ukończył maraton! Takiego biegu jeszcze w lesie nie było!
4Medal dla wytrwałych
Tymek usiadł na trawie, żeby odpocząć. Myślał, że to już koniec przygody, kiedy podszedł do niego stary borsuk, sędzia zawodów, z bardzo poważną miną.
– Tymku, muszę ci coś powiedzieć – zaczął. – Pierwszy na metę przybiegł zając Śmigacz i to on dostanie złoty medal. Biegł szybko i uczciwie.
– Należy mu się – przyznał Tymek, choć w głębi serca trochę żałował, że to nie on.
– Ale to jeszcze nie wszystko – ciągnął borsuk. – Sowy, które pilnowały trasy, opowiedziały mi, że kilka zwierząt, razem z lisem, poszło na skrót przez paprocie. A ty nie skróciłeś drogi ani o krok, choć tobie biegło się najtrudniej. Dlatego postanowiliśmy przyznać nowy medal, jakiego w lesie jeszcze nie było. Medal Wytrwałości!
Tymek nie mógł uwierzyć własnym uszom. Cały las wybuchnął radosnymi okrzykami, a przyjaciele podbiegli, żeby go uściskać.
– Wiedziałam, że ci się uda, Tymku! – zawołała Złotka z pobliskiego strumyka.
– Jesteś prawdziwym mistrzem, przyjacielu! – powiedział Skoczek.
Zając Śmigacz, ten sam, który na starcie śmiał się najgłośniej, podszedł do Tymka i podał mu łapę.
– Przepraszam, że się z ciebie śmiałem – powiedział. – Ja wygrałem bieg, ale ty pokazałeś nam wszystkim coś ważniejszego.
Tymek stanął na podium obok Śmigacza, a borsuk zawiesił mu na szyi błyszczący Medal Wytrwałości. W tej chwili Tymek zrozumiał, że jego marzenie spełniło się po swojemu. Nie przybiegł pierwszy, ale wygrał swój własny maraton: ze zmęczeniem i z tymi, którzy mówili, że nie da rady.
– Dziękuję wam wszystkim! – zawołał do zebranych. – Ten medal należy nie tylko do mnie, ale do wszystkich, którzy we mnie wierzyli. Pamiętajcie: nieważne, jak wolno idziesz. Ważne, że nie przestajesz.
5Szkoła Niemożliwych Marzeń
Po maratonie wszyscy w lesie chcieli rozmawiać z Tymkiem i prosili go o rady. Ale Tymek nie siedział z założonymi łapami. Postanowił, że teraz sam będzie pomagał innym.
Pewnego dnia, gdy spacerował brzegiem stawu, usłyszał cichy płacz. Na kamieniu siedział mały jeżyk i ze smutkiem patrzył na wodę.
– Hej, maluchu, co się stało? – zapytał łagodnie Tymek.
– Chcę nauczyć się pływać – chlipnął jeżyk. – Ale wszyscy mówią, że jeże nie pływają. To beznadziejne! Nigdy się nie nauczę!
Tymek uśmiechnął się, bo przypomniał sobie, jak sam słyszał podobne słowa.
– Wiesz co? Mnie też kiedyś mówili, że żółwie nie biegają w maratonach – powiedział. – A jednak przebiegłem całą trasę! Jeśli naprawdę chcesz, pomogę ci. Tylko pamiętaj: do wody wchodzimy zawsze razem i na początku tylko tam, gdzie jest płytko.
– Naprawdę mi pomożesz? – zapytał jeżyk z nadzieją w oczach.
– Oczywiście! Zaczniemy od małych kroczków. Najpierw nauczysz się leżeć na wodzie.
Tak Tymek zaczął uczyć jeżyka pływać. Spotykali się codziennie na płyciźnie przy brzegu i ćwiczyli krok po kroku. Inne zwierzęta zobaczyły to i też zaczęły przychodzić po pomoc.
– Tymku, pomożesz mi nauczyć się lepiej wspinać? – poprosiła wiewiórka.
– A mnie kopać dłuższe tunele? – dopytywał kret.
Tymek nie umiał ani wspinać się po drzewach, ani kopać tuneli, ale znał jeden ważny sekret: ćwiczyć po trochu każdego dnia i nie poddawać się po pierwszej porażce. Uczył tego wszystkich, którzy do niego przychodzili. Wkrótce nad stawem powstała prawdziwa szkoła, którą zwierzęta nazwały Szkołą Niemożliwych Marzeń.
– Pamiętajcie – mówił Tymek do swoich uczniów – że wiele rzeczy wydaje się niemożliwych tylko dlatego, że jeszcze nie próbowaliśmy ich wystarczająco długo!
I tak mały żółw, który marzył o wygraniu maratonu, został nauczycielem całego lasu.
6Wielka Leśna Olimpiada
Minął rok od Wielkiego Leśnego Maratonu. Szkoła Niemożliwych Marzeń rozrastała się, a zwierzęta z całego lasu przychodziły do niej, żeby uczyć się nowych rzeczy. Pewnego wieczoru Tymek wpadł na pomysł.
– Moi drodzy! – zawołał do uczniów. – Pokażmy wszystkim, czego się nauczyliśmy. Zorganizujmy Wielką Leśną Olimpiadę!
Zwierzęta przyjęły ten pomysł z radością. Przez kolejne tygodnie cały las szykował się do wielkiego święta. Każdy miał swoje zadanie. Bobry budowały trybuny z gałęzi, wiewiórki robiły medale z orzechów, a sowy układały plan zawodów. Tymek doglądał wszystkiego i pilnował, żeby nikt nie czuł się pominięty.
W końcu nadszedł wielki dzień. Las wypełnił się kolorowymi chorągiewkami i radosnymi okrzykami. Tymek stanął na podium, żeby otworzyć zawody.
– Witajcie na pierwszej Wielkiej Leśnej Olimpiadzie! – powiedział. – Pamiętajcie, że nie chodzi o to, kto jest najlepszy, ale o to, żeby każdy z nas był choć trochę lepszy niż wczoraj!
Były to najbardziej niezwykłe zawody, jakie las kiedykolwiek widział. Jeżyk, którego Tymek uczył pływać, wygrał wyścig pływacki w stawie. Wiewiórka pierwsza wspięła się na czubek najwyższej sosny. Kret wykopał najdłuższy tunel w całym lesie. A młody jeleń, który rok wcześniej usiadł zmęczony na poboczu, tym razem ukończył maraton i na mecie wyściskał Tymka ze wzruszenia.
Wieczorem, gdy wszystkie medale zostały rozdane, Tymek jeszcze raz wyszedł na podium.
– Moi drodzy przyjaciele! – powiedział. – Jestem z was ogromnie dumny. Pokazaliście, że z cierpliwością i pracą można zrobić bardzo wiele. Ale pamiętajcie, że prawdziwe zwycięstwo to nie medal na szyi. To radość z tego, że się nie poddaliście, i z tego, że pomagaliście sobie nawzajem.
Cały las wybuchnął radosnymi okrzykami. Zwierzęta ściskały się i gratulowały sobie nawzajem. A Tymek stał na podium ze łzami szczęścia w oczach. Jego małe marzenie o maratonie zamieniło się w coś o wiele większego.
I tak kończy się opowieść o Tymku, żółwiu, który chciał wygrać maraton, a zdobył coś jeszcze cenniejszego: przyjaciół i radość z pomagania innym. Pamiętajcie, drogie dzieci, że nieważne, czy jesteście szybcy, czy powolni. Ważne, żeby iść do przodu i podawać rękę tym, którzy idą obok.



