1Tajemnicza fontanna
W małym miasteczku, otoczonym zielonymi wzgórzami, stała stara fontanna. Nikt nie pamiętał, kiedy ją zbudowano, ale wszyscy wiedzieli, że jest wyjątkowa. W jej krystalicznie czystej wodzie pływały kolorowe rybki, a każdy przechodzień przystawał, żeby na nie popatrzeć.
Pewnego dnia mała dziewczynka o imieniu Zosia przyszła do fontanny ze swoim dziadkiem. Od razu zauważyła, że rybki zachowują się dziwnie. Pływały powoli w kółko i wyglądały na bardzo smutne.
– Dziadku, dlaczego te rybki są takie smutne? – zapytała.
– Może są zmęczone pływaniem w kółko? Albo tęsknią za przyjaciółmi? – zastanowił się dziadek.
– A może są głodne? Mogę je nakarmić?
– Nie, kochanie. Rybek w fontannie nie wolno karmić. Okruszki zaszkodziłyby wodzie i samym rybkom – wyjaśnił dziadek. Potem przysiadł na pobliskiej ławeczce i zaczął rozmawiać z sąsiadką, która akurat przechodziła obok.
Zosia stała przy kamiennym brzegu fontanny i przyglądała się rybkom. Nagle najbardziej złocista z nich wychyliła łepek z wody i powiedziała ludzkim głosem:
– Dzień dobry, dziewczynko! Czy możesz nam pomóc?
Zosia była tak zaskoczona, że aż podskoczyła.
– Ty… ty mówisz?
– Mówię. Mam na imię Złotek. To długa historia, a my bardzo potrzebujemy pomocy. Czy przyjdziesz tu jutro?
– Przyjdę – odpowiedziała Zosia. – Ale z dziadkiem. Sama nie chodzę daleko od domu.
– To bardzo mądre – pochwalił ją Złotek. – Przyprowadź dziadka. Przyda nam się każde dobre serce.
Rybka zanurkowała z powrotem do wody, a Zosia przez cały wieczór nie mogła przestać o niej myśleć.
2Sekret fontanny
Następnego ranka Zosia opowiedziała dziadkowi o gadającej rybce. Dziadek uniósł brwi, pogładził wąsy i uśmiechnął się.
– Gadająca rybka, powiadasz? No to chodźmy ją odwiedzić. Ciekaw jestem, co ma nam do powiedzenia.
Gdy doszli do fontanny, rybki już na nich czekały. Złotek wychylił łepek nad wodę, a obok niego pojawiły się jeszcze dwie rybki: srebrzysta Perełka i pękaty, wesoły Bąbel.
– Witaj, Zosiu! Dzień dobry, dziadku! Dziękujemy, że przyszliście – powiedział Złotek.
Dziadek aż przetarł okulary ze zdumienia.
– No proszę… Przez całe życie nie słyszałem, żeby ryba mówiła – szepnął.
– Dlaczego umiecie mówić? – zapytała Zosia.
– To przez czary złej czarownicy – westchnął Złotek. – Kiedyś byliśmy ludźmi. Codziennie spotykaliśmy się przy tej fontannie, śmialiśmy się i rozmawialiśmy. Czarownica, która mieszka samotnie na wzgórzu, zazdrościła nam tej radości. Zamieniła nas w rybki i zamknęła w fontannie.
– Ojej! To straszne! Jak mogę wam pomóc?
– Musisz znaleźć magiczny klucz, który jest ukryty gdzieś w miasteczku – odpowiedział Złotek. – Od niego zaczyna się nasze odczarowanie.
– Ale jak mam go znaleźć? Miasteczko jest takie duże!
– Nie martw się, mamy dla ciebie wskazówkę – odezwała się mądra Perełka. – Posłuchaj uważnie: „Szukaj tam, gdzie wskazówki chodzą w kółko, choć wcale nie mają nóg”.
– To brzmi jak zagadka! – ucieszyła się Zosia.
– Tak, uwielbiamy zagadki! – zawołał Bąbel. – A wiesz, co mówi jedna rybka do drugiej, kiedy się żegnają? „Trzymaj się płetwy!”
Wszystkie rybki zachichotały, a Zosia i dziadek uśmiechnęli się szeroko.
– Pomożemy wam – powiedział dziadek i podał Zosi rękę. – Prawda, Zosiu?
– Prawda! Wrócimy, jak tylko coś odkryjemy!
– Powodzenia! Liczymy na was! – zawołały rybki chórem.
Zosia pomachała rybkom na pożegnanie i razem z dziadkiem ruszyła w stronę rynku. Przez całą drogę powtarzała po cichu słowa zagadki.
3Poszukiwania magicznego klucza

Zosia i dziadek spacerowali po miasteczku i uważnie się rozglądali. Na rynku Zosia nagle stanęła i zadarła głowę. Na wieży ratusza wisiał wielki, stary zegar.
– Dziadku, popatrz! Wskazówki chodzą w kółko, choć wcale nie mają nóg! To musi być tutaj!
– Brawo, Zosiu! – zaśmiał się dziadek. – Wejdźmy do środka.
W ratuszu powitał ich sympatyczny woźny z pękiem kluczy przy pasku.
– Dzień dobry. Co was tu sprowadza? – zapytał.
– Dzień dobry! Szukamy magicznego klucza. Czy pan może coś o nim wie? – zapytała Zosia.
– Magiczny klucz, powiadasz? – Woźny podrapał się po głowie. – Mój dziadek opowiadał mi kiedyś legendę o kluczu ukrytym w starym zegarze. Mówił, że dostanie go tylko ten, kto rozwiąże zagadkę.
– Jaką zagadkę?
– Posłuchaj: „Nie jestem ani drzwiami, ani oknem, a otwieram każdy zamek. Co to takiego?”
Zosia zamyśliła się głęboko. Po chwili jej buzia się rozjaśniła.
– Już wiem! To klucz!
– Brawo! Jesteś bardzo bystra – powiedział woźny.
Wspiął się po krętych schodach na wieżę, otworzył małe drzwiczki w obudowie zegara i po chwili wrócił z czymś błyszczącym w dłoni.
– Oto klucz z legendy. Myślę, że trafi w dobre ręce – powiedział i wręczył Zosi mały, złoty kluczyk.
Zosia podziękowała, a potem razem z dziadkiem pospieszyła z powrotem do fontanny.
– Zosiu, wróciłaś! Czy udało ci się znaleźć klucz? – zawołał Złotek.
– Tak, mam go! Co teraz?
– Dotknij nim wody i przekręć go trzy razy w prawo – wyjaśniła Perełka.
Dziadek stanął tuż obok i mocno objął Zosię ramieniem. Zosia ostrożnie dotknęła kluczykiem wody przy samym brzegu fontanny i przekręciła go trzy razy w prawo. Nagle woda zaczęła wirować, a rybki rozbłysły jasnym blaskiem.
– Hej, czuję się jak na karuzeli! Kręci mi się w płetwach! – zawołał Bąbel.
Wszyscy się roześmiali, choć serca biły im mocno z przejęcia.
4Zagadka czarownicy

Kiedy wir ustał, rybki wciąż pływały w fontannie, ale wyglądały na weselsze i pełne sił.
– Czy zaklęcie zostało zdjęte? Dlaczego nadal jesteście rybkami? – zmartwiła się Zosia.
– To nie takie proste – odpowiedział Złotek. – Klucz był tylko pierwszym krokiem. Teraz potrzebujemy różdżki czarownicy.
– A gdzie mieszka ta czarownica?
– W starym domu na wzgórzu, porośniętym bluszczem – powiedziała Perełka. – Uważajcie, jest bardzo przebiegła. Ma jednak dwie słabości: uwielbia, kiedy ktoś ją podziwia, i nie potrafi oprzeć się dobrej zagadce.
– Tak, ostatnio próbowała mnie złowić na robaka – dodał Bąbel. – Powiedziałem jej, że jestem na diecie!
Zosia zachichotała, ale szybko spoważniała.
– Pójdziemy tam razem – powiedział dziadek. – Będę cały czas przy tobie.
Po drodze Zosia zbierała na łące kolorowe kwiaty i ułożyła z nich piękny bukiet. W głowie układała też plan.
Gdy doszli do starego domu, dziadek zapukał do drzwi. Otworzyła im starsza pani o długim, zakrzywionym nosie, z różdżką w dłoni.
– Czego tu szukacie? – burknęła.
– Dzień dobry – powiedziała grzecznie Zosia i podała jej bukiet. – Słyszałam, że jest pani najsłynniejszą czarownicą w okolicy. To dla pani.
Czarownica spojrzała na kwiaty i uśmiechnęła się szeroko, pokazując krzywe zęby. Dawno nikt jej niczego nie podarował.
– No proszę, jaka uprzejma dziewczynka. Czego chcesz?
– Chciałabym pożyczyć pani różdżkę, żeby odczarować rybki z fontanny.
Czarownica zmarszczyła brwi i zastukała różdżką o framugę drzwi.
– Ha! Nie oddam różdżki byle komu! Ale lubię mądre głowy. Zadam ci zagadkę. Jeśli ją zgadniesz, pożyczę ci różdżkę do zachodu słońca. Jeśli nie, wracajcie do domu i nie zawracajcie mi głowy.
– Zgoda – odpowiedziała Zosia, a dziadek ścisnął jej dłoń na odwagę.
– Posłuchaj więc: „Pokazuje każdą twarz, a samo twarzy nie ma. Kiedy się do niego uśmiechniesz, ono uśmiecha się do ciebie”. Co to takiego?
Zosia przypomniała sobie, jak rano czesała włosy w łazience. Nagle klasnęła w dłonie.
– To lustro!
Czarownica aż sapnęła ze złości. Była jednak dumną czarownicą, a dumne czarownice zawsze dotrzymują słowa.
– Zgadłaś… – mruknęła i podała Zosi różdżkę. – Ale pamiętaj: do zachodu słońca!
– Dziękuję! Na pewno oddam – obiecała Zosia. Pożegnała się grzecznie i razem z dziadkiem ruszyła w drogę powrotną.
5Wielka przemiana

Zosia szła z powrotem do fontanny, mocno ściskając różdżkę. Gdy razem z dziadkiem dotarli na miejsce, rybki aż podskoczyły z radości.
– Udało ci się, Zosiu! Jesteś naszą bohaterką! – zawołał Złotek.
– Tak, jesteś bohaterką całej fontanny! – dodał Bąbel.
– Co mam teraz zrobić? – zapytała Zosia.
– Machnij różdżką nad wodą i wypowiedz zaklęcie – odpowiedziała Perełka. – „Abrakadabra, rybki w ludzi, niech się magia już nie trudzi!”
Zosia uniosła różdżkę, zamknęła oczy i wypowiedziała zaklęcie. Woda w fontannie zaczęła się burzyć i pienić, a nad nią uniosła się srebrna mgiełka. Kiedy mgiełka opadła, przy fontannie stało kilkanaście osób – dorosłych i dzieci.
Złotek okazał się wysokim panem z rudymi wąsami, Perełka – siwą, uśmiechniętą panią w okularach, a Bąbel – piegowatym chłopcem w czapce z daszkiem.
– Hurra! Znowu jesteśmy ludźmi! – zawołał pan Złotek.
Bąbel zrobił niepewny krok, zachwiał się i złapał dziadka za rękaw.
– Ojej, zapomniałem, jak to jest mieć nogi! Chodzę jak nowo narodzona żyrafa!
Wszyscy się roześmiali i zaczęli przytulać Zosię, dziękując jej za pomoc.
– Cieszę się, że mogłam wam pomóc – powiedziała Zosia. – Ale teraz muszę oddać różdżkę. Obiecałam.
Słońce właśnie chowało się za dachami, kiedy zobaczyli czarownicę, która szybkim krokiem schodziła ze wzgórza.
– Zachód słońca! Oddawaj moją różdżkę! – zawołała.
Zosia podeszła do niej i podała jej różdżkę.
– Proszę. Dotrzymuję słowa. Ale bardzo panią proszę: niech pani już nigdy nikogo nie zaczaruje.
Czarownica wzięła różdżkę i spojrzała na roześmianych ludzi przy fontannie. Po chwili westchnęła głęboko.
– Zazdrościłam im, bo zawsze byli razem tacy weseli, a ja byłam sama – powiedziała cicho. – Obiecuję. I przepraszam was za to, co zrobiłam.
Ku zaskoczeniu wszystkich złamała różdżkę na pół.
– Może czas nauczyć się żyć bez czarów i znaleźć prawdziwych przyjaciół – dodała.
Wszyscy byli zdumieni, ale ucieszeni takim obrotem spraw. Pan Złotek pierwszy podał czarownicy rękę.
6Nowy początek
Minęło kilka dni od wielkiej przemiany. Zosia razem z dziadkiem codziennie odwiedzała fontannę, gdzie spotykała się z nowymi przyjaciółmi. Przychodziła tam też dawna czarownica, która teraz wolała, żeby nazywano ją panią Jadwigą.
Pewnego popołudnia, gdy wszyscy siedzieli na ławkach wokół fontanny, Zosia zapytała:
– Czy nie tęsknicie czasem za byciem rybkami?
– Czasami – przyznał pan Złotek. – Pływanie było przyjemne, ale wolę chodzić po świecie i rozmawiać z ludźmi.
– A ja tęsknię za robieniem bąbelków w wodzie! To było takie zabawne! – zawołał Bąbel.
Wszyscy się roześmiali, a pani Jadwiga dodała:
– Wiesz, Zosiu, nauczyłaś mnie czegoś ważnego. Prawdziwa magia nie polega na zamienianiu ludzi w zwierzęta, tylko na sprawianiu, że świat staje się lepszy.
– To prawda! I myślę, że każdy z nas może to robić codziennie – odpowiedziała Zosia.
– Mądrze powiedziane, Zosiu – pochwaliła ją pani Perełka. – A może wykorzystamy to, czego nauczyliśmy się pod wodą, i zrobimy coś dobrego dla miasteczka?
– Świetny pomysł! – zawołał pan Złotek. – Zorganizujemy wielkie sprzątanie brzegów rzeki i pokażemy innym, jak dbać o czystą wodę!
– Tylko pamiętajcie, że nad rzeką dzieci zawsze pracują razem z dorosłymi – dodał dziadek i mrugnął do Zosi.
Wszyscy chętnie się zgodzili i zaczęli planować, jak pomóc swojemu miasteczku. Zosia czuła, że to dopiero początek nowych, wspaniałych przygód.
Od tego dnia fontanna stała się miejscem spotkań i planowania dobrych uczynków. Ludzie z całego miasteczka przychodzili tam, by posłuchać niezwykłych historii i dowiedzieć się, jak dbać o przyrodę. A w czystej wodzie fontanny zamieszkały nowe kolorowe rybki – tym razem zwyczajne, ale bardzo wesołe.
A Zosia? Została bohaterką całego miasteczka i najlepszą przyjaciółką dawnych rybek. Razem pokazali, że prawdziwa magia tkwi w przyjaźni, współpracy i trosce o innych.



