1Marzenie Kicusia
W małym lesie, pełnym zielonych drzew i kolorowych kwiatów, mieszkał króliczek o imieniu Kicuś. Miał puszyste, białe futerko i długie uszy, różowe od środka. Kicuś uwielbiał marchewki, ale w jego lesie rosło ich bardzo mało.
Pewnego dnia, gdy Kicuś skakał wesoło po polanie, spotkał starego, mądrego jeża o imieniu Kolczatek.
– Dzień dobry, panie Kolczatku! – zawołał Kicuś. – Czy wie pan, gdzie mógłbym znaleźć więcej marchewek?
– Och, młody Kicusiu – odpowiedział jeż – słyszałem legendę o wielkim marchewkowym skarbie ukrytym gdzieś w naszym lesie. Ale nikt nigdy go nie znalazł.
Oczy Kicusia zaświeciły się z przejęcia. Marchewkowy skarb! To brzmiało jak spełnienie jego marzeń.
– Panie Kolczatku, czy mógłby mi pan powiedzieć coś więcej o tym skarbie? – poprosił.
– Cóż, podobno jest mapa, która do niego prowadzi – powiedział jeż. – Dawno temu ktoś podzielił ją na trzy części i ukrył w różnych miejscach lasu.
Kicuś podskoczył z radości. Postanowił, że znajdzie wszystkie części mapy i odkryje marchewkowy skarb. Najpierw jednak pobiegł do domu i opowiedział o wszystkim mamie. Mama trochę się zmartwiła, ale pan Kolczatek, który przydreptał razem z Kicusiem, obiecał, że będzie miał na niego oko.
– Dobrze, możesz iść – zgodziła się mama i spakowała mu do plecaczka garść koniczyny. – Tylko trzymaj się leśnych ścieżek i proś o pomoc, kiedy będzie trudno.
– Obiecuję, mamusiu! – zawołał Kicuś.
– Powodzenia, młody przyjacielu – powiedział Kolczatek. – Pamiętaj, że prawdziwy skarb to nie tylko marchewki, ale też przygoda i nowe przyjaźnie.
I tak Kicuś rozpoczął swoją wielką wyprawę w poszukiwaniu marchewkowego skarbu.
2Pierwsza część mapy
Kicuś skakał przez las i rozglądał się za wskazówkami, które mogłyby go doprowadzić do pierwszej części mapy. Nagle usłyszał ciche popiskiwanie dochodzące zza krzaka.
Za krzakiem siedziała mała myszka o imieniu Piszczka i płakała.
– Cześć, jestem Kicuś – powiedział króliczek. – Dlaczego płaczesz?
– Och, zgubiłam swój zapas sera na zimę! – załkała myszka. – Schowałam go w bezpiecznym miejscu i teraz nie pamiętam gdzie.
Kicuś bardzo chciał szukać mapy, ale postanowił najpierw pomóc Piszczce.
– Nie martw się, pomogę ci go znaleźć! – obiecał.
Razem przeszukali okolicę: zajrzeli pod kamienie, pod paprocie i do starych mysich korytarzy. W końcu Kicuś wyczuł znajomy zapach i znalazł ser ukryty w dziupli starego dębu, nisko, przy samej ziemi.
– Dziękuję, Kicusiu! – zawołała uradowana Piszczka. – Jesteś prawdziwym przyjacielem. W nagrodę dam ci coś specjalnego.
Myszka zaprowadziła go do swojej norki i spod posłania z mchu wyciągnęła zwinięty kawałek starego papieru.
– Znalazłam to dawno temu – powiedziała. – Wygląda jak część jakiejś mapy.
Kicuś nie mógł uwierzyć własnemu szczęściu. To była pierwsza część mapy do marchewkowego skarbu!
– Hurra! Dziękuję, Piszczko! – zawołał. – To właśnie tego szukałem!
– Cieszę się, że mogłam ci pomóc – uśmiechnęła się myszka. – Widzisz? Kto pomaga innym, ten często sam dostaje pomoc.
Kicuś pożegnał się z Piszczką i ruszył dalej z pierwszą częścią mapy w plecaczku.
3Przygoda nad strumieniem
Kicuś wędrował dalej przez las, aż dotarł do małego strumienia. Woda wesoło pluskała, a na brzegu siedziała smutna żabka o imieniu Kumka.
– Cześć, jestem Kicuś – przedstawił się króliczek. – Dlaczego jesteś taka smutna?
– Och, Kicusiu! – westchnęła żabka. – Wiatr porwał moją ulubioną lilię wodną. Bez niej nie mam gdzie odpoczywać na środku strumienia.
Kicuś rozejrzał się i zobaczył lilię zaplątaną pod ciężką gałęzią przy drugim brzegu.
– Próbowałam ją wyciągnąć – powiedziała Kumka – ale ta gałąź jest dla mnie za ciężka.
– Nie martw się, Kumko! Zaraz ci pomogę! – zawołał Kicuś i już szykował się do skoku na kamienie wystające z wody.
– Uważaj, Kicusiu! – krzyknęła żabka. – Te kamienie są śliskie, a woda jest zimna i głęboka. Kawałek dalej bobry zbudowały kładkę. Przejdź po niej, tak będzie bezpieczniej.
Kicuś posłuchał. Pobiegł wzdłuż brzegu, ostrożnie przeszedł po drewnianej kładce i wrócił drugim brzegiem do zaplątanej lilii. Zaparł się łapkami i podniósł ciężką gałąź, a Kumka wyciągnęła spod niej swoją lilię.
– Udało się! – ucieszyła się żabka. – Dziękuję ci, Kicusiu!
Wtedy Kicuś zauważył, że na dnie strumienia, tuż pod miejscem, gdzie leżała gałąź, coś jasnego połyskuje między kamykami.
– Kumko, widzisz to? – zapytał. – Ja nie umiem nurkować, a ty?
– Ja nurkuję najlepiej w całym strumieniu! – zaśmiała się żabka i z pluskiem zniknęła pod wodą.
Po chwili wynurzyła się, trzymając w łapkach zwinięty kawałek papieru. Był starannie owinięty w liść posmarowany woskiem, więc woda wcale go nie zamoczyła. To była druga część mapy do marchewkowego skarbu!
– Hurra! Dziękuję, Kumko! – zawołał Kicuś. – Sam nigdy bym jej nie wyłowił.
– A ja sama nie podniosłabym tej gałęzi – odpowiedziała Kumka. – Prawdziwi przyjaciele zawsze sobie pomagają.
Kicuś pożegnał się z Kumką i ruszył dalej, mając już dwie części mapy.
4Zagadka starej sowy
Kicuś wędrował przez las, aż słońce zaczęło chować się za drzewami. Nagle usłyszał ciche pohukiwanie. Dochodziło z wielkiego, starego dębu. Na gałęzi siedziała mądra sowa o imieniu Puchaczka. Właśnie się obudziła, bo sowy w dzień śpią, a nocą czuwają.
– Witaj, młody króliczku – powiedziała. – Co cię sprowadza pod mój dąb o tak późnej porze?
– Dobry wieczór, pani Puchaczko – odpowiedział Kicuś. – Szukam trzeciej części mapy do marchewkowego skarbu.
– Och, więc to ty jesteś tym dzielnym poszukiwaczem! – zahukała sowa. – Wieści w lesie szybko się rozchodzą. Mam ostatnią część mapy, ale nie oddam jej tak łatwo. Najpierw musisz rozwiązać moją zagadkę.
– Jestem gotowy! – zawołał Kicuś i podskoczył z przejęcia. – Proszę o zagadkę!
– Słuchaj więc uważnie – powiedziała Puchaczka i wyrecytowała:
Uszy mam długie, ogonek mały,
skaczę po łąkach przez dzień cały.
Marchewkę chrupię: chrup, chrup, chrup!
Zgadnij, kim jestem, mój mały zuch!
Kicuś zamyślił się głęboko. Długie uszy, mały ogonek, marchewki… Nagle zaczął się śmiać.
– Przecież to ja! – zawołał. – To królik!
– Brawo, Kicusiu! – zahukała wesoło sowa. – Czasem odpowiedź jest tak blisko, że trudno ją zauważyć. Oto ostatnia część mapy.
Sowa podała Kicusiowi kawałek starego papieru. Teraz miał już wszystkie trzy części!
– Jest już późno – dodała Puchaczka. – Po ciemku łatwo zgubić drogę. Przenocuj w suchej norce pod korzeniami mojego dębu, a rano ruszysz dalej. Pan Kolczatek mówił mi, że twoja mama wie, dokąd poszedłeś.
– Dziękuję, pani Puchaczko! – powiedział Kicuś. – Obiecuję, że będę mądry i ostrożny.
Wtulił się w miękki mech i zasnął, ściskając w łapkach całą mapę.
5W poszukiwaniu skarbu
Następnego ranka Kicuś złożył wszystkie trzy części mapy i ruszył wskazaną drogą. Ścieżka prowadziła przez gęsty las, wzdłuż strumienia i między wysokimi paprociami, aż do małej, ukrytej polany.
Na środku polany stała wielka, drewniana rzeźba w kształcie marchewki. Kicuś podskoczył z radości.
– Hurra! – zawołał. – Znalazłem marchewkowy skarb!
Ale gdy podszedł bliżej, zobaczył, że rzeźba jest w środku pusta. Nie było tam ani jednej marchewki. Na samym dnie leżał tylko mały, lniany woreczek.
– Och nie… – szepnął Kicuś. – Czy to znaczy, że nie ma żadnego skarbu?
Nagle usłyszał znajome głosy. Na polanę wbiegła Piszczka, przyskoczyła Kumka, a znad drzew przyfrunęła Puchaczka. Za nimi dreptał stary Kolczatek z wielkim koszem na plecach.
– Pan Kolczatek zebrał nas wszystkich i poszliśmy twoimi śladami – pisnęła Piszczka. – Nie mogliśmy przegapić końca twojej wyprawy!
Kicuś pokazał im pustą rzeźbę i mały woreczek. Kolczatek ostrożnie go rozwiązał i zajrzał do środka.
– No proszę! – zawołał. – Przecież to nasiona marchewki! Całe mnóstwo nasion!
– Nasiona? – zdziwił się Kicuś. – A gdzie są marchewki?
– Na razie schowane w nasionach – uśmiechnęła się Puchaczka. – Jeśli je zasiejemy, za rok cała polana będzie pełna marchewek. Ktoś dawno temu ukrył tu skarb, który rośnie.
– Ale sam nie dam rady ich zasiać – powiedział Kicuś.
– Nie musisz sam – odpowiedziała Kumka. – Masz przecież nas!
Kicuś spojrzał na przyjaciół i zrozumiał, że pan Kolczatek miał rację. Bez Piszczki, Kumki i Puchaczki nigdy nie zdobyłby mapy. Prawdziwym skarbem tej wyprawy byli właśnie oni.
– Wy jesteście moim prawdziwym skarbem! – zawołał. Wszyscy przytulili się do siebie, śmiejąc się radośnie.
Potem razem spulchnili ziemię na polanie i zasiali nasiona, równiutko, rządek przy rządku. Kumka przynosiła w liściu wodę ze strumienia, żeby je podlać.
– A teraz pora na piknik! – zawołała Piszczka i wyjęła kawałek swojego sera.
– Ja mam koniczynę od mamy – powiedział Kicuś. – Szkoda tylko, że nie mam marchewek.
– A co to za piknik bez marchewek? – zaśmiał się Kolczatek i zdjął z pleców kosz pełen soczystych marchewek z własnego ogródka. – Proszę, Kicusiu, to dla ciebie i twoich przyjaciół.
– Dziękuję, panie Kolczatku! Dziękuję wam wszystkim! – zawołał Kicuś. – To najwspanialszy skarb, o jakim mogłem marzyć: przyjaciele, marchewki, a do tego nasiona na przyszłość!
I tak Kicuś i jego przyjaciele urządzili wspaniały piknik na polanie, a Puchaczka opowiedziała im najpiękniejszą leśną bajkę, jaką znała.
6Nowe przygody
Od czasu wielkiej wyprawy Kicuś i jego przyjaciele często spotykali się na ukrytej polanie. Razem podlewali grządki i wyrywali chwasty. Wiosną z ziemi wyjrzały pierwsze zielone listki, a latem cała polana była pełna marchewek. Starczyło ich dla wszystkich mieszkańców lasu.
Pewnego dnia, gdy wszyscy siedzieli razem przy marchewkowej rzeźbie, Kicuś wpadł na pomysł.
– Hej, przyjaciele! – zawołał. – A może założymy Klub Leśnych Poszukiwaczy Przygód?
– Och, to brzmi wspaniale! – pisnęła Piszczka.
– Tak! Moglibyśmy pomagać innym zwierzętom i przeżywać nowe przygody! – dodała Kumka.
– To bardzo mądry pomysł, Kicusiu – powiedziała Puchaczka. – Jestem z ciebie dumna.
I tak powstał Klub Leśnych Poszukiwaczy Przygód. Kicuś i jego przyjaciele wyruszali na nowe wyprawy, pomagali potrzebującym i coraz lepiej poznawali las i jego mieszkańców. Pan Kolczatek został honorowym członkiem klubu, a mama Kicusia zawsze wiedziała, dokąd wyruszają.
Czasami napotykali trudności, ale zawsze razem znajdowali rozwiązanie. Kicuś zrozumiał, że do szczęścia nie potrzebuje góry marchewek. Miał wszystko, czego potrzebował: wspaniałych przyjaciół i wspólne przygody.
– Wiecie co? – powiedział pewnego wieczoru. – Jestem najszczęśliwszym króliczkiem na świecie!
– A my się cieszymy, że cię mamy, Kicusiu! – zawołała Piszczka.
– Tak! Bez ciebie nasze życie byłoby o wiele mniej zabawne! – dodała Kumka.
– I nikt nie znalazłby nasion, z których wyrosła nasza marchewkowa polana – zahukała Puchaczka. – Uczysz nas wszystkich, jak ważne są przyjaźń i odwaga.
I tak Kicuś i jego przyjaciele żyli długo i szczęśliwie, a każdy dzień przynosił im nowe przygody.



