1Gadające jajka
Na skraju wsi stało małe gospodarstwo pani Kowalskiej, a w nim stary, drewniany kurnik. Mieszkało w nim mnóstwo kur, które codziennie znosiły jajka. Ale pewnego ranka stało się coś niezwykłego…
Pani Kowalska weszła do kurnika z koszykiem, żeby zebrać jajka, jak co dzień. Gdy sięgnęła po pierwsze, usłyszała cieniutki głosik:
– Nie dotykaj mnie! Nie chcę się stłuc!
Pani Kowalska odskoczyła zaskoczona. Rozejrzała się dookoła, myśląc, że to któraś z kur przemówiła. Ale nie, kury tylko gdakały. To na pewno był głos jajka!
– Przepraszam – powiedziała niepewnie pani Kowalska – ale muszę was zebrać. W niedzielę przyjeżdżają wnuki, a ja obiecałam im naleśniki.
– Nie ma mowy! – odpowiedziało inne jajko. – Nie pozwolimy się stłuc!
I wszystkie jajka w kurniku zaczęły protestować. Turlały się, podskakiwały i chowały w najdalszych zakamarkach gniazd. Pani Kowalska nie wiedziała, co robić.
– Ależ, drogie jajka – próbowała tłumaczyć – przecież zawsze tak było. Jajka trafiają do koszyka, a potem do kuchni.
– A może my mamy inne marzenia? – odparło jedno z jajek. – Może chcemy zostać kurczątkami?
Pani Kowalska westchnęła ciężko i odstawiła pusty koszyk. Jeszcze nie wiedziała, że to dopiero początek kłopotów z niesfornymi jajkami.
2Wielka ucieczka jajek
Następnego dnia pani Kowalska poprosiła o pomoc swojego sąsiada, pana Nowaka. Gdy tylko weszli do kurnika, jajka zaczęły panikować.
– Alarm! Alarm! – krzyczało jedno z nich. – Przyszli nas zabrać!
– Spokojnie, nikt nie zrobi wam krzywdy – próbował je uspokoić pan Nowak, ale jajka mu nie wierzyły.
– Uciekamy! – zawołało największe jajko.
I nagle wszystkie jajka potoczyły się w stronę drzwi. Pani Kowalska i pan Nowak patrzyli z niedowierzaniem, jak cała gromada jajek wyturlała się na podwórko. Kury gdakały zdziwione, a pies Burek szczekał jak oszalały.
– Łapcie je! – krzyknęła pani Kowalska, ale było już za późno. Jajka turlały się we wszystkich kierunkach i chowały w trawie, pod krzakami i za kamieniami.
Pan Nowak próbował je łapać, ale jajka były sprytniejsze. Jedno z nich zawołało wesoło:
– Turlu-turlu, raz i dwa, nie złapiecie, tra la la!
– Wolność dla jajek! – dodało drugie.
Pani Kowalska i pan Nowak gonili jajka po całym podwórku, potykali się i przewracali. Co za zamieszanie!
– Co my teraz zrobimy? – zapytała zmartwiona pani Kowalska.
– Nie mam pojęcia – odpowiedział zdyszany pan Nowak. – Ale jedno jest pewne: pierwszy raz widzę jajka z takim charakterem!
Tymczasem jajka przeturlały się pod płotem i zniknęły za łąką.
3Jajka w wielkim świecie
Jajka, które uciekły z kurnika, rozdzieliły się i ruszyły na podbój świata. Każde z nich miało własne marzenie.
Twardek, najodważniejsze z jajek, postanowił zostać detektywem. Założył małą czapeczkę, wziął lupę i turlał się po okolicy, szukając zagadek do rozwiązania.
– Aha! – wykrzyknął, gdy zobaczył na ziemi ślady łap. – To na pewno trop złodzieja marchewek!
Mięciutka marzyła o występach w cyrku. Próbowała żonglować kamykami, ale bez rąk wcale nie było to łatwe.
– Ta-dam! – wołała, podskakując i próbując złapać kamyki skorupką. Niestety, wszystkie spadały na ziemię. – Cóż, może powinnam zostać klaunem? – zastanawiała się.
Jeszcze inne jajko, gładziutkie i bez jednej plamki, nazywało się Łysek. Łysek postanowił zostać piosenkarzem. Turlał się po łące i śpiewał na całe gardło:
– Jestem sobie jajko małe, nie chcę na patelnię wcale! Wolę śpiewać, tańczyć, skakać, niż w jajecznicy się zapłakać!
Niestety, śpiewał tak okropnie, że nawet krowy zatykały uszy ogonami.
Tymczasem grupka innych jajek założyła zespół muzyczny. Nazwały się „Jajeczne Skorupki” i grały na liściach i patykach. Ich pierwszy koncert przyciągnął tłumy… much i komarów.
– Jesteśmy gwiazdami! – wołały zachwycone jajka. Nie wiedziały, że owady przyleciały tylko dlatego, że wzięły koncert za piknik.
Wszystkie jajka cieszyły się wolnością. Ale czy na długo?
4Niebezpieczne przygody
Mijały dni, a jajka oddalały się coraz bardziej od gospodarstwa pani Kowalskiej. Nie wiedziały jeszcze, jakie niebezpieczeństwa czekają na nie w wielkim świecie.
Pewnego dnia Twardek turlał się przez sad, gdy nagle usłyszał groźne warczenie. To był wielki, obcy pies!
– O nie! – pisnął Twardek. – To chyba nie jest przyjazny piesek!
Pies ruszył za nim, a Twardek turlał się najszybciej, jak potrafił, i wołał:
– Ratunku! Ratunku!
Na szczęście w pniu starego drzewa, tuż przy ziemi, zobaczył dziurę i szybko się w niej schował. Pies obwąchał drzewo, nic nie znalazł i rozczarowany poszedł sobie.
Tymczasem Mięciutka miała własne kłopoty. Chciała pokazać akrobatyczny numer na niskiej gałęzi, ale straciła równowagę i zaczęła spadać!
– Ojojoj! – krzyczała. – Zaraz się rozbiję!
Na szczęście wylądowała na miękkim mchu.
– Uff, było blisko – westchnęła z ulgą. – Od dziś występuję tylko na ziemi.
Łysek też miał swoje przygody. Jego śpiew zwabił głodną wiewiórkę.
– Ojej – powiedział, widząc, że wiewiórka się zbliża. – Chyba nie jestem taki smaczny, jak myślisz!
Wiewiórka jednak nie słuchała i ruszyła za nim. Łysek turlał się jak szalony i ze strachu zaśpiewał:
– Wiewióreczko, rudy ogonku, nie szukaj obiadu w moim śpiewie! Jestem jajkiem, nie orzeszkiem, orzeszki rosną tam, na drzewie!
Wiewiórka stanęła, podrapała się za uchem i pomyślała, że orzeszki to właściwie świetny pomysł. Pomknęła na leszczynę, a Łysek odetchnął z ulgą.
Jajka zaczynały rozumieć, że życie z dala od domu wcale nie jest takie proste i bezpieczne, jak im się wydawało.
5Tęsknota za domem
Minęło kilka dni od wielkiej ucieczki. Na początku jajka były zachwycone przygodą, ale teraz coraz częściej tęskniły za ciepłym, bezpiecznym kurnikiem pani Kowalskiej.
Pewnego wieczoru wszystkie jajka spotkały się na polanie, żeby opowiedzieć sobie, co przeżyły.
– Wiecie co? – zaczął Twardek. – Bycie detektywem jest ciekawe, ale ciągle się boję, że ktoś mnie rozdepcze albo że pies znowu mnie wywęszy.
– A ja mam już dość guzów po nieudanych sztuczkach – przytaknęła Mięciutka. – Tęsknię za miękką słomą w gnieździe.
Łysek westchnął głęboko.
– A ja tęsknię za kurami. One przynajmniej słuchały mojego śpiewu… chyba.
Jajka z zespołu „Jajeczne Skorupki” też nie były już pewne swojej kariery.
– Nikt nie chce słuchać naszej muzyki – powiedziało smutno jedno z nich. – Chyba że liczyć muchy, które przylatują na każdy koncert.
Nagle najmniejsze jajko, które dotąd milczało, odezwało się cichutko:
– A może… może powinniśmy wrócić do domu?
Zapadła cisza. Wszystkie jajka spojrzały po sobie niepewnie.
– Ale co z naszą wolnością? – zapytało jedno z nich.
– Może wolność to nie tylko robienie wszystkiego, na co ma się ochotę – odpowiedziało najmniejsze jajko. – Może najważniejsze jest być tam, gdzie czujemy się szczęśliwi i bezpieczni?
Jajka szeptały między sobą i kiwały się w zamyśleniu. W końcu Twardek oznajmił:
– Masz rację, maleństwo. Czas wracać do domu.
Tylko czy pani Kowalska jeszcze je przyjmie? I czy nie trafią prosto do koszyka?
6Powrót do kurnika
Następnego ranka jajka wyruszyły w drogę powrotną. Twardek, jak prawdziwy detektyw, prowadził wszystkich po śladach, które zostawiły, uciekając z gospodarstwa. Podróż była długa, ale jajka pomagały sobie nawzajem.
– Dalej, przyjaciele! – zachęcał Twardek. – Jeszcze tylko kawałek!
Mięciutka pokazywała innym, jak pokonywać przeszkody.
– Hop, hop! – wołała, gdy trzeba było przeskoczyć kamyk albo gałązkę.
Łysek umilał wszystkim drogę śpiewem, który – o dziwo – brzmiał coraz ładniej. Może to tęsknota za domem sprawiła, że jego głos zrobił się taki ciepły?
– Do domu, do domu, turlamy się wraz, w kurniku czeka na nas najlepszy czas! – śpiewał, a inne jajka mu wtórowały.
W końcu, po wielu godzinach turlania, jajka dotarły do gospodarstwa. Były zmęczone i trochę zakurzone, ale szczęśliwe.
Pani Kowalska właśnie karmiła kury. Od dnia ucieczki codziennie wyglądała za płot i zastanawiała się, gdzie są jej jajka. Kiedy zobaczyła, jak toczą się przez furtkę, nie mogła uwierzyć własnym oczom!
– Moje jajeczka! – zawołała ze łzami w oczach. – Wróciliście!
Jajka potoczyły się prosto do jej stóp.
– Przepraszamy, pani Kowalska – powiedział Twardek. – Byliśmy niemądrzy, myśląc, że ucieczka wszystko załatwi. Baliśmy się, że trafimy na patelnię.
Pani Kowalska przykucnęła i uśmiechnęła się ciepło.
– Najważniejsze, że wróciliście cali i zdrowi – powiedziała. – Ja też was przepraszam. Powinnam była was wysłuchać. Skoro tak bardzo chcecie zostać kurczątkami, niech tak będzie. Kura Czubatka usiądzie na was w ciepłym gnieździe i będzie was grzała, aż przyjdzie wasz czas.
– Naprawdę? – pisnęło najmniejsze jajko.
– Naprawdę – kiwnęła głową pani Kowalska. – Ale obiecajcie mi jedno. Kiedy następnym razem czegoś się przestraszycie, nie uciekajcie. Przyjdźcie i powiedzcie mi o tym. Razem zawsze coś wymyślimy.
– Obiecujemy! – zawołały jajka chórem.
Szczęśliwe jajka wtoczyły się do kurnika, gdzie przywitały je rozgdakane kury, a Czubatka rozpostarła nad nimi ciepłe skrzydła. W niedzielę pani Kowalska podała wnukom kaszę z jabłkami i miodem, a wnuki tak się zajadały, że nikt nawet nie zapytał o naleśniki.
Minęły trzy tygodnie. Pewnego ranka w kurniku rozległo się ciche stuk, stuk, stuk. Skorupki pękały jedna po drugiej, ale nie na patelni, tylko od środka, tak jak powinny. Z pierwszej wyskoczył kurczaczek, który od razu zaczął zaglądać we wszystkie kąty: to był Twardek. Z drugiej wyturlała się Mięciutka i fiknęła koziołka. A z trzeciej wychylił się Łysek i zaśpiewał cieniutko, ale tak czysto, że nawet stary kogut z uznaniem pokiwał głową.
I tak kończy się opowieść o jajkach, które nie chciały się stłuc. Żadne się nie stłukło, a ich marzenia zaczęły się spełniać tam, skąd kiedyś uciekły: w ciepłym kurniku pani Kowalskiej.



