1Zagubiona w lesie
Dawno, dawno temu w małej wiosce na skraju wielkiego lasu mieszkała dziewczynka o imieniu Zosia. Miała jasne, kręcone włosy i zawsze nosiła czerwoną czapeczkę, którą dostała od babci na urodziny.
Pewnego popołudnia mama spakowała koszyk z rosołem, miodem i świeżymi bułeczkami dla chorej cioci. Ciocia mieszkała tuż za lasem, a prowadziła do niej krótka, jasna ścieżka, którą znał każdy w wiosce. Mama odprowadziła Zosię aż do pierwszych drzew.
– Pamiętaj, kochanie – powiedziała – trzymaj się ścieżki i nie rozmawiaj z nieznajomymi. Ciocia będzie na ciebie czekać przy furtce.
Zosia obiecała, że będzie ostrożna, i ruszyła w drogę, nucąc wesołą piosenkę. Słońce przeświecało przez liście, a ptaki śpiewały razem z nią.
Nagle usłyszała ciche miauczenie. Pod paprocią siedział mały, czarny kotek o zielonych oczach. Wyglądał na zagubionego.
– Ojej, biedactwo! – zawołała Zosia. – Zgubiłeś się, kotku?
Kotek zamruczał, otarł się o jej nogi i pobiegł kilka kroków w głąb lasu. Potem przystanął i obejrzał się, jakby chciał powiedzieć: „Chodź za mną”. Zosia zapomniała o prośbie mamy i zeszła ze ścieżki. Kotek biegł coraz dalej, a ona szła za nim i nie zauważyła, że las robi się coraz gęstszy i ciemniejszy.
Po pewnym czasie Zosia rozejrzała się i zrozumiała, że nie wie, gdzie jest. Drzewa wydawały się coraz wyższe, a między gałęziami zapadał zmierzch. Kotek nagle zniknął w zaroślach.
– O nie! – zawołała Zosia. – Gdzie ja jestem? Jak teraz wrócę do domu?
Wokół szumiał tylko wiatr. Zosia mocniej ścisnęła koszyk i poczuła, że chce jej się płakać.
2Spotkanie z Babą Jagą
Zosia, przestraszona i zmarznięta, wędrowała między drzewami i szukała drogi powrotnej. Nagle w oddali zobaczyła ciepłe światełko. Ucieszyła się i pobiegła w tamtą stronę, bo myślała, że znajdzie tam pomoc.
Na małej polance stała dziwna chatka. Była zrobiona z pierników i cukierków. Okna miała z lukru, a dach z czekolady. Zosia, mimo strachu, poczuła, jak burczy jej w brzuchu.
– Och, jaka pyszna chatka! – szepnęła.
Wtedy drzwi otworzyły się z głośnym skrzypnięciem. W progu stanęła stara, pomarszczona kobieta z długim, zakrzywionym nosem i siwymi, potarganymi włosami. Zosia od razu ją poznała. To była Baba Jaga, czarownica z opowieści, które babcia snuła zimowymi wieczorami.
– Kogo my tu mamy? – zachichotała Baba Jaga. – Małą, zagubioną dziewczynkę! Wejdź, wejdź, moje dziecko. Musisz być głodna i zmęczona.
Zosia pamiętała słowa mamy o nieznajomych. Ale było już ciemno i zimno, a ona nie wiedziała, dokąd iść. Niepewnie przekroczyła próg. W środku było ciepło, a w powietrzu unosił się zapach pieczonego ciasta.
– Siadaj, siadaj! – powiedziała Baba Jaga i wskazała krzesło przy stole. – Zaraz podam ci coś pysznego.
Zosia usiadła i rozejrzała się. Pod sufitem wisiały pęki suszonych ziół, na półkach stały słoiki z kolorowymi miksturami, a w kącie bulgotał wielki, czarny kocioł. Obok kotła, na małym stołeczku, siedział… mały, czarny kotek o zielonych oczach. Ten sam, za którym poszła! Patrzył na nią smutno i spuszczał uszy.
Baba Jaga postawiła przed Zosią talerz pełen ciasteczek i kubek gorącego mleka.
– No, jedz, jedz! – zachęcała. – Kto zje moje ciasteczka, ten… och, to znaczy, ten szybko nabierze sił.
Zosia zauważyła, że czarownica ugryzła się w język. Zauważyła też, że sama Baba Jaga nie wzięła do ust ani okruszka. Postanowiła być ostrożna. Udawała, że je, a ciasteczka po cichu chowała do kieszeni fartuszka.
3Podstęp Zosi
Baba Jaga przyglądała się Zosi spod przymrużonych powiek. W końcu uśmiechnęła się szeroko, pokazując krzywe, żółte zęby.
– No, moja droga, smakowało ci? – zapytała.
Zosia ziewnęła, jakby zaraz miała zasnąć.
– Bardzo… – wymamrotała. – Ale jestem taka śpiąca…
– Oczywiście, że jesteś śpiąca! – zarechotała czarownica. – Chodź, położę cię do łóżka.
Zaprowadziła Zosię do małego pokoiku, w którym stało drewniane łóżko. Dziewczynka położyła się i zamknęła oczy, udając, że od razu zasnęła. Baba Jaga wyszła, mamrocząc pod nosem:
– Kto zje moje zaczarowane ciasteczka, ten do rana zapomni drogę do domu. A wtedy zostanie u mnie na zawsze! Będzie mi zamiatać chatkę, nosić drewno i mieszać w kotle od świtu do nocy.
Zosi mocno zabiło serce. Na szczęście nie zjadła ani okruszka i dobrze pamiętała mamę, tatę i swój dom. Wiedziała, że musi uciekać. Tylko jak?
Wtedy coś cicho skrobnęło w drzwi. Do pokoiku wsunął się czarny kotek.
– Nie bój się – szepnął. – Przepraszam, że cię tu przyprowadziłem. Baba Jaga kazała mi wabić dzieci do chatki, ale ja wcale tego nie chcę. Pomogę ci uciec.
– Umiesz mówić? – zdziwiła się Zosia.
– W tym lesie wszystkie zwierzęta umieją – mruknął kotek. – Ale nie ma czasu na rozmowy. Spójrz tam.
Wysoko w ścianie było małe okienko. Zosia cichutko przysunęła pod nie drewniany stołek, wspięła się ostrożnie i otworzyła je bez jednego skrzypnięcia. Na dworze, tuż pod nim, stała szeroka ława, na której Baba Jaga suszyła grzyby. Zosia przecisnęła się przez okienko, postawiła stopy na ławie i powoli zeszła na ziemię. Kotek zeskoczył zaraz za nią.
W tej samej chwili w chatce coś zaskrzypiało. Baba Jaga zajrzała do pokoiku i zobaczyła puste łóżko!
– Wracaj tu natychmiast, ty mała spryciaro! – wrzasnęła. – I ty też, niewdzięczny kocie!
Zosia nie czekała ani chwili dłużej. Razem z kotkiem pobiegła w las, jak najdalej od chatki z piernika.
4Ucieczka przez las
Zosia biegła tak szybko, jak tylko mogła, a kotek pędził obok niej. Za plecami słyszała świst. To Baba Jaga wsiadła na miotłę i leciała nad drzewami.
– Tędy! – miauknął kotek i skręcił w gęste zarośla.
Zosia przecisnęła się za nim między gałęziami. Baba Jaga na miotle nie mogła wlecieć w tak gęste krzaki, więc tylko krążyła nad nimi.
– Nie uciekniesz mi, ty mała łobuziaro! – krzyczała.
Zosia i kotek wyszli z zarośli na małą polankę, oświetloną blaskiem księżyca. Siedzieli tam zajączek, wiewiórka i mały jeżyk.
– Proszę, pomóżcie mi! – zawołała Zosia. – Goni mnie Baba Jaga!
Zwierzątka spojrzały na siebie, a potem na dziewczynkę.
– Nie bój się – powiedział zajączek. – Znamy tę czarownicę i mamy na nią sposób. Masz może jej ciasteczka?
Zosia wyjęła z kieszeni garść zaczarowanych ciasteczek. Wiewiórka chwyciła je w łapki i wskoczyła na wysoką sosnę.
– A teraz schowaj się za tym pniem razem z kotkiem i jeżykiem – szepnął zajączek. – Zobaczysz, co będzie.
Po chwili nad polankę nadleciała Baba Jaga. Zniżyła lot i wołała z szeroko otwartą buzią:
– Gdzie jesteś, dziewczyno? Zaraz cię…
Nie dokończyła, bo wiewiórka rzuciła ciasteczko prosto do jej otwartych ust. Czarownica odruchowo je przełknęła i zamrugała. Raz, drugi, trzeci.
– Co ja tu robię? – zdziwiła się. – Dokąd ja leciałam? I czego ja właściwie szukam?
Podrapała się po głowie, wzruszyła ramionami i odleciała, mamrocząc coś o kotle, który trzeba wyszorować. Zaczarowane ciasteczko sprawiło, że zapomniała, kogo goni i gdzie leży wioska Zosi.
Zwierzątka podskoczyły z radości, a Zosia wyszła zza pnia i uściskała każde z nich.
– Teraz zaprowadzimy cię do ścieżki – powiedział zajączek.
Szli razem przez las: zajączek z przodu, jeżyk tuż przy nogach Zosi, wiewiórka skakała z gałęzi na gałąź, a kotek nie odstępował dziewczynki ani na krok. Wkrótce Zosia zobaczyła znajomą ścieżkę, a na niej migające światełka latarni. Ktoś wołał jej imię.
5Powrót do domu
Na ścieżce czekali mama, tata i wielu sąsiadów z latarniami. Kiedy Zosia nie przyszła do furtki, ciocia od razu posłała sąsiada do wioski i wszyscy wyruszyli na poszukiwania.
– Mamo! – krzyknęła Zosia i pobiegła przed siebie.
– Zosiu, kochanie! – zawołała mama i mocno ją przytuliła. – Tak się o ciebie martwiłam! Gdzie byłaś?
Zwierzątka przyglądały się temu zza krzaków, a potem cichutko wróciły do lasu. Tylko czarny kotek został i przytulił się do nóg Zosi.
W drodze do domu Zosia opowiedziała wszystko: o kotku, za którym zeszła ze ścieżki, o chatce z piernika, o Babie Jadze i jej zaczarowanych ciasteczkach, o ucieczce przez okienko i o leśnych zwierzątkach, które jej pomogły. Wszyscy słuchali z zapartym tchem.
– Och, Zosiu – powiedziała mama i pogłaskała ją po głowie. – Jak dobrze, że jesteś cała i zdrowa. Pamiętasz, o co cię prosiłam?
Zosia spuściła głowę.
– Pamiętam, mamo. Przepraszam – szepnęła. – Chciałam pomóc kotkowi i zapomniałam o ścieżce. Następnym razem najpierw zawołam kogoś dorosłego.
– A ja też coś zrozumiałam – odpowiedziała mama. – Las to nie miejsce dla małej dziewczynki bez opieki, nawet na krótkiej ścieżce. Od dziś będziemy chodzić do cioci razem.
Wójt wioski, który szedł obok z latarnią, pokiwał głową.
– Tak zrobimy wszyscy – powiedział. – Od dziś dzieci będą chodzić przez las tylko z dorosłymi.
Tej nocy Zosia leżała w swoim łóżku pod ciepłą kołdrą, a w nogach zwinął się w kłębek czarny kotek. Mama i tata pozwolili mu zostać. Zosia nazwała go Węgielkiem.
– Dobranoc, Węgielku – szepnęła. – Teraz jesteśmy już bezpieczni.
Węgielek zamruczał cichutko, a Zosia zasnęła z uśmiechem.
6Niespodzianka dla zwierzątek
Przez kilka następnych dni Zosia nie mogła przestać myśleć o leśnych zwierzątkach, które jej pomogły. Chciała im podziękować za odwagę i życzliwość.
– Mamo – powiedziała pewnego ranka – czy mogłabym zrobić coś dla zwierzątek z lasu? Chcę im podziękować za pomoc.
– To wspaniały pomysł, kochanie – odpowiedziała mama z ciepłym uśmiechem. – Co chciałabyś zrobić?
Zosia zastanowiła się przez chwilę, a potem jej buzia się rozjaśniła.
– Wiem! – zawołała. – Upieczmy dla nich specjalne przysmaki!
Przez cały dzień Zosia i mama krzątały się w kuchni, a Węgielek pilnował, żeby nic nie spadło na podłogę. Upiekły marchewkowe ciasteczka dla zajączka, orzechowe kulki dla wiewiórki i miękkie chrupki z jabłkiem dla jeżyka. Przygotowały też drugi koszyk, pełen bułeczek i miodu, dla cioci.
Następnego dnia Zosia wyruszyła w drogę z mamą, tatą i Węgielkiem. Najpierw odwiedzili ciocię, która już prawie wyzdrowiała i bardzo ucieszyła się z gości. Potem stanęli na skraju lasu, przy samej ścieżce. Tym razem Zosia przez cały czas trzymała tatę za rękę.
– Zajączku! Wiewiórko! Jeżyku! – zawołała Zosia. – Jesteście tu?
Po chwili z krzaków wyjrzały ciekawskie pyszczki. Gdy zwierzątka zobaczyły Zosię i Węgielka, podbiegły do nich radośnie.
– Przyszłam wam podziękować – powiedziała dziewczynka i postawiła na trawie koszyk z przysmakami. – To dla was, za to, że mi pomogliście.
Zwierzątka były zachwycone. Zajączek podskakiwał z radości, wiewiórka kręciła się w kółko, a jeżyk przytulił się do buta Zosi.
– A co z Babą Jagą? – zapytała Zosia trochę niepewnie.
– Nie martw się – zaśmiał się zajączek. – Od tamtej nocy siedzi w swojej chatce w najgłębszej części lasu i nie pamięta nawet, że jakaś wioska istnieje. Szoruje kocioł i mamrocze, że ktoś podebrał jej ciasteczka.
– Wiem, że muszę trzymać się ścieżki – powiedziała Zosia. – Ale bardzo się cieszę, że mam w lesie takich wspaniałych przyjaciół.
Od tego dnia Zosia często przychodziła z rodzicami na skraj lasu i przynosiła smakołyki swoim leśnym przyjaciołom. A wieczorami, gdy kładła się spać, Węgielek mruczał jej do snu, a za oknem cicho szumiał spokojny las.



