1Wielki pomysł Pana Pingwina
Na dalekiej Antarktydzie, gdzie śnieg skrzy się jak diamenty, a lód jest gładki niczym lustro, mieszkała wesoła kolonia pingwinów. Wśród nich był Pan Pingwin, który zawsze miał głowę pełną pomysłów.
Pewnego dnia, gdy pingwiny ślizgały się po lodzie, Pan Pingwin nagle się zatrzymał.
– Mam! Mam wspaniały pomysł! – zawołał.
Wszystkie pingwiny stanęły w miejscu i spojrzały na niego z zaciekawieniem.
– Co wymyśliłeś, Panie Pingwinie? – zapytała mała Pingwinka Pia.
– Zorganizujmy Pingwinią Olimpiadę! – wykrzyknął Pan Pingwin, machając z przejęcia płetwami.
Pingwiny zaczęły podskakiwać i klaskać płetwami z radości.
– Hurra! Pingwinia Olimpiada! – wołały chórem.
– Będziemy mieć zawody w ślizganiu, nurkowaniu, łowieniu ryb i budowaniu śnieżnych domków – wyjaśnił Pan Pingwin. – To będzie najwspanialsze święto na całej Antarktydzie!
– A czy ja też będę mógł wziąć udział? – zapytał nieśmiało mały Pingwinek Piotruś.
– Oczywiście! – odpowiedział Pan Pingwin. – Olimpiada jest dla wszystkich pingwinów, dużych i małych!
I tak rozpoczęły się przygotowania do wielkiej Pingwiniej Olimpiady. Pingwiny podzieliły się na grupy i zaczęły planować różne konkurencje.
2Przygotowania i nieoczekiwani goście
Przez następne dni pingwiny pilnie pracowały, przygotowując się do olimpiady. Pan Pingwin doglądał wszystkiego w śmiesznej czapce, na której wyszyto słowa „Główny Organizator”.
– Panie Pingwinie, gdzie mamy ustawić bramki do ślizgania? – zapytał Pingwin Paweł.
– Hmm… – zastanowił się Pan Pingwin, drapiąc się po dziobie. – Ustawmy je tam, gdzie lód jest najgładszy. Ale daleko od brzegu, żeby nikt nie wpadł do wody!
Nagle z oddali dobiegł dziwny dźwięk: „Ark! Ark!”. Pingwiny odwróciły się i zobaczyły grupę fok, które sunęły w ich stronę po lodzie.
– O nie! – krzyknęła Pingwinka Pia. – Foki! One zawsze nam dokuczają!
Foki podsunęły się bliżej, a największa z nich zapytała:
– Co wy tu robicie, pingwiny?
– Przygotowujemy Pingwinią Olimpiadę – odpowiedział Pan Pingwin, trochę zdenerwowany, ale bardzo uprzejmy. – To będą wielkie zawody sportowe!
Foki spojrzały po sobie.
– Olimpiada? Brzmi wspaniale! – powiedziała największa foka. – Czy możemy się przyłączyć?
Pingwiny były zaskoczone. Nigdy wcześniej nie bawiły się z fokami. Pia wciąż patrzyła na nie podejrzliwie.
– A dlaczego zawsze ochlapujecie nas wodą? – zapytała.
Foki zrobiły zdziwione miny.
– Myślałyśmy, że to zabawa! – odpowiedziała mała foczka o imieniu Frania. – Chciałyśmy się z wami zaprzyjaźnić, tylko nie wiedziałyśmy jak. Przepraszamy!
Pia uśmiechnęła się po raz pierwszy. Pan Pingwin pomyślał chwilę i powiedział:
– W takim razie zapraszamy! Im więcej uczestników, tym weselej!
I tak, zupełnie niespodziewanie, Pingwinia Olimpiada stała się Antarktyczną Olimpiadą. Pingwiny i foki zaczęły razem planować nowe konkurencje, takie jak „Łowienie ryb na czas” i „Najdłuższy poślizg na brzuchu”.
3Dzień otwarcia i pierwsze wyzwania
Nadszedł wielki dzień otwarcia Antarktycznej Olimpiady. Pingwiny i foki zebrały się na rozległej lodowej polanie. Pan Pingwin, ubrany w kolorową pelerynę, stanął na małym lodowym podwyższeniu.
– Drodzy przyjaciele! – zawołał. – Witam was na pierwszej w historii Antarktycznej Olimpiadzie! Niech rozpoczną się igrzyska!
Wszyscy zaczęli klaskać i wiwatować. Nagle mały Pingwinek Piotruś zapytał:
– A kto zapali znicz olimpijski?
Pan Pingwin spojrzał na wszystkich zakłopotany.
– Ojej! Zapomnieliśmy o zniczu!
Na szczęście sprytna Foczka Frania miała pomysł.
– A może zamiast ognia użyjemy bryły lodu? W końcu jesteśmy na Antarktydzie!
Wszyscy się zgodzili i wkrótce piękna, błyszcząca bryła lodu stanęła na wysokim postumencie. Kiedy padały na nią promienie słońca, mieniła się wszystkimi kolorami tęczy.
Pierwszą konkurencją było „Ślizganie na odległość”. Pingwiny i foki ustawiły się w rzędzie, a sędzia – stary, mądry albatros – dał sygnał do startu.
– Na miejsca, gotowi, start! – krzyknął albatros.
Pingwiny pomknęły do przodu, ślizgając się na brzuchach. Foki też próbowały, ale szybko okazało się, że na lodzie nie są tak zwinne jak pingwiny.
– To niesprawiedliwe! – zawołała jedna z fok. – Pingwiny mają przewagę!
Pan Pingwin zamyślił się.
– Masz rację. Musimy wymyślić konkurencje, w których wszyscy będą mieli równe szanse.
Wspólnie wymyślili nowe, zabawne konkurencje, takie jak „Balansowanie śnieżką na nosie” i „Najśmieszniejsza mina”. W balansowaniu śnieżką nikt nie mógł pokonać fok, a w robieniu min pingwiny i foki śmiały się tak głośno, że albatros ogłosił remis.
4Zawody we mgle
Olimpiada trwała w najlepsze, gdy nagle pojawiły się kłopoty. Zerwał się wiatr i przyniósł ze sobą gęstą, mleczną mgłę.
– O nie! – zawołał Pan Pingwin. – Jak mamy dalej prowadzić zawody, skoro nic nie widać?
Pingwiny i foki zaczęły się martwić. Czy to już koniec ich wspaniałej olimpiady?
Wtedy mała Pingwinka Pia wpadła na pomysł.
– A może zrobimy zawody, w których nie trzeba nic widzieć?
– Co masz na myśli? – zapytał zaciekawiony Pan Pingwin.
– Na przykład konkurs na najgłośniejsze klaśnięcie płetwami! – odpowiedziała Pia.
Wszystkim spodobał się ten pomysł. Pan Pingwin poprosił tylko, żeby nikt nie oddalał się od grupy, i tak rozpoczęły się nowe konkurencje. Najpierw był konkurs na najgłośniejsze klaśnięcie, potem na najzabawniejszy dźwięk, a potem zgadywanie, kto wydaje jaki odgłos. Na koniec wszyscy razem zaśpiewali antarktyczne piosenki.
Mgła, zamiast zepsuć olimpiadę, zamieniła ją w jeszcze lepszą zabawę. Pingwiny i foki próbowały rozpoznać się nawzajem po głosach i co chwilę wybuchały śmiechem.
– To najzabawniejsza olimpiada w historii! – śmiał się Pingwin Paweł, próbując naśladować szczekanie foki.
Gdy mgła w końcu się rozwiała, wszyscy zobaczyli, że stoją tuż obok siebie, pingwin przy foce i foka przy pingwinie, roześmiani jak najlepsi przyjaciele.
5Wielki finał i niespodzianka
Nadszedł ostatni dzień Antarktycznej Olimpiady. Wszyscy z niecierpliwością czekali na finałową konkurencję – Wielki Wyścig Dookoła Lodowca.
Pan Pingwin stanął na lodowym podium.
– Uwaga, uwaga! Ostatnia konkurencja za chwilę się rozpocznie! Czy wszyscy są gotowi? – ogłosił.
Pingwiny i foki ustawiły się na linii startu. Wśród nich był mały Pingwinek Piotruś, który do tej pory nie wygrał żadnej konkurencji.
– Na miejsca, gotowi, start! – krzyknął Pan Pingwin, machając kolorową flagą.
Wyścig się rozpoczął! Pingwiny ślizgały się na brzuchach, a foki sunęły po lodzie, podskakując jak wesołe piłki. Kibice wiwatowali i dopingowali zawodników.
Nagle, w połowie trasy, Foczka Frania potknęła się i przewróciła. Pingwinek Piotruś, który był tuż za nią, zatrzymał się, żeby jej pomóc.
– Wszystko w porządku? – zapytał troskliwie.
– Chyba skręciłam płetwę – odpowiedziała Frania ze łzami w oczach.
Piotruś, zamiast pędzić dalej, pomógł Frani powoli dojść do mety. Dotarli ostatni, ale gdy tylko przekroczyli linię mety, wszyscy zaczęli klaskać i wiwatować. Mama Frani od razu obejrzała jej płetwę, owinęła ją chłodnym wodorostem i uspokoiła córeczkę, że po odpoczynku wszystko będzie dobrze.
Pan Pingwin podszedł do Piotrusia z szerokim uśmiechem.
– Piotrusiu, pokazałeś nam wszystkim, co to znaczy być prawdziwym olimpijczykiem – powiedział.
I ku zaskoczeniu wszystkich wręczył Piotrusiowi specjalny złoty medal za olimpijskiego ducha i przyjaźń.
Piotruś nie mógł uwierzyć własnym oczom.
– Ale… ale ja nie wygrałem wyścigu – powiedział zdziwiony.
– Wygrałeś coś o wiele cenniejszego – odpowiedział Pan Pingwin. – Twoja dobroć i troska o innych są ważniejsze niż jakiekolwiek zwycięstwo.
Wszyscy zgromadzeni znowu zaczęli klaskać. Pingwiny i foki objęły się, ciesząc się wspólną przygodą i nową przyjaźnią.
6Pożegnanie i plany na przyszłość
Nadszedł czas zakończenia Antarktycznej Olimpiady. Pingwiny i foki zebrały się na wielkiej ceremonii zamknięcia. Pan Pingwin, wciąż w swojej kolorowej pelerynie, stanął przed wszystkimi.
– Drodzy przyjaciele! – zawołał. – Nasza wspaniała olimpiada dobiega końca. Ale to, co zyskaliśmy, zostanie z nami na zawsze!
Wszyscy zaczęli klaskać i wiwatować. Mała Pingwinka Pia zapytała:
– A czy będziemy mogli zorganizować olimpiadę w przyszłym roku?
Pan Pingwin uśmiechnął się szeroko.
– To świetny pomysł! Co wy na to?
– Tak! – odpowiedziały gromko pingwiny i foki.
Foczka Frania, której płetwa już prawie nie bolała, dodała:
– A może zaprosimy też inne zwierzęta? Słyszałam, że za lodowcem mieszkają słonie morskie, a nad morzem latają mewy!
– Im więcej, tym weselej! – zgodził się Pan Pingwin.
I tak, podczas gdy lodowy znicz błyszczał w promieniach zachodzącego słońca, pingwiny i foki zaczęły planować kolejną olimpiadę. Wymyślały nowe konkurencje, takie jak „Wspólne nurkowanie” i „Budowanie najwyższej wieży ze śnieżek”.
Na koniec wszyscy postanowili zostawić pamiątkę. Każdy uczestnik odcisnął w świeżym śniegu ślad swojej płetwy albo łapki, a stary albatros obrysował je dziobem w wielkie koło. W samym środku Piotruś ułożył ze śnieżek kształt medalu.
– Niech wszyscy wiedzą, że byliśmy tu razem! – zawołał Pan Pingwin.
Gdy nadszedł czas pożegnania, pingwiny i foki przytuliły się do siebie i obiecały, że będą się spotykać częściej, nie czekając na kolejną olimpiadę.
– Do zobaczenia wkrótce! – wołały foki, wskakując do wody.
– Nie możemy się doczekać! – odpowiadały pingwiny, machając płetwami.
I tak zakończyła się pierwsza Antarktyczna Olimpiada. Zostawiła wszystkim ciepłe wspomnienia i nowe przyjaźnie, które miały przetrwać nawet najzimniejsze antarktyczne zimy.



