Rozdział 1: Świąteczne przygotowania
W odległej krainie, gdzie śnieg pokrywa ziemię przez cały rok, a zorza polarna tańczy na niebie, mieszkał Święty Mikołaj. Jego warsztat był pełen elfów pracujących nad prezentami dla dzieci z całego świata. Zbliżała się Wigilia, a atmosfera w warsztacie była gorączkowa.
– Hej, elfie Tinkerbelle! Czy wszystkie prezenty są już gotowe? – zapytał Mikołaj, przeglądając długą listę życzeń.
– Prawie, Święty Mikołaju! – odpowiedziała Tinkerbelle, niosąc stos kolorowych paczek. – Zostało nam tylko kilka specjalnych zamówień.
– Świetnie! – ucieszył się Mikołaj. – A co z prezentem dla niedźwiedzia polarnego? Pamiętasz, że w tym roku poprosił o coś wyjątkowego?
Tinkerbelle zamarła w miejscu. Jej oczy rozszerzyły się ze zdziwienia.
– O nie! – wykrzyknęła. – Zupełnie zapomnieliśmy o prezencie dla niedźwiedzia!
Mikołaj podrapał się po brodzie, zastanawiając się, co teraz zrobić. Niedźwiedź polarny był jego starym przyjacielem i nie mógł go zawieść.
– Musimy szybko coś wymyślić – powiedział Mikołaj. – Zbierzmy wszystkie elfy i zastanówmy się, jaki prezent moglibyśmy przygotować w tak krótkim czasie.
Elfy zebrały się wokół Mikołaja, a ich małe główki pełne były pomysłów. Każdy chciał pomóc w przygotowaniu wyjątkowego prezentu dla niedźwiedzia polarnego.
– A może zrobimy mu ciepły szalik? – zaproponował elf Jingle.
– Niedźwiedź polarny ma już grube futro, nie potrzebuje szalika – odpowiedział Mikołaj z uśmiechem.
– To może wielką rybę z czekolady? – zasugerowała elfka Holly.
– Hmm, ciekawy pomysł, ale niedźwiedź preferuje prawdziwe ryby – odparł Mikołaj, kręcąc głową.
Nagle, najmniejszy z elfów, Tinsel, podskoczył z radości.
– Już wiem! – zawołał. – Zróbmy dla niedźwiedzia magiczne okulary, które pozwolą mu zobaczyć zorzę polarną w pełnych kolorach!
Mikołaj klasnął w dłonie z entuzjazmem. – To genialny pomysł, Tinsel! Niedźwiedź zawsze marzył o tym, by zobaczyć zorzę w jej pełnej krasie.
Elfy natychmiast zabrały się do pracy. Jedne przygotowywały specjalne szkła, inne tworzyły magiczną ramkę, a jeszcze inne dekorowały pudełko na prezent. Pracowały szybko i sprawnie, wiedząc, że czasu jest coraz mniej.
Morał: Nawet gdy zapomnimy o czymś ważnym, współpraca i kreatywność mogą pomóc nam znaleźć rozwiązanie.
Rozdział 2: Wyprawa na biegun
Gdy magiczne okulary były już gotowe, Mikołaj spakował je do pięknie ozdobionego pudełka i umieścił w swoim worku z prezentami. Nadszedł czas, by wyruszyć w drogę i dostarczyć prezenty dzieciom na całym świecie.
– Dasher, Dancer, Prancer, Vixen, Comet, Cupid, Donner i Blitzen! – zawołał Mikołaj, przywołując swoje renifery. – Czas ruszać w drogę!
Renifery ustawiły się przed saniami, a Rudolf, ze swoim czerwonym nosem, stanął na czele. Mikołaj wsiadł do sań, sprawdził jeszcze raz swój worek z prezentami i machnął ręką na pożegnanie elfom.
– Do zobaczenia za kilka godzin! – krzyknął, gdy sanie uniosły się w powietrze.
Podróż przebiegała sprawnie. Mikołaj odwiedzał dom za domem, zostawiając prezenty pod choinkami i wypełniając skarpety słodyczami. Jednak cały czas myślał o prezencie dla niedźwiedzia polarnego.
– Muszę pamiętać, żeby odwiedzić go na samym końcu – mruczał do siebie Mikołaj.
Gdy ostatni prezent dla dzieci został dostarczony, Mikołaj skierował sanie w stronę bieguna północnego, gdzie mieszkał jego przyjaciel niedźwiedź. Noc była wyjątkowo ciemna, a śnieg padał coraz gęściej.
– Rudolf, prowadź nas ostrożnie! – powiedział Mikołaj, wychylając się z sań.
Nagle, silny podmuch wiatru zachwiał saniami. Mikołaj próbował utrzymać równowagę, ale jego worek z prezentami przechylił się niebezpiecznie. W tym momencie pudełko z okularami dla niedźwiedzia wyślizgnęło się i spadło w dół.
– O nie! – krzyknął Mikołaj. – Zatrzymajcie sanie!
Renifery posłusznie wylądowały na śniegu. Mikołaj wyskoczył z sań i rozejrzał się dookoła. Wszędzie był tylko biały śnieg i ciemność.
– Musimy znaleźć ten prezent – powiedział do reniferów. – Nie możemy zawieść niedźwiedzia.
Rudolf podszedł do Mikołaja i trącił go nosem.
– Masz rację, Rudolf – powiedział Mikołaj, głaszcząc renifera po głowie. – Twój świecący nos może nam pomóc w poszukiwaniach.
I tak rozpoczęły się poszukiwania zagubionego prezentu. Mikołaj i renifery przeszukiwali każdy zaśnieżony pagórek, każdą zaspę. Czas mijał, a oni wciąż nie mogli znaleźć pudełka z okularami.
Morał: Nawet w trudnych sytuacjach nie wolno się poddawać. Współpraca i determinacja mogą pomóc przezwyciężyć każdą przeszkodę.
Rozdział 3: Nieoczekiwana pomoc
Gdy Mikołaj i renifery przeszukiwali okolicę, z oddali dobiegł ich dziwny dźwięk. Brzmiało to jak mieszanka chichotu i szczekania. Mikołaj zatrzymał się i nasłuchiwał uważnie.
– Co to może być? – zapytał, rozglądając się dookoła.
Nagle, zza śnieżnej zaspy wyłoniły się trzy małe postacie. Były to arktyczne liski, których białe futerka idealnie wtapiały się w otoczenie.
– Witaj, Święty Mikołaju! – zawołał największy z lisków. – Co sprowadza cię w nasze strony o tej porze?
Mikołaj westchnął z ulgą na widok przyjaznych stworzeń.
– Witajcie, moi mali przyjaciele – odpowiedział. – Mam kłopot. Zgubiłem bardzo ważny prezent dla niedźwiedzia polarnego. Czy nie widzieliście może kolorowego pudełka spadającego z nieba?
Liski spojrzały po sobie, a potem najmniejszy z nich podskoczył z radością.
– Widziałam coś takiego! – pisnęła. – Spadło niedaleko naszej nory!
– Naprawdę? – Mikołaj nie mógł ukryć swojego entuzjazmu. – Możecie mi pokazać to miejsce?
– Oczywiście! – odpowiedziały chórem liski. – Chodź za nami!
I tak Mikołaj, renifery i trzy arktyczne liski wyruszyli na poszukiwania zagubionego prezentu. Liski prowadziły ich przez zaśnieżone pagórki i lodowe formacje, opowiadając po drodze o życiu na biegunie.
– A tutaj często widujemy zorzę polarną – powiedział średni lisek, wskazując na niebo. – Jest przepiękna!
– Właśnie dlatego ten prezent jest tak ważny – wyjaśnił Mikołaj. – To magiczne okulary, które pozwolą niedźwiedziowi zobaczyć zorzę w pełnych kolorach.
– Och, to musi być wspaniały prezent! – zachwyciły się liski.
Po kilku minutach marszu dotarli do małego wzniesienia. Najmniejszy lisek podbiegł do przodu i zaczął kopać w śniegu.
– Tutaj! – zawołała. – Widziałam, jak spadło w to miejsce!
Mikołaj i renifery również zaczęli odgarniać śnieg. Po chwili ich oczom ukazało się kolorowe pudełko.
– Znaleźliśmy je! – wykrzyknął Mikołaj z radością, podnosząc prezent. – Dziękuję wam, moi mali przyjaciele. Bez was nigdy byśmy go nie odnaleźli.
Liski były bardzo dumne z siebie. Pomoc Świętemu Mikołajowi była dla nich wielkim zaszczytem.
– Czy możemy zobaczyć te magiczne okulary? – zapytał nieśmiało największy lisek.
Mikołaj uśmiechnął się ciepło i otworzył pudełko. Wewnątrz znajdowały się piękne, mieniące się wszystkimi kolorami okulary. Liski patrzyły na nie z zachwytem.
– Są przepiękne! – westchnęły zgodnie.
– Tak, są wyjątkowe – potwierdził Mikołaj. – A teraz musimy szybko dostarczyć je niedźwiedziowi. Czy chcecie nam towarzyszyć?
Liski z radością przyjęły zaproszenie i wszyscy razem ruszyli w kierunku domu niedźwiedzia polarnego.
Morał: Nieoczekiwana pomoc może nadejść z najmniej spodziewanej strony. Warto być otwartym na innych i doceniać każdą formę wsparcia.
Rozdział 4: Spotkanie z niedźwiedziem
Mikołaj, renifery i trzy arktyczne liski dotarli wreszcie do domu niedźwiedzia polarnego. Była to duża, lodowa jaskinia, ozdobiona pięknymi soplami. Przed wejściem stała choinka zrobiona z zielonych gałązek sosny, które niedźwiedź musiał przynieść z odległego lasu.
– Jesteśmy na miejscu – powiedział Mikołaj, zeskakując z sań. – Mam nadzieję, że niedźwiedź jeszcze nie śpi.
Podszedł do wejścia jaskini i delikatnie zapukał. Po chwili usłyszeli ciężkie kroki, a z wnętrza wyszedł ogromny, biały niedźwiedź polarny.
– Ho, ho, ho! Wesołych Świąt, przyjacielu! – zawołał Mikołaj.
Oczy niedźwiedzia rozszerzyły się ze zdziwienia, a potem rozjaśniły radością.
– Mikołaju! – ryknął niedźwiedź, przytulając swojego starego przyjaciela. – Jakaż to niespodzianka! Myślałem, że w tę noc jesteś zbyt zajęty, by mnie odwiedzić.
– Dla przyjaciół zawsze znajdę czas – odpowiedział Mikołaj, klepiąc niedźwiedzia po plecach. – Zwłaszcza, gdy mam dla nich specjalny prezent.
Niedźwiedź spojrzał z zaciekawieniem na kolorowe pudełko w rękach Mikołaja.
– Prezent? Dla mnie? – zapytał z niedowierzaniem.
– Oczywiście! – potwierdził Mikołaj. – Ale zanim ci go wręczę, chciałbym ci przedstawić nowych przyjaciół, którzy pomogli mi go odnaleźć.
Mikołaj wskazał na trzy arktyczne liski, które nieśmiało wychyliły się zza jego nóg.
– Witajcie, mali przyjaciele – powiedział łagodnie niedźwiedź, pochylając się, by lepiej im się przyjrzeć.
Liski, początkowo przestraszone ogromnym niedźwiedziem, szybko przekonały się o jego łagodności i zaczęły wesoło skakać wokół niego.
– A teraz – powiedział Mikołaj, podając niedźwiedziowi pudełko – czas na twój prezent.
Niedźwiedź ostrożnie otworzył pudełko i wyjął z niego magiczne okulary.
– Co to takiego? – zapytał, obracając je w łapach.
– To specjalne okulary, które pozwolą ci zobaczyć zorzę polarną w pełnych kolorach – wyjaśnił Mikołaj. – Wiem, jak bardzo zawsze chciałeś ją podziwiać w całej jej krasie.
Niedźwiedź był tak wzruszony, że nie mógł wydobyć z siebie słowa. Łzy szczęścia pojawiły się w jego oczach.
– Dziękuję, przyjacielu – powiedział w końcu, przytulając Mikołaja. – To najwspanialszy prezent, jaki kiedykolwiek dostałem.
– No to na co czekamy? – zawołał Mikołaj. – Załóż je i zobaczmy, czy zorza już się pojawiła!
Niedźwiedź nałożył okulary i spojrzał w niebo. Jego oczy rozszerzyły się ze zdumienia, a na pyszczku pojawił się wyraz zachwytu.
– To… to niesamowite! – wykrzyknął. – Nigdy nie widziałem czegoś tak pięknego!
Wszyscy spojrzeli w niebo, gdzie tańczyła zorza polarna. Dla niedźwiedzia była ona teraz pełna kolorów i odcieni, których nigdy wcześniej nie widział.
Morał: Najcenniejsze prezenty to te, które spełniają czyjeś marzenia i przynoszą radość. Warto pamiętać o pragnieniach naszych przyjaciół i starać się je spełniać.
Rozdział 5: Świąteczna uczta
Niedźwiedź polarny był tak szczęśliwy z otrzymanego prezentu, że postanowił urządzić małe przyjęcie dla swoich nowych i starych przyjaciół. Zaprosił wszystkich do swojej jaskini, gdzie przygotował prawdziwą świąteczną ucztę.
– Wejdźcie, proszę! – zawołał niedźwiedź, gestykulując swoją wielką łapą. – Mam nadzieję, że jesteście głodni!
Mikołaj, renifery i liski weszli do jaskini, która okazała się być przytulnym i ciepłym miejscem. W rogu stała mała choinka ozdobiona lodowymi soplami i kolorowymi kamykami, które niedźwiedź musiał zbierać przez cały rok.
– Ale tu pięknie! – zachwycił się Mikołaj, rozglądając się dookoła.
Na środku jaskini stał duży stół, a na nim różne przysmaki: świeże ryby, jagody, miód i nawet kilka ciasteczek, które niedźwiedź musiał gdzieś zdobyć.
– Proszę, częstujcie się – powiedział niedźwiedź, wskazując na stół. – To moje podziękowanie za waszą dobroć i przyjaźń.
Wszyscy zasiedli do stołu i zaczęli się raczyć pysznościami. Renifery chrupały jagody, liski zajadały się rybami, a Mikołaj nie mógł się oprzeć ciasteczkom.
– Mmm, te ciastka są wyśmienite! – powiedział Mikołaj, biorąc kolejne. – Skąd je masz, przyjacielu?
Niedźwiedź uśmiechnął się tajemniczo. – To sekret, Mikołaju. Może kiedyś ci zdradzę.
Podczas uczty wszyscy opowiadali różne historie. Mikołaj mówił o swoich przygodach podczas dostarczania prezentów, renifery chwaliły się swoimi umiejętnościami latania, a liski opowiadały o życiu na biegunie północnym.
– A ty, niedźwiedziu? – zapytał najmniejszy lisek. – Jakie masz plany na przyszły rok?
Niedźwiedź zamyślił się na chwilę, po czym odpowiedział:
– Chciałbym zobaczyć więcej świata. Może wyruszę w podróż, żeby zobaczyć inne miejsca i poznać nowych przyjaciół.
– To wspaniały pomysł! – zawołał Mikołaj. – Jeśli chcesz, mogę cię zabrać na małą wycieczkę moimi saniami.
Oczy niedźwiedzia rozszerzyły się z podekscytowania. – Naprawdę? To byłoby cudowne!
– Oczywiście! – potwierdził Mikołaj. – Przyjaciołom zawsze trzeba pomagać w spełnianiu marzeń.
Wszyscy zgodzili się, że to doskonały pomysł i zaczęli planować przyszłą podróż niedźwiedzia.
Gdy uczta dobiegła końca, a wszyscy byli syci i zadowoleni, Mikołaj spojrzał na swój magiczny zegarek.
– Och, już tak późno! – zawołał. – Muszę wracać do domu, elfy pewnie się o mnie martwią.
Niedźwiedź odprowadził wszystkich do wyjścia z jaskini. Noc była jasna, a na niebie wciąż tańczyła zorza polarna.
– Dziękuję wam wszystkim za tę wspaniałą noc – powiedział niedźwiedź, przytulając każdego z osobna. – To były najlepsze święta w moim życiu.
– Dla nas również, przyjacielu – odpowiedział Mikołaj, wsiadając do sań. – Do zobaczenia wkrótce!
I tak Mikołaj, renifery i liski pożegnali się z niedźwiedziem i ruszyli w drogę powrotną, pozostawiając za sobą szczęśliwego niedźwiedzia, który jeszcze długo stał przed jaskinią, podziwiając przez swoje nowe okulary piękno zorzy polarnej.
Morał: Prawdziwe szczęście znajdujemy nie tylko w otrzymywaniu prezentów, ale przede wszystkim w dzieleniu się radością z innymi i spędzaniu czasu z przyjaciółmi.
Rozdział 6: Powrót do domu
Mikołaj, renifery i trzy arktyczne liski lecieli przez rozgwieżdżone niebo, wracając do warsztatu Świętego Mikołaja. Wszyscy byli zmęczeni, ale szczęśliwi po wspaniałej nocy spędzonej z niedźwiedziem polarnym.
– To była naprawdę wyjątkowa Wigilia – powiedział Mikołaj, głaszcząc Rudolfa po głowie. – Cieszę się, że mogliśmy sprawić radość naszemu przyjacielowi niedźwiedziowi.
– A my cieszymy się, że mogliśmy pomóc! – pisnęły liski, które siedziały wygodnie w worku Mikołaja.
Gdy zbliżali się do warsztatu, Mikołaj zauważył, że wszystkie światła są zapalone, a przed budynkiem czeka na niego grupa elfów.
– Wygląda na to, że mamy komitet powitalny – zaśmiał się Mikołaj.
Sanie wylądowały łagodnie przed warsztatem, a elfy natychmiast otoczyły Mikołaja, zasypując go pytaniami.
– Święty Mikołaju, tak się martwiliśmy! – zawołała Tinkerbelle. – Czy wszystko w porządku? Czy udało ci się dostarczyć prezent niedźwiedziowi?
Mikołaj uśmiechnął się szeroko. – Spokojnie, moi mali przyjaciele. Wszystko poszło doskonale, choć mieliśmy małą przygodę po drodze.
I tak Mikołaj opowiedział elfom o zagubionym prezencie, o pomocy arktycznych lisków i o radości niedźwiedzia, gdy otrzymał magiczne okulary.
– A teraz – powiedział Mikołaj, sięgając do worka – chciałbym wam przedstawić nowych przyjaciół.
Z worka wyskoczyły trzy arktyczne liski, wzbudzając zachwyt wśród elfów.
– Jakie są śliczne! – zawołały elfy, głaszcząc puszysty biały mech lisków.
– Liski pomogły nam znaleźć zagubiony prezent – wyjaśnił Mikołaj. – Zaprosiłem je, żeby spędziły z nami kilka dni.
Elfy były zachwycone nowymi gośćmi i natychmiast zabrały się za przygotowywanie dla nich wygodnego miejsca do spania.
Mikołaj patrzył z uśmiechem, jak jego mała rodzina powiększa się o nowych członków.
– No dobrze, moi drodzy – powiedział w końcu Mikołaj, ziewając. – Czas na odpoczynek. Mieliśmy wszyscy długą i pełną przygód noc.
Elfy, renifery i liski zgodziły się z Mikołajem. Wszyscy byli zmęczeni, ale szczęśliwi.
Zanim Mikołaj udał się na spoczynek, wyjrzał jeszcze przez okno. Na niebie wciąż tańczyła zorza polarna, przypominając mu o radości niedźwiedzia polarnego.
– To były naprawdę magiczne święta – szepnął do siebie Mikołaj, zamykając oczy i zasypiając z uśmiechem na twarzy.
Morał: Prawdziwa magia świąt tkwi nie w prezentach, ale w przyjaźni, pomocy innym i dzieleniu się radością. Nawet najmniejszy gest dobroci może sprawić, że czyjeś święta staną się wyjątkowe.
I tak kończy się nasza opowieść o Mikołaju i zagubionym prezencie dla niedźwiedzia polarnego. Pamiętajcie, drogie dzieci, że najważniejsze w życiu są przyjaźń, dobroć i chęć niesienia pomocy innym. To właśnie te wartości sprawiają, że świat staje się lepszym miejscem, nie tylko w czasie świąt, ale przez cały rok.