1Magiczny pociąg wyrusza w podróż
Dawno, dawno temu, w małym miasteczku na skraju Zaczarowanego Lasu, stała stara stacja kolejowa. Nikt nie pamiętał, kiedy ostatni raz zatrzymał się na niej pociąg.
Pewnego niedzielnego popołudnia mała Zosia wybrała się z mamą na spacer obok starej stacji. Nagle usłyszała dziwny, wesoły gwizd.
– Mamo, słyszysz? – szepnęła Zosia. – Czy to możliwe, że to… pociąg?
Złapała mamę za rękę i razem poszły na peron. I rzeczywiście! Przy starej ławce stał błyszczący, kolorowy pociąg, jakiego Zosia nigdy wcześniej nie widziała. Z okna ostatniego wagonu wychylał się konduktor w czapce ze złotym guzikiem.
– Witaj, mała podróżniczko! – zawołał. – Czy chciałabyś wyruszyć w niezwykłą podróż?
Zosia bardzo chciała, ale najpierw spojrzała na mamę. Wiedziała, że nie wolno nigdzie jechać z nieznajomymi.
Mama przyjrzała się konduktorowi i nagle się uśmiechnęła.
– Ależ ja pana znam! – powiedziała. – Kiedy byłam mała jak Zosia, jechałam tym pociągiem. Wróciłam przed zmierzchem, z głową pełną cudów.
– Ho ho! Pamiętam dziewczynkę z dwoma warkoczykami! – roześmiał się konduktor. – Ten pociąg wozi tylko dzieci, ale obiecuję, że przed zmierzchem przywiozę Zosię na ten sam peron.
– A dokąd jedzie ten pociąg? – zapytała Zosia.
– Do najwspanialszych baśniowych krain – odpowiedział konduktor i mrugnął do mamy.
Mama pocałowała Zosię w czoło.
– Jedź, córeczko. Będę tu na ciebie czekać.
Zosia pomachała mamie i wspięła się po stopniach do wagonu. W środku czekały wygodne, miękkie fotele i mnóstwo dzieci z całej okolicy, gotowych na przygodę. Zosia trochę się onieśmieliła, ale wzięła głęboki oddech.
– Cześć wszystkim! Jestem Zosia. Czy wy też jedziecie do baśniowych krain?
– Tak! – zawołał piegowaty chłopiec z sąsiedniego fotela. – Jestem Jaś. Nie mogę się doczekać! Ciekawe, co zobaczymy!
– Uwaga, uwaga! – ogłosił konduktor. – Nasz magiczny pociąg rusza w drogę! Proszę zapiąć pasy… wyobraźni!
Pociąg zagwizdał wesoło i ruszył, nabierając prędkości. Dzieci z zachwytem patrzyły, jak krajobraz za oknem zmienia się w kolorową mgłę.
– Ojej! To naprawdę magiczny pociąg! – zawołała Zosia.
– Oczywiście! – uśmiechnął się konduktor. – A to dopiero początek naszej przygody!
2Kraina Cukierkowych Drzew
Pociąg zwolnił i zatrzymał się w miejscu, które wyglądało jak z najsłodszego snu. Wszędzie rosły drzewa, a na ich gałęziach wisiały lizaki, cukierki i czekoladki.
– Witajcie w Krainie Cukierkowych Drzew! – ogłosił konduktor. – Macie pół godziny na zwiedzanie, ale pamiętajcie: nie przejedzcie się!
Dzieci wybiegły z pociągu, piszcząc z radości. Zosia podbiegła do najbliższego drzewa i zerwała ogromnego lizaka.
– Mmm, truskawkowy! Mój ulubiony! – ucieszyła się.
– Hej, spójrzcie! – zawołał Jaś. – Tu płynie czekoladowa rzeka!
Rzeczywiście, przez środek krainy płynęła rzeka z płynnej czekolady. Na jej brzegu stał mały, pyzaty chłopczyk.
– Cześć! Jestem Łakomczuszek i mieszkam tutaj – przedstawił się. – Mogę się z wami pobawić?
– Jasne! – odpowiedziała Zosia. – Chodź, pokażemy ci nasz magiczny pociąg!
Łakomczuszek spojrzał na pociąg z zachwytem, ale zaraz jego uwagę przyciągnęło coś innego.
– Ojej, jakie pyszne cukierki na tamtym drzewie! Muszę ich spróbować!
I zanim ktokolwiek zdążył coś powiedzieć, Łakomczuszek zaczął objadać się słodyczami w zawrotnym tempie. Garść cukierków, potem lizak, potem trzy czekoladki naraz.
– Hej, zwolnij trochę! – poprosił Jaś. – Zrobi ci się niedobrze!
Ale Łakomczuszek nie słuchał. Jadł i jadł, aż w końcu złapał się za brzuch.
– Ojej, mój brzuszek… – jęknął. – Chyba zjadłem za dużo…
Zosia i Jaś wzięli go pod ręce i pomogli mu dojść do pociągu. Konduktor pokręcił głową, sięgnął do kieszeni i podał chłopcu specjalny miętowy cukierek na ból brzucha.
– No, no, widzę, że ktoś tu nie posłuchał mojego ostrzeżenia – powiedział łagodnie. – Pamiętajcie, dzieci: wszystko jest dobre, ale z umiarem.
Po chwili brzuszek Łakomczuszka przestał boleć. Kiedy dzieci wsiadały z powrotem do pociągu, chłopiec machał im z peronu.
– Dziękuję wam! – zawołał. – Od dziś będę jadł jeden cukierek dziennie. No, może dwa w niedzielę!
3Królestwo Latających Ryb
Pociąg mknął dalej, a krajobraz za oknem znów zaczął się zmieniać. Nagle dzieci zobaczyły coś niezwykłego: ryby, które pływały w powietrzu!
– Patrzcie! – zawołała Zosia. – Te ryby latają!
– Witajcie w Królestwie Latających Ryb! – ogłosił konduktor. – Tu wszystko jest do góry nogami!
Pociąg zatrzymał się na stacji, która wisiała w powietrzu jak bańka mydlana. Dzieci wysiadły ostrożnie, trzymając się za ręce, bo bały się, że spadną.
– Ale jak my tu chodzimy? – zdziwił się Jaś. – Przecież pod nami nie ma podłogi!
– W tym królestwie powietrze jest gęste jak woda i niesie każdego, kto mu zaufa – wyjaśnił konduktor. – Spokojnie, nikt tu nie spada.
Dzieci niepewnie zrobiły pierwsze kroki, ale szybko złapały równowagę. Po chwili biegały i podskakiwały w powietrzu, śmiejąc się radośnie.
– Czuję się jak ptak! – cieszyła się Zosia.
Nagle usłyszeli cichy płacz. To mała rybka utknęła w gałęziach dziwnego drzewa, które rosło… w dół! Jego korona zwisała nisko pod stacją, a rybka szamotała się na samym jej końcu.
– Pomocy! – wołała. – Nie mogę się wydostać i wrócić do mojej ławicy!
– Nie martw się, rybko! – zawołał Jaś. – Uratujemy cię!
Dzieci próbowały do niej sięgnąć, ale rybka była za daleko. Dla jednych za wysoko, dla drugich za nisko, bo tutaj nikt już nie wiedział, gdzie jest góra, a gdzie dół. Wtedy Zosia wpadła na pomysł.
– Hej, a może spróbujemy popływać jak ryby? W końcu jesteśmy w ich królestwie!
Dzieci zaczęły machać rękami jak płetwami i poruszać nogami jak rybim ogonem. Ku ich zdziwieniu popłynęły w powietrzu jak prawdziwe ryby w wodzie!
– Udało się! – ucieszył się Jaś. – Teraz dosięgniemy rybki!
Podpłynęli do drzewa i wspólnymi siłami ostrożnie wyplątali rybkę z gałęzi. Rybka zatoczyła wesołe kółko i odpłynęła do swojej ławicy.
– Dziękuję wam! – zawołała na pożegnanie. – Chodzenie wam nie pomogło, ale pływanie tak! Czasem trzeba spróbować inaczej, żeby rozwiązać problem!
4Dolina Gadających Kamieni
Magiczny pociąg jechał dalej, aż dotarł do doliny, w której wszystko wydawało się zupełnie zwyczajne: trawa, ścieżka i mnóstwo szarych kamieni. Dzieci wysiadły, a Zosia zrobiła krok w stronę strumyka…
– Hej, uważaj, gdzie stawiasz stopy! – burknął ktoś spod jej buta.
– Oj! Przepraszam! – Zosia szybko cofnęła nogę. – Nie wiedziałam, że kamienie tu mówią!
– Witajcie w Dolinie Gadających Kamieni! – zaśmiał się konduktor. – Tu każdy kamyk ma swoją historię do opowiedzenia.
Dzieci rozeszły się po dolinie, ostrożnie stawiając kroki i nasłuchując opowieści kamieni.
– Za moich młodych lat byłem częścią wielkiej góry… – mruczał basem Duży Głaz.
– A ja dopiero co stoczyłem się ze zbocza! – pisnął Mały Kamyczek. – Co za przygoda!
Tylko na uboczu, pod starą wierzbą, leżał samotny kamień i nic nie mówił. Jaś przykucnął obok niego.
– Hej, dlaczego jesteś taki smutny?
– Bo nikt nie chce mnie słuchać – westchnął kamień. – Wszyscy mówią, że moje historie są nudne. Dlatego wołają na mnie Smutny Kamień.
– To niemożliwe! – powiedziała Zosia i usiadła obok Jasia. – Każda historia jest ciekawa na swój sposób. Opowiedz nam coś!
Smutny Kamień zaczął opowiadać, jak przez tysiące lat patrzył na zmieniające się pory roku. Wiosną przebiśniegi łaskotały go w bok, latem jaszczurki wygrzewały się na jego grzbiecie, jesienią przykrywały go złote liście, a zimą otulała go puchata śnieżna czapka. Dzieci słuchały z zapartym tchem.
– To było niesamowite! – zawołał Jaś. – Nie wiedziałem, że kamienie widzą tyle ciekawych rzeczy!
– Naprawdę wam się podobało? – zapytał kamień, a jego głos brzmiał już o wiele weselej.
Inne kamienie przez cały czas nasłuchiwały. Teraz przetoczyły się bliżej i zaczęły prosić o kolejne historie.
– Widzisz? – uśmiechnęła się Zosia. – Twoje historie są wspaniałe. Po prostu trzeba było znaleźć kogoś, kto uważnie posłucha.
5Kraina Kolorowych Snów
Pociąg wjechał w gęstą, tęczową mgłę. Kiedy się rozwiała, dzieci zobaczyły krainę jak z sennego marzenia: chmurki w kształcie owieczek, fioletową trawę i drzewa, które cicho nuciły kołysanki.
– Witajcie w Krainie Kolorowych Snów! – ogłosił konduktor. – Tu wasze marzenia mogą się spełnić… ale tylko na chwilę!
Dzieci wysiadły z pociągu i od razu zauważyły, że ich ubrania zmieniły kolory.
– Patrzcie! – zawołała Zosia. – Moja sukienka jest teraz w tęczowe paski!
– A moje buty świecą jak dwie latarenki! – zaśmiał się Jaś.
Nagle przed nimi pojawiła się dziewczynka z kręconymi, fioletowymi włosami.
– Cześć! Jestem Senna – powiedziała. – Witajcie w mojej krainie!
– Cześć, Senno! – odpowiedziała Zosia. – Czy to prawda, że tu spełniają się marzenia?
– Tak, ale musicie uważać, o czym marzycie – odparła Senna. – Czasem marzenie spełnia się zupełnie inaczej, niż myśleliście!
Jaś zamknął oczy i pomyślał o lataniu. W mgnieniu oka wyrósł mu… ogon pawia!
– Hej! – oburzył się Jaś. – Chciałem latać, a nie mieć ogon!
– Ojej! – zachichotała Senna. – Pomyślałeś o ptaku, więc dostałeś kawałek ptaka. Spróbuj jeszcze raz, ale wyobraź sobie dokładnie, czego chcesz.
Tym razem Jasiowi wyrosły piękne, kolorowe skrzydła. Uniósł się nisko nad trawą i krążył wokół przyjaciół, śmiejąc się radośnie.
– Teraz ja! – zawołała Zosia. – Chcę być księżniczką!
W tej samej chwili Zosia stała już w pięknej sukni, z koroną na głowie. Ale zanim zdążyła się nią nacieszyć, otoczył ją tłum dworzan.
– Wasza Wysokość, proszę podpisać list do króla sąsiedniej krainy! – mówił jeden.
– Wasza Wysokość, kucharz pyta, co podać na ucztę! – wołał drugi.
– Wasza Wysokość, smok z północnej góry znowu zgubił swoją ulubioną poduszkę! – dodał trzeci.
– Ojej! – westchnęła Zosia. – Nie wiedziałam, że bycie księżniczką to tyle pracy!
– Widzisz? – uśmiechnęła się Senna. – Marzenia są wspaniałe, ale każde ma swoje obowiązki. Ważne, żeby dobrze przemyśleć, czego naprawdę chcemy.
Zosia pomyślała, że na razie woli być zwykłą dziewczynką w tęczowej sukience. Korona rozpłynęła się jak mgiełka, a dworzanie razem z nią. Dzieci spędziły jeszcze cudowną chwilę, spełniając różne marzenia i przekonując się, że każde z nich przynosi i radość, i obowiązki.
6Powrót do domu
Słońce zaczęło chylić się ku zachodowi i nadszedł czas, by magiczny pociąg wyruszył w drogę powrotną. Dzieci wsiadły do wagonu, pełne wrażeń, a Senna pomachała im na pożegnanie.
– No, mali podróżnicy, czas wracać do domu – powiedział konduktor. – Mam nadzieję, że podobała wam się ta magiczna wyprawa!
– To była najlepsza przygoda w moim życiu! – zawołała Zosia.
– Tak! – przytaknął Jaś. – Czy możemy jutro pojechać znowu?
– Ho ho! – roześmiał się konduktor. – Magiczny pociąg pojawia się tylko wtedy, gdy jest naprawdę potrzebny. Ale kto wie? Może kiedyś znów się spotkamy!
Pociąg ruszył, a za oknami znów pojawiła się kolorowa mgła. Dzieci opowiadały sobie, co najbardziej im się podobało.
– Pamiętacie Krainę Cukierkowych Drzew? – zapytała Zosia. – Łakomczuszek pokazał mi, że nawet najsłodsze rzeczy mogą zaszkodzić, jeśli przesadzimy.
– A ja w Królestwie Latających Ryb zrozumiałem, że czasem trzeba spojrzeć na problem z innej strony, żeby go rozwiązać! – dodał Jaś.
– A Smutny Kamień nauczył nas, jak ważne jest uważne słuchanie – powiedziała cicho dziewczynka z tylnego fotela.
– Świetnie! – ucieszył się konduktor. – Widzę, że dużo się nauczyliście. To najważniejsze w każdej podróży: nie tylko zobaczyć nowe miejsca, ale też czegoś się nauczyć.
Pociąg powoli zwalniał, aż w końcu zatrzymał się na tej samej starej stacji, z której wyruszył. Słońce właśnie chowało się za Zaczarowanym Lasem, dokładnie tak, jak obiecał konduktor. Na peronie czekali rodzice wszystkich dzieci, a wśród nich mama Zosi.
– Do widzenia, mali podróżnicy! – zawołał konduktor. – Pamiętajcie o swoich przygodach i o tym, czego się nauczyliście!
Zosia mocno przytuliła mamę, a potem razem z Jasiem patrzyła, jak magiczny pociąg powoli znika we mgle.
– Myślisz, że ktoś nam uwierzy, gdy o tym opowiemy? – zapytała Jasia.
– Może nie wszyscy – odpowiedział Jaś. – Ale to nie szkodzi. Ważne, że my wiemy, co przeżyliśmy.
– Ja wam wierzę – uśmiechnęła się mama Zosi. – Ja też kiedyś nim jechałam.
Jaś pomachał im i pobiegł do swojego taty, a Zosia ruszyła z mamą do domu, trzymając ją za rękę. Przez całą drogę opowiadała o cukierkowych drzewach, latających rybach, gadających kamieniach i kolorowych snach. A kiedy wieczorem zasypiała, wydawało jej się, że gdzieś daleko słychać wesoły gwizd magicznego pociągu.