1Mała Fifi przybywa do cyrku
W pewnym małym miasteczku, na skraju wielkiego lasu, stanął kolorowy namiot cyrkowy. Mieszkała w nim wesoła cyrkowa rodzina: klauni, akrobaci i kilka zwierząt, które same pokochały występy i co wieczór rozśmieszały publiczność.
W lesie tuż obok mieszkała mała małpka o imieniu Fifi. Każdego wieczoru słyszała z namiotu muzykę i śmiech. Pewnego dnia poprosiła mamę, żeby razem poszły zobaczyć, co się tam dzieje.
Fifi była bardzo podekscytowana, ale też trochę przestraszona. Nigdy wcześniej nie widziała tylu niezwykłych mieszkańców w jednym miejscu. Był tu wielki słoń, lew z bujną grzywą, kolorowa papuga, klauni i akrobaci. Wszystko było dla niej nowe i ciekawe.
– Witaj, mała małpko! – zawołał wesoły klaun o czerwonym nosie. – Jak masz na imię?
– Dzień dobry. Jestem Fifi – odpowiedziała nieśmiało małpka i mocniej złapała mamę za rękę.
– Fifi? To świetne imię dla cyrkowej gwiazdy! – zaśmiał się klaun. – Chodźcie, pokażę wam nasze królestwo!
Klaun oprowadził Fifi i jej mamę po całym cyrku. Pokazał im wielką arenę, na której odbywały się występy, garderoby artystów, a nawet kuchnię, w której przygotowywano pyszne cyrkowe przekąski.
– A co ty lubisz robić, Fifi? – zapytał ciekawie klaun.
– Ja? No… lubię się wspinać i robić fikołki – odpowiedziała niepewnie małpka.
– To wspaniale! Może zostaniesz naszą małpką-akrobatką? – zaproponował klaun. – Ale tylko wtedy, gdy sama tego zechcesz. U nas nikt nie występuje na siłę, każdy robi to, co kocha.
Fifi spojrzała pytająco na mamę.
– Jeśli naprawdę tego chcesz, spróbuj – powiedziała ciepło mama. – Będę cię odwiedzać, a w niedziele przyjdziesz do domu, do lasu.
Fifi poczuła radość, ale też trochę strachu. Czy naprawdę mogłaby zostać gwiazdą cyrku?
2Pierwsze treningi Fifi
Następnego dnia Fifi rozpoczęła treningi. Dyrektor cyrku, pogodny pan z wielkim wąsem, przedstawił jej doświadczonego trenera – starego szympansa o imieniu Bobo.
– Dzień dobry, Fifi! – przywitał ją Bobo. – Gotowa na pierwszy trening?
– Dzień dobry, panie Bobo – odpowiedziała grzecznie Fifi. – Trochę się boję, ale chcę spróbować!
– To dobrze, mała. Strach to zwykłe uczucie, każdy go czasem czuje – powiedział łagodnie Bobo. – Dlatego w naszym cyrku mamy jedną najważniejszą zasadę: nigdy nie ćwiczymy sami, bez trenera i bez siatki. Dobry akrobata zawsze dba o bezpieczeństwo.
Pokazał jej grube, miękkie materace i wielką siatkę rozpiętą pod trapezem. Trening zaczął się od prostych ćwiczeń. Fifi robiła fikołki na materacu, chodziła po linie zawieszonej tuż nad ziemią i huśtała się na niskim trapezie, a Bobo zawsze stał obok i pilnował, żeby nic jej się nie stało. Na początku było jej trudno, ale z każdą godziną radziła sobie coraz lepiej.
– Uff, jestem zmęczona – westchnęła Fifi po długich ćwiczeniach.
– To normalne, mała – uśmiechnął się Bobo. – Ale zobacz, ile już się nauczyłaś! Jutro będzie jeszcze lepiej. Linę będziemy podnosić powoli, krok po kroku, dopiero kiedy będziesz gotowa.
Fifi była z siebie dumna, ale wiedziała, że czeka ją jeszcze dużo pracy. Wieczorem, leżąc w swoim nowym łóżku, marzyła o tym, jak pewnego dnia zachwyci publiczność swoimi akrobacjami. A w niedzielę pobiegła do lasu i opowiadała mamie o treningach tak długo, aż obie zaczęły ziewać.
3Fifi poznaje nowych przyjaciół
Mijały dni, a Fifi czuła się w cyrku coraz lepiej. Pewnego razu, podczas przerwy w treningu, spotkała grupę wesołych zwierząt.
– Cześć, jestem Trombalski! – przedstawił się wielki słoń. – A to moi przyjaciele: papuga Riko i lew Leo.
– Miło mi was poznać! – odpowiedziała z uśmiechem Fifi. – Ja jestem Fifi, nowa małpka-akrobatka.
– Akrobatka? Wspaniale! – zawołał Leo. – Pokażesz nam jakąś sztuczkę?
Fifi trochę się zawstydziła, ale postanowiła spróbować. Już chciała wskoczyć na wysoką linę, gdy przypomniała sobie zasadę pana Bobo: bez trenera i bez siatki – nigdy. Rozłożyła więc miękki materac i zrobiła na nim kilka fikołków, potem gwiazdę, a na koniec przewrót do tyłu. Jej nowi przyjaciele bili brawo z zachwytu.
– Fifi, jesteś niesamowita! – zawołała Riko, trzepocząc kolorowymi skrzydłami.
– Dziękuję – odpowiedziała Fifi, rumieniąc się lekko. – A wy co potraficie?
Każde ze zwierząt pokazało Fifi, co umie. Trombalski podrzucał trąbą trzy kolorowe piłki i zręcznie je łapał, Riko śpiewała piękne piosenki, a Leo zgrabnie przeskakiwał przez obręcze ozdobione wstążkami.
– Jesteście tacy zdolni! – zachwyciła się Fifi. – Lubicie występować?
– Bardzo! – zaśmiał się Leo. – Dyrektor nigdy nas do niczego nie zmusza. Kiedy któreś z nas jest zmęczone albo nie ma ochoty, po prostu odpoczywa.
– Od teraz jesteś częścią naszej cyrkowej rodziny, Fifi – dodał Trombalski.
Fifi poczuła, że znalazła swoje miejsce. Cyrk stał się jej drugim domem, a nowi przyjaciele – jej drugą rodziną.
4Wielki dzień Fifi
Wreszcie nadszedł wielki dzień – Fifi miała pierwszy raz wystąpić w cyrkowym przedstawieniu! Na widowni usiadła nawet jej mama. Fifi była szczęśliwa, ale też bardzo zdenerwowana.
– Oj, boję się – szepnęła do Boba, swojego trenera. – A co, jeśli się pomylę?
– Spokojnie, Fifi – odpowiedział łagodnie Bobo. – Ćwiczyłaś bardzo pilnie. Pod tobą będzie siatka, a ja będę stał tuż obok. Wierzę w ciebie!
Fifi wzięła głęboki oddech i wyszła na arenę. Światła reflektorów oślepiły ją na moment, ale szybko się do nich przyzwyczaiła. Wtedy dyrektor cyrku zawołał donośnym głosem:
– Panie i panowie, dzieci i dorośli! Przedstawiamy wam naszą nową gwiazdę, Fifi, małpkę-akrobatkę!
Publiczność zaczęła klaskać, a Fifi poczuła, jak strach powoli ją opuszcza. Wspięła się na platformę, pod którą rozpięta była wielka siatka, i rozpoczęła występ.
Skakała, kręciła salta na trapezie i chodziła po linie – pokazywała wszystko, czego nauczyła się podczas treningów. Publiczność wstrzymywała oddech, gdy Fifi wykonywała najtrudniejsze akrobacje.
Nagle, kiedy szła po linie, Fifi poczuła, że traci równowagę. Zachwiała się, ale nie wpadła w panikę. Przypomniała sobie słowa Boba: „Wierzę w ciebie!”. Rozłożyła szeroko ręce, złapała równowagę i spokojnie doszła do platformy. Na koniec zrobiła salto i wylądowała miękko w siatce, tak jak ćwiczyła z Bobem.
Widownia oszalała z zachwytu! Wszyscy bili brawo, a niektórzy nawet wstali z miejsc. Mama Fifi klaskała najgłośniej ze wszystkich. Fifi kłaniała się, czując ogromną radość i dumę.
– Brawo, Fifi! Byłaś wspaniała! – wołali przyjaciele zza kulis.
Po występie Fifi była zmęczona, ale szczęśliwa. Wiedziała już, że cyrk to miejsce, w którym naprawdę chce być.
5Fifi pomaga przyjaciołom
Po udanym debiucie Fifi stała się prawdziwą gwiazdą cyrku. Sukces nie sprawił jednak, że zapomniała o przyjaciołach. Wręcz przeciwnie – pomagała im, kiedy tylko mogła.
Pewnego dnia zauważyła, że Trombalski jest smutny.
– Co się stało, Trombalski? – zapytała z troską.
– Ach, Fifi – westchnął słoń. – Mam kłopot z nowym numerem. Trzy piłki podrzucam bez trudu, ale pięciu naraz nie umiem utrzymać w powietrzu.
– Może mogę ci pomóc? – zaproponowała Fifi. – Wiem, że to nie to samo co akrobacje, ale razem na pewno coś wymyślimy.
Fifi i Trombalski ćwiczyli cały dzień. Małpka pokazała słoniowi, żeby dokładał po jednej piłce i liczył na głos: raz, dwa, raz, dwa. Dzięki temu podrzucał je równo i spokojnie. Pod wieczór Trombalski wreszcie opanował sztuczkę!
– Hurra! Udało się! – zawołał radośnie słoń, podrzucając pięć piłek naraz.
– Widzisz? Wiedziałam, że dasz radę! – Fifi klasnęła w dłonie z radości.
Innym razem Fifi pomogła papudze Riko, która miała tremę przed śpiewaniem solo. Małpka pokazała jej, co sama robi przed każdym występem: bierze trzy głębokie oddechy i myśli o kimś, kogo kocha.
– Dziękuję, Fifi! – powiedziała Riko po udanym występie. – Twoja rada bardzo mi pomogła!
Fifi czuła się szczęśliwa, że może pomagać przyjaciołom. Wiedziała, że sukces jest jeszcze słodszy, gdy można się nim dzielić z innymi.
6Wielka podróż cyrku
Nadszedł czas, gdy cyrk miał wyruszyć w wielką podróż po kraju. Dla Fifi była to pierwsza taka wyprawa i nie mogła się jej doczekać.
Przed wyjazdem pobiegła do lasu, żeby pożegnać się z mamą.
– Będę za tobą tęsknić, mamusiu – powiedziała, przytulając się do niej mocno.
– Ja za tobą też, kochanie – odpowiedziała mama. – Jesienią cyrk tu wróci, a ja będę na ciebie czekać.
– Wyobrażacie sobie? Zobaczymy tyle nowych miejsc! – cieszyła się potem Fifi, pakując swoje rzeczy.
– To prawda, podróże to wspaniała przygoda – powiedział Leo. – Ale pamiętaj, że to też ciężka praca.
Cyrk wyruszył w drogę wczesnym rankiem. Fifi jechała w wygodnym wagonie razem z przyjaciółmi i podziwiała krajobraz za oknem. Mijali miasta, wioski, lasy i pola, a wszystko wydawało się jej ciekawe.
W każdym nowym mieście cyrk rozstawiał namiot i dawał przedstawienia. Fifi za każdym razem starała się, by jej występ był jeszcze lepszy niż poprzedni.
– Fifi, jesteś coraz lepsza! – chwalił ją Bobo po jednym z występów.
– Dziękuję, panie Bobo – odpowiedziała skromnie Fifi. – Staram się dawać z siebie wszystko.
Podróż nie zawsze była jednak łatwa. Czasem padał deszcz, innym razem było bardzo gorąco. Zdarzały się wieczory, gdy Fifi tęskniła za mamą i za swoim domem w lesie.
– Nie martw się, Fifi – pocieszał ją Trombalski, delikatnie obejmując ją trąbą. – Dom to ci, których kochamy. Mama czeka na ciebie w lesie, a tutaj, w drodze, masz nas. My wszyscy jesteśmy twoją rodziną.
Te słowa sprawiły, że Fifi poczuła się lepiej. Zrozumiała, że dom to nie tylko miejsce, ale przede wszystkim bliscy: ci, którzy są obok, i ci, którzy czekają na nas z otwartymi ramionami.
Jesienią, po długiej podróży, cyrk wrócił do miasteczka na skraju lasu. Fifi pierwsza wyskoczyła z wagonu i pobiegła prosto do mamy. Opowiadała jej o wszystkich miastach, o deszczu i upale, o brawach i o przyjaciołach, aż obie zasnęły przytulone wysoko na swoim drzewie.
Tak mała, nieśmiała małpka stała się prawdziwą gwiazdą cyrku. Ale co ważniejsze, nauczyła się, czym są przyjaźń, odwaga i wytrwałość. Pamiętajcie, drogie dzieci, że kiedy uwierzycie w siebie, będziecie cierpliwie ćwiczyć i nie zapomnicie o bliskich, wasze marzenia też mogą się spełnić.

