1Lisek Rysiek rozpoczyna karierę detektywa
W samym sercu Zielonego Lasu mieszkał rudy lisek o imieniu Rysiek. Nie był to zwykły lis, bo Rysiek miał wielkie marzenie – chciał zostać najlepszym detektywem w całym lesie!
Pewnego słonecznego poranka Rysiek postanowił, że nadszedł czas, by spełnić swoje marzenie. Włożył ulubiony kapelusz detektywa, wziął lupę i wyszedł z nory, by ogłosić wszystkim zwierzętom, czym się teraz zajmuje.
– Uwaga, uwaga! – zawołał. – Od dziś jestem detektywem Zielonego Lasu! Jeśli macie jakieś zagadki do rozwiązania, zgłoście się do mnie!
Zwierzęta patrzyły na niego z zaciekawieniem, ale i z niedowierzaniem.
– Ty? Detektywem? – zachichotała wiewiórka Wiki. – Przecież ty nawet własnego ogona nie umiesz znaleźć!
– Mój ogon jest dokładnie tam, gdzie powinien być! – odparł Rysiek i na wszelki wypadek obejrzał się przez ramię. – A poza tym jestem bardzo spostrzegawczy!
Wtedy z gęstwiny wytoczył się niedźwiedź Bartek. Wyglądał na bardzo zmartwionego.
– No dobrze, panie detektywie – mruknął. – Mam dla ciebie pierwszą sprawę. Ktoś zjadł cały mój miód! Garnek jest zupełnie pusty. – Tu spojrzał groźnie na wiewiórkę. – Wiki, ty ciągle kręcisz się koło mojej gawry. To na pewno twoja sprawka!
– Ja? – oburzyła się Wiki. – Przecież ja jem orzechy, a nie miód!
– Spokojnie – powiedział Rysiek. – Detektyw najpierw szuka śladów, a dopiero potem wskazuje winnego.
Przyłożył lupę do oka i zaczął szukać śladów wokół gawry niedźwiedzia.
– Hmm… – mruczał pod nosem. – Widzę ślady łap. Wielkich łap! Żadna wiewiórka nie ma takich łap. A co to? Złote, lepkie kropelki na trawie? To musi być miód!
Lisek podążył za lepkimi kropelkami, które prowadziły… prosto do niedźwiedzia Bartka! Na jego nosie i w gęstym futrze na brzuchu błyszczały jeszcze złote plamki.
– Aha! Zagadka rozwiązana! – zawołał Rysiek. – Bartku, to ty zjadłeś swój miód! Pewnie w nocy, kiedy byłeś na wpół śpiący, a rano zupełnie o tym zapomniałeś.
Niedźwiedź Bartek polizał nos, poczuł słodki smak i bardzo się zawstydził.
– Masz rację, Rysiu – przyznał. – Przepraszam cię, Wiki. Niepotrzebnie na ciebie nakrzyczałem.
Wiki wybaczyła Bartkowi, a wszystkie zwierzęta były pod wrażeniem. Nawet wiewiórka musiała przyznać, że nowy detektyw zna się na rzeczy.
2Zagadka zaginionego orzecha
Sława Ryśka szybko rozeszła się po lesie. Pewnego dnia do jego nory przybiegła zapłakana wiewiórka Wiki.
– Rysiu! Pomóż mi! – szlochała. – Zginął mój najcenniejszy orzech! Wielki i gładki, dostałam go od babci. To rodzinna pamiątka!
– Spokojnie, Wiki – powiedział Rysiek. – Detektyw Rysiek jest na tropie! Opowiedz mi wszystko od początku.
Wiki wyjaśniła, że ostatni raz widziała orzech wczoraj wieczorem, a rano już go nie było. Rysiek postanowił wypytać mieszkańców lasu. Najpierw zapukał do dziupli starej sowy.
– Dzień dobry, pani Sowo! – zawołał. – Czy widziała pani wczoraj w nocy coś podejrzanego?
– Uhu! – zahukała sowa. – Widziałam tylko, jak królik Kicek kręcił się pod drzewem Wiki.
Rysiek pobiegł do Kicka, który na jego widok zaczął nerwowo ruszać noskiem.
– Kicusiu, co robiłeś wczoraj w nocy pod drzewem Wiki? – zapytał detektyw.
– Ja? Nic! – pisnął Kicek. – Tylko… tylko zbierałem marchewki! Tak, marchewki!
– Ale pod drzewem Wiki nie rośnie ani jedna marchewka, Kicusiu – powiedział spokojnie Rysiek.
Kicek spuścił uszy i w końcu się przyznał.
– No dobrze… – westchnął. – Wziąłem ten orzech. Leżał w trawie i był taki ładny! Myślałem, że to zwykły orzech. Nie wiedziałem, że to pamiątka.
Kicek przyniósł orzech ze swojej norki i sam oddał go Wiki. Przeprosił ją i obiecał, że już nigdy niczego nie weźmie bez pytania. Wiki otarła łzy i mocno przytuliła swój skarb.
3Tajemnica znikających kwiatów
Wiosna zawitała do Zielonego Lasu, a na Kwiecistej Polanie zakwitły setki kolorowych kwiatów. Jednak pewnego ranka zwierzęta przybiegły na polanę i aż oniemiały. Wszystkie kwiaty zniknęły!
– Rysiu! – wołał jeż Julek. – Z polany zniknęły wszystkie kwiaty! To na pewno sprawka jakiegoś złego czarodzieja!
– Spokojnie, Julku – odpowiedział Rysiek. – W naszym lesie nie ma żadnych złych czarodziejów. Na pewno jest jakieś proste wyjaśnienie.
Rysiek rozpoczął śledztwo. Obejrzał polanę przez lupę i zauważył, że łodyżki są zerwane, a w trawie leżą kolorowe płatki. Płatki tworzyły ścieżkę, która prowadziła do starych krzaków jeżyn. Kiedy Rysiek się do nich zbliżył, usłyszał ciche chrapanie.
– Co to może być? – szepnął.
Ostrożnie zajrzał za krzaki i zobaczył… śpiącego motyla Maćka, otoczonego wszystkimi zaginionymi kwiatami!
– Maćku! Obudź się! – zawołał Rysiek.
– Co? Gdzie? Jak? – Motyl przetarł oczy. – Och, cześć, Rysiu! Co się stało?
– Maćku, czy to ty zabrałeś wszystkie kwiaty z polany? – zapytał Rysiek.
Motyl rozejrzał się dookoła i nagle zrozumiał, co narobił.
– Ojej! Przepraszam! – zawołał. – Od samego świtu zbierałem kwiaty, bo chciałem zrobić niespodziankę dla wszystkich mieszkańców lasu. Miał być wielki bukiet, ale zmęczyłem się i zasnąłem… Nie pomyślałem, że na polanie nie zostanie ani jeden kwiatek.
Zerwanych kwiatów nie dało się już posadzić z powrotem. Rysiek i Maciek wstawili więc bukiet do starego dzbanka z wodą i postawili go na środku polany, żeby wszyscy mogli go podziwiać. Zwierzęta zachwyciły się niespodzianką, a Maciek obiecał, że następnym razem zostawi kwiaty na łące. Tam cieszą wszystkich najdłużej, a pszczoły i motyle mogą z nich pić słodki nektar.
4Zagadka znikającego jedzenia
Nadeszło lato, a wraz z nim kłopot w leśnej stołówce, którą prowadził bóbr Benio. Codziennie rano Benio zauważał, że brakuje jedzenia przygotowanego poprzedniego wieczoru.
– Rysiu, musisz mi pomóc! – prosił Benio. – Ktoś co noc zabiera jedzenie ze stołówki!
– Nie martw się, Beniu! – odpowiedział Rysiek. – Rozwiążę tę zagadkę szybciej, niż zdążysz powiedzieć „smacznego”!
Rysiek postanowił urządzić nocną zasadzkę. Schował się w szafce w stołówce i czekał. W środku nocy usłyszał ciche tupanie małych łapek.
– Aha! – szepnął. – Zaraz cię złapię, złodzieju!
Ku jego zdziwieniu do stołówki weszła… gromadka małych myszek!
– Co wy tu robicie, myszki? – zapytał Rysiek, wychodząc z szafki.
– Ojej! Przepraszamy, panie detektywie! – pisnęła myszka Mila. – My tylko… byłyśmy głodne. Ulewa zalała naszą spiżarnię i wszystkie zapasy przepadły, a wstydziłyśmy się poprosić o pomoc.
Rysiek zrozumiał, że myszki nie są złe, tylko bardzo głodne i bardzo nieśmiałe.
– Nie musicie brać jedzenia po kryjomu – powiedział łagodnie. – Porozmawiamy z Beniem i na pewno znajdziemy jakieś rozwiązanie.
Następnego ranka Rysiek i myszki poszli razem do Benia. Mila opowiedziała mu o zalanej spiżarni, a bóbr od razu się uśmiechnął. Zgodził się codziennie dawać myszkom trochę jedzenia, a myszki w zamian pomagały mu w stołówce: zamiatały okruszki i nakrywały do stołu.
5Tajemnica znikających liści
Nadeszła jesień, a wraz z nią nowa zagadka dla detektywa Ryśka. Drzewa jak co roku gubiły złote i czerwone liście, ale liście, które rano opadały na leśne ścieżki, do następnego ranka gdzieś znikały. Ziemia pod drzewami była naga, a zwierzęta nie miały czym wymościć swoich domków na zimę.
– Rysiu! – zawołała wiewiórka Wiki. – Coś dziwnego dzieje się z liśćmi! Znikają w oka mgnieniu! Nie mam czym wymościć dziupli!
– Hmm, to rzeczywiście dziwne – odpowiedział Rysiek. – Czas na śledztwo!
Rysiek zaczął obserwować las. Zauważył, że w dzień liści na ścieżkach przybywa, a znikają one głównie nocą. Postanowił więc urządzić nocny patrol.
– Dziś w nocy rozwiążę tę zagadkę! – obiecał.
Gdy zapadł zmrok, Rysiek ukrył się w krzakach i czekał. Nagle usłyszał szelest i zobaczył… jeża Julka! Jeż turlał się po ścieżce, liście nabijały mu się na kolce, a potem dreptał z nimi pod stary dąb.
– Julku! Co ty wyprawiasz? – zawołał Rysiek.
– Rysiu! – pisnął przestraszony jeż. – Ja… ja tylko zbieram liście na zimę. Chcę zrobić pod dębem ciepłe legowisko dla wszystkich małych zwierzątek, które nie mają gdzie się schować przed mrozem.
Rysiek był wzruszony pomysłem Julka.
– To bardzo miłe z twojej strony, Julku! – powiedział. – Ale następnym razem powiedz wszystkim o swoim planie. Zwierzęta bardzo się martwiły, a niektóre nie miały czym wymościć swoich domków.
Julek się zgodził. Następnego dnia wszyscy razem zbierali liście: część trafiła do wielkiego legowiska pod dębem, a część do norek i dziupli. Starczyło dla każdego.
6Zimowa zagadka śnieżnego labiryntu
Zima okryła Zielony Las białym puchem. Pewnego ranka zwierzęta odkryły, że na leśnej ścieżce wyrósł ogromny labirynt ze śniegu! Wysokie śnieżne ściany zagradzały drogę do nor i dziupli, a kto wszedł między nie, kręcił się w kółko.
– Rysiu! Pomóż! – wołał królik Kicek. – Błądzimy w tym labiryncie i nie możemy trafić do naszych domów!
– Nie martwcie się! – odpowiedział Rysiek. – Detektyw Rysiek rozwiąże tę zagadkę!
Rysiek zaczął badać ślady wokół labiryntu. Zauważył na śniegu małe, okrągłe ślady łapek. Prowadziły prosto do jaskini, w której zimę przesypiał niedźwiedź Bartek.
– Bartku! Wyjdź, proszę! – zawołał Rysiek.
Bartek wysunął głowę z jaskini i szeroko ziewnął.
– Co się stało, Rysiu? – wymruczał zaspany. – Czy to już wiosna?
– Jeszcze nie, Bartku – odpowiedział Rysiek. – Czy wiesz coś o śnieżnym labiryncie w lesie?
– Labirynt? Jaki labirynt? – Bartek podrapał się po głowie. – Och… Chyba wiem! To musiały być moje dzieci. Obudziły się na chwilę i bawiły się na śniegu, kiedy ja spałem.
Z jaskini wyjrzały dwa małe niedźwiadki ze śniegiem na futerkach. Zbudowały labirynt dla zabawy i wcale nie pomyślały, że utrudnią życie innym zwierzętom. Kiedy to zrozumiały, bardzo się zasmuciły.
– No cóż – powiedział Rysiek. – Zabawa to ważna rzecz, ale trzeba też pomyśleć o innych. Pomóżmy wszystkim wrócić do domów, a potem razem zbudujemy dla niedźwiadków jeszcze lepszy plac zabaw, tam, gdzie nikomu nie będzie przeszkadzał.
Niedźwiadki znały każdy zakręt labiryntu, więc odprowadziły zwierzęta do ich nor i dziupli. Potem wszyscy razem przekopali w śnieżnych ścianach szerokie przejścia. A na dużej polanie, z dala od ścieżek, zbudowali wspaniały śnieżny plac zabaw: z górką do zjeżdżania, ze śnieżnym zamkiem i z nowym, małym labiryntem, w którym mogły się bawić wszystkie leśne dzieci.
I tak Rysiek, detektyw Zielonego Lasu, rozwiązał kolejną zagadkę. Od tego dnia, ilekroć w lesie działo się coś dziwnego, wszyscy wiedzieli, że mogą liczyć na Ryśka, a także na siebie nawzajem. Wieczorem zmęczony lisek powiesił kapelusz detektywa na gałęzi przy norze, zwinął się w kłębek, przykrył nos puszystym ogonem – tym samym, którego podobno nie umiał znaleźć – i zasnął. Jutro mogła przecież czekać na niego nowa zagadka.



