1Ptasia Poczta
W małym miasteczku Ptaszewo, gdzie drzewa sięgały chmur, a kwiaty pachniały jak najlepsze cukierki, mieszkała gromadka wyjątkowych ptaszków. Nie były to zwykłe ptaki, jakie można spotkać w parku czy w lesie. Te ptaszki miały bardzo ważne zadanie – były listonoszami!
Szefem Ptasiej Poczty był Ćwirek, mały wróbelek w czerwonej czapeczce. Pomagało mu troje przyjaciół. Piórek, błękitny zimorodek, nosił przez ramię małą torbę na listy. Dziobek, żółty kanarek, miał na dzióbku okrągłe okulary. A Ogonka, różowa papużka, miała najbardziej kolorowy ogon w całym miasteczku.
Każdego ranka ptaszki-listonosze zbierały się na grubej gałęzi starego dębu, który rósł na środku miasteczka. Ćwirek zwoływał je wesołym ćwierkaniem.
– Kochani listonosze! – wołał. – Czas zacząć nowy dzień pełen przygód i listów do dostarczenia!
Potem rozdawał wszystkim listy i paczuszki, a na koniec zawsze przypominał:
– Pamiętajcie, najważniejsze jest, żeby każdy list trafił do tego, do kogo go wysłano!
– Jasne, szefie! – zawołał Piórek, machając skrzydełkami. – Dostarczymy wszystko na czas i z uśmiechem!
– Tak jest! – dodał Dziobek, poprawiając okulary. – Żaden adres nie jest dla nas zbyt trudny!
A Ogonka zakręciła kolorowym ogonkiem i zaśpiewała:
– Lecimy wysoko, lecimy nisko, by każdy list dotarł szybciutko!
I tak ptaszki-listonosze rozpoczęły kolejny dzień pełen przygód.
2Zagubiony list
Pewnego dnia Piórek dostał bardzo ważne zadanie. Miał zanieść list do domku Pana Jeża, który mieszkał na drugim końcu lasu. W kopercie było zaproszenie dla jego synka, małego jeżyka, na urodziny wiewiórki Rudki.
Piórek leciał przez las i nucił wesołą piosenkę:
– Lecę, lecę z listem ważnym, by jeżyka dzień był raźny!
Nagle zerwał się silny wiatr.
– Ojej! – krzyknął Piórek, bo list wyślizgnął mu się z dziobka, zawirował w powietrzu i sfrunął gdzieś między krzaki.
– O nie! Co ja teraz zrobię? – zmartwił się Piórek. Rozglądał się na wszystkie strony, ale nigdzie nie widział koperty.
Wtedy spod krzaka dobiegł cienki głosik:
– Hej, czy to twój list?
To była mała myszka. W łapkach trzymała zgubione zaproszenie.
– Tak, tak! To mój list! – ucieszył się Piórek. – Dziękuję ci, myszko! Uratowałaś mnie!
– Nie ma za co – uśmiechnęła się myszka. – Lubię pomagać, kiedy tylko mogę.
Piórek był jej tak wdzięczny, że zaproponował:
– Chodź ze mną do Pana Jeża! Ja polecę nisko nad ścieżką, a ty pobiegniesz pod spodem. Pan Jeż na pewno się ucieszy, że pozna tak miłą myszkę!
I tak Piórek i myszka razem dotarli do domku Pana Jeża. Mały jeżyk aż podskoczył z radości na widok zaproszenia, a Pan Jeż poczęstował nową przyjaciółkę kubkiem ciepłego mleka z miodem.
3Paczka, która się ruszała
Tego dnia Dziobek miał wyjątkowe zadanie. Musiał dostarczyć paczkę do Pani Sowy, mądrej nauczycielki ze szkoły dla leśnych zwierzątek. W paczce było pudełko nowych kredek dla uczniów. Paczka była lekka, więc Dziobek leciał szybko i podśpiewywał.
Nagle paczka zaczęła się ruszać! Dziobek przestraszył się tak bardzo, że prawie ją upuścił.
– Ratunku! Paczka się rusza! – krzyknął.
Wylądował na najbliższej gałęzi i ostrożnie nadstawił ucha. Nie otworzył paczki, bo wiedział, że listonosz nigdy nie otwiera cudzych przesyłek. Ze środka dobiegł cichutki głos:
– Nie bój się! Jestem tylko świerszczykiem!
Przez szparkę w rogu paczki wygramolił się mały, zielony świerszczyk ze skrzypeczkami pod pachą.
– Jestem Cykuś – przedstawił się. – Mieszkam na łące za szkołą. Wczoraj wybrałem się na wycieczkę do miasteczka, ale wieczorem zrobiło się zimno, więc wszedłem do tej paczki, żeby się ogrzać. Zasnąłem, a kiedy się obudziłem, wszystko się kołysało!
Dziobek zachichotał z ulgą.
– No, to dopiero niespodzianka! A wiesz, że ja lecę właśnie do twojej szkoły? Wskakuj na paczkę i trzymaj się mocno!
Razem dolecieli do szkoły, gdzie Pani Sowa już czekała. Kiedy zobaczyła świerszczyka, jej oczy zrobiły się wielkie jak spodki.
– Och, mały muzykant! – zawołała. – Moi uczniowie od dawna marzą o kimś, kto zagra im piosenkę na dzień dobry. Zostaniesz z nami, Cykusiu?
Cykuś zgodził się z radością. A Pani Sowa podziękowała Dziobkowi za bezpieczne dostarczenie kredek i niespodziewanego gościa.
4Szare gołębie
Ogonka miała tego dnia pełną torbę zaproszeń od Pana Pawia. Pan Paw organizował w lesie wielki konkurs na najpiękniejsze pióra i chciał, żeby przyleciały na niego wszystkie ptaki.
Lecąc nad kolorową łąką, Ogonka nie mogła się powstrzymać i zaczęła śpiewać:
– Kolorowe kwiaty, kolorowe motyle, a mój ogon też jest kolorowy!
Nagle zobaczyła na płocie gromadkę szarych gołębi. Siedziały ze spuszczonymi głowami i smutno patrzyły na swoje pióra.
– Dlaczego jesteście takie smutne? – zapytała Ogonka i podała im zaproszenia.
Najstarszy gołąb westchnął:
– Bo jesteśmy szare. Po co mamy lecieć na konkurs piór? Nikt nawet na nas nie spojrzy.
Ogonka przyjrzała się gołębiom uważnie. Właśnie wtedy zza chmury wyszło słońce i jego promienie padły na ich szyje.
– Patrzcie! – zawołała Ogonka. – Wasze szyje mienią się na zielono i fioletowo, jak bańki mydlane w słońcu! Widziałyście to kiedyś?
Gołębie zerknęły na siebie i aż zagruchały ze zdziwienia. Nigdy wcześniej tego nie zauważyły.
– A poza tym – dodała Ogonka – nikt w całym lesie nie trafia do domu tak dobrze jak wy. Nawet z najdalszej drogi zawsze wracacie prosto do swojego gniazda. To dopiero wspaniały talent!
Gołębie wyprostowały się i nastroszyły pióra z dumy.
– Dziękujemy ci, Ogonko! – zawołały chórem. – Polecimy na konkurs. I już nigdy nie będziemy się wstydzić, że jesteśmy szare!
Ogonka, uśmiechnięta od dzióbka aż po ogon, poleciała dalej roznosić zaproszenia.
5Parasolik w burzy
Nadszedł dzień, kiedy Ćwirek, szef Ptasiej Poczty, sam musiał dostarczyć ważną przesyłkę. Był to zielony parasolik dla Pani Żaby, która mieszkała nad stawem.
– To będzie łatwe zadanie! – pomyślał Ćwirek i chwycił parasolik w dziobek.
Ale gdy tylko wyleciał z Ptaszewa, na niebie zaczęły zbierać się ciemne chmury.
– Chyba idzie burza – mruknął Ćwirek. – Ale staw jest niedaleko. Zdążę!
Nie zdążył. Zaczął padać deszcz, a wiatr dmuchał coraz mocniej. Nagle silny podmuch otworzył parasolik, który Ćwirek niósł, i mały wróbelek razem z parasolikiem poszybował wysoko w górę!
– Ratunku! Pomocy! – wołał Ćwirek, trzymając się kurczowo rączki parasolika.
Na szczęście jego wołanie usłyszały jaskółki. Jaskółki latają w wietrze lepiej niż wszystkie inne ptaki, więc szybko przyfrunęły na pomoc.
– Trzymaj się, Ćwirku! – zawołała jedna z nich. – Pomożemy ci bezpiecznie wylądować!
Jaskółki otoczyły Ćwirka ze wszystkich stron i osłoniły go przed wiatrem. Powolutku sprowadziły go w dół, prosto nad staw, gdzie mieszkała Pani Żaba. Tam wszyscy razem schowali się pod szerokim liściem łopianu i przeczekali najgorszą ulewę.
Kiedy deszcz osłabł, z wody wyskoczyła Pani Żaba.
– Och, mój parasolik! – ucieszyła się. – I to dostarczony w samą burzę! Dziękuję ci, Ćwirku!
Ćwirek był mokry i rozczochrany, ale bardzo wdzięczny.
– To jaskółkom trzeba dziękować – powiedział. – Gdyby nie one, poleciałbym aż za chmury. Następnym razem, kiedy zobaczę burzowe chmury, schowam się i przeczekam, aż burza minie. Żaden list nie jest ważniejszy niż bezpieczny listonosz!
6Wielkie podziękowanie
Po wielu przygodach i dostarczonych listach nadszedł czas na wielkie święto. Wszystkie zwierzątka z lasu koło Ptaszewa postanowiły przygotować niespodziankę dla ptaszków-listonoszy.
Pewnego ranka Ćwirek, Piórek, Dziobek i Ogonka sami dostali list! Było w nim zaproszenie na wielką polanę w środku lasu. Gdy tam przylecieli, ich oczom ukazał się niezwykły widok.
Na polanie stały stoły pełne smakołyków, nad drzewami unosiły się kolorowe baloniki, a między gałęziami wisiał wielki napis: „Dziękujemy, Ptasia Poczto!”.
– Niespodzianka! – krzyknęły wszystkie zwierzątka.
Pan Jeż wystąpił do przodu.
– Drogie ptaszki-listonosze – powiedział – przygotowaliśmy to przyjęcie, żeby podziękować wam za waszą ciężką pracę i wielkie serca.
– Zawsze możemy na was liczyć – dodała Pani Sowa – nieważne, czy świeci słońce, czy pada deszcz.
Mała myszka przyniosła listonoszom koszyczek najsłodszych jagód, Pani Żaba przyszła pod swoim zielonym parasolikiem, a świerszczyk Cykuś zagrał na skrzypeczkach wesołą melodię.
Pan Paw rozłożył swój piękny ogon i zawołał:
– Dla naszych listonoszy – hip, hip, hura!
Przyleciały też gołębie. Na konkursie Pana Pawia dostały wstążkę za najpiękniej mieniące się szyje, a teraz zatańczyły dla ptaszków-listonoszy specjalny, gruchający taniec.
Ćwirek i jego drużyna byli tak wzruszeni, że aż łezka zakręciła im się w oku.
– Dziękujemy wam wszystkim! – powiedział Ćwirek. – To dla nas wielki zaszczyt być waszymi listonoszami i przyjaciółmi.
I tak zaczęło się wielkie leśne przyjęcie, pełne śmiechu, tańców i pysznego jedzenia. Ptaszki-listonosze wiedziały już, że ich praca jest doceniana i że mają w lesie wielu wspaniałych przyjaciół.
Tak kończy się bajka o ptaszkach-listonoszach z Ptaszewa. Pamiętajcie, drogie dzieci, że każdy list, każda paczka, a nawet każdy uśmiech, który komuś podarujecie, może osłodzić komuś cały dzień. Bądźcie jak Ćwirek, Piórek, Dziobek i Ogonka – zawsze gotowi do pomocy i pełni radości!



