1Marzenie Reksia
W małym miasteczku, gdzie domy miały czerwone dachy, a ogrody pełne były kolorowych kwiatów, mieszkał piesek o imieniu Reksio. Był to wesoły i ciekawski kundelek, który uwielbiał przygody. Reksio miał jedno wielkie marzenie: chciał latać.
Pewnego dnia, spacerując po parku, Reksio zobaczył dziecko z pękiem kolorowych baloników. Oczy rozbłysły mu z zachwytu.
– Spójrzcie na te baloniki! – zawołał do swoich przyjaciół, kotki Luli i misia Kubusia.
– Są takie piękne i kolorowe – zachwyciła się Lula.
– Ale po co ci baloniki, Reksiu? – zapytał Kubuś, przekrzywiając głowę.
– Chcę nauczyć się latać! – odpowiedział Reksio z szerokim uśmiechem.
Przyjaciele spojrzeli na siebie ze zdziwieniem. Pies, który chce latać? To brzmiało jak szalony pomysł! Ale Reksio nie zamierzał się poddawać. Postanowił, że zrobi wszystko, aby spełnić swoje marzenie.
2Przygotowania do lotu
Następnego dnia Reksio zaczął przygotowania do swojego wielkiego lotu. Najpierw musiał zdobyć baloniki. Poszedł więc do parku, gdzie przy fontannie stał pan Baloniarz, starszy pan z siwym wąsem i ogromnym pękiem baloników.
– Dzień dobry. Czy mógłbym dostać kilka baloników? – zapytał grzecznie Reksio.
– Baloniki dla psa? – zdziwił się pan Baloniarz. – A do czego ci one?
– Chcę polecieć – przyznał Reksio. – Choć troszeczkę, nad samym parkiem.
Pan Baloniarz pogładził wąsa i uśmiechnął się pod nosem.
– No dobrze, proszę bardzo – powiedział i podał mu pęk baloników. – Ale pamiętaj: baloniki lubią uciekać z wiatrem. Nigdy nie lataj sam i zawsze miej przy sobie kogoś, kto mocno trzyma sznurek.
– Obiecuję! – zawołał Reksio.
Wrócił do domu i zaczął się zastanawiać, jak przymocować do siebie baloniki. W końcu wpadł na pomysł, żeby użyć swoich starych szelek.
– Lulo, Kubusiu, pomożecie mi? – zapytał przyjaciół.
– Oczywiście! – odpowiedzieli chórem, choć wciąż nie byli przekonani do tego pomysłu.
Wspólnymi siłami przywiązali baloniki do szelek Reksia, a do szelek jeszcze jeden długi, mocny sznurek. Reksio wyglądał teraz jak kolorowa chmurka z ogonem i łapkami.
– Jesteś pewien, że to bezpieczne? – zapytała Lula z troską.
– Kubuś będzie mnie trzymał na sznurku jak latawiec – zapewnił Reksio, choć sam czuł lekki niepokój.
– Będę trzymał z całej siły – obiecał miś.
3Pierwszy lot
Nadszedł wielki dzień. Reksio w szelkach z balonikami stał na szczycie małego wzgórza w parku. Serce biło mu mocno z radości i z lekkiego strachu.
– Jesteś gotowy, Reksiu? – zapytał Kubuś, ściskając w łapach długi sznurek.
– Chyba tak – odpowiedział Reksio i przełknął ślinę.
– Pamiętaj, że jesteśmy przy tobie – dodała Lula i machnęła ogonem.
Kubuś poluzował sznurek i... nic się nie stało. Reksio wciąż stał na ziemi.
– Może potrzebujesz więcej baloników? – zastanowił się Kubuś.
Przywiązali jeszcze kilka baloników. Tym razem, gdy Kubuś poluzował sznurek, Reksio powoli oderwał się od ziemi i uniósł w powietrze.
– Latam! Naprawdę latam! – zawołał radośnie, przebierając łapkami w powietrzu.
Przyjaciele patrzyli z podziwem, jak Reksio unosi się nad wzgórzem, a Kubuś ostrożnie popuszcza sznurek. Reksio szybował nad parkiem jak kolorowy latawiec i machał wszystkim łapką. Ludzie i zwierzęta zadzierali głowy i ze zdziwieniem przyglądali się latającemu psu. Niektórzy nawet przecierali oczy, nie wierząc w to, co widzą.
4Niespodziewana przygoda
Reksio cieszył się lotem i podziwiał widoki. Nagle nad parkiem zaszumiał silny podmuch wiatru. Szarpnął balonikami tak mocno, że sznurek wyśliznął się Kubusiowi z łap!
– Pomocy! – zawołał Reksio. – Wiatr mnie porywa!
Lula i Kubuś patrzyli z przerażeniem, jak wiatr unosi ich przyjaciela coraz wyżej i dalej od parku.
– Musimy go uratować! – krzyknęła Lula.
– Ale jak? Przecież nie umiemy latać – odpowiedział Kubuś ze łzami w oczach.
– Biegnijmy po pana Baloniarza! – zawołała Lula. – Dorosły będzie wiedział, co robić!
Tymczasem Reksio leciał coraz dalej, mijając chmury i ptaki. Bał się, ale jednocześnie nie mógł oderwać oczu od widoków. Wkrótce zobaczył przed sobą góry.
– Spokojnie, Reksiu – powiedział do siebie. – Wdech i wydech. Muszę bezpiecznie wylądować.
Nad górami wiatr trochę ucichł. Reksio ostrożnie chwycił zębami jeden sznureczek i rozwiązał supełek. Jeden balonik odfrunął, a piesek opadł odrobinę niżej. Potem wypuścił drugi i trzeci. Powoli, bardzo powoli zbliżał się do ziemi, aż wypatrzył miękką, zieloną polanę.
5Nowi przyjaciele i powrót do domu
Reksio wylądował delikatnie na polanie w górach. Rozejrzał się dookoła, ale nie wiedział, gdzie jest ani jak wrócić do domu. Nagle usłyszał głosy.
– Hej, co ty tutaj robisz? – zapytał mały koziołek, wychodząc zza skały. Tuż za nim szła jego mama, koza o łagodnych oczach.
– Ja... zgubiłem się – odpowiedział Reksio. – Leciałem na balonikach i wiatr mnie tu przyniósł.
– Latający pies? To niesamowite! – wykrzyknął orzeł, który właśnie usiadł na pobliskiej skale.
Reksio opowiedział im swoją historię. Mama koza wysłuchała jej uważnie.
– Dobrze zrobiłeś, że wylądowałeś ostrożnie – powiedziała. – Teraz zostań z nami. Kiedy ktoś się zgubi, najlepiej zostać w bezpiecznym miejscu i poczekać na pomoc.
– Polecę na zwiad i poszukam twoich przyjaciół – zaproponował orzeł. – Znam te okolice jak własne pióra.
Orzeł wzbił się w niebo. Po jakimś czasie wrócił z dobrą wiadomością.
– Znalazłem twoje miasteczko! – zawołał. – Kotka, miś i starszy pan z wąsem szukają cię w parku. Powiedziałem im, że jesteś cały i zdrowy. Pokażę wam najkrótszą drogę.
Orzeł leciał przodem i wskazywał drogę, a koziołek z mamą wędrowali z Reksiem przez góry bezpiecznymi ścieżkami. Wreszcie Reksio zobaczył w dole znajome czerwone dachy.
– Jesteśmy prawie na miejscu! – zawołał radośnie.
Gdy dotarli do parku, Lula i Kubuś pobiegli mu na spotkanie.
– Reksiu! Wróciłeś! – krzyknęli i mocno go uściskali.
Pan Baloniarz otarł chusteczką łzę radości. Reksio podziękował nowym przyjaciołom i obiecał, że kiedyś odwiedzi ich w górach razem z Lulą i Kubusiem.
6Lekcja na przyszłość
Następnego dnia Reksio przyszedł do pana Baloniarza ze spuszczonym nosem.
– Przepraszam – powiedział cicho. – Kubuś trzymał sznurek, ale wiatr był silniejszy. Narobiłem wszystkim strachu.
– Najważniejsze, że jesteś cały i zdrowy – odpowiedział pan Baloniarz. – A wiesz, że kiedy byłem młody, latałem prawdziwym balonem? Jeśli chcesz, nauczę cię latać mądrze i bezpiecznie.
Reksio aż podskoczył z radości.
Pan Baloniarz wybrał spokojny, bezwietrzny dzień. Koniec sznurka przywiązał do grubego pnia starej lipy, a środek trzymał mocno w dłoniach. Pokazał Reksiowi, jak wznosić się powolutku i jak opadać, kiedy delikatnie pociąga się za sznurek. Reksio fruwał nisko nad łąką, a Lula i Kubuś biegali pod nim i wesoło machali łapkami.
– Prawdziwi lotnicy latają tylko z kimś dorosłym, w bezwietrzny dzień i zawsze na mocnym sznurku – tłumaczył pan Baloniarz. – Taka jest zasada.
I tak Reksio naprawdę nauczył się latać na balonikach.
– Wiecie co? – powiedział wieczorem do Luli i Kubusia. – Cieszę się, że spełniłem swoje marzenie. Ale zrozumiałem też, że nie trzeba odrywać się od ziemi, żeby przeżyć coś niezwykłego.
– Co masz na myśli? – zapytała Lula, przechylając główkę.
– Przygody czekają na nas wszędzie – odpowiedział Reksio. – Możemy odkrywać nasz park, pomagać innym albo po prostu spędzać czas razem.
– To prawda! – zgodził się Kubuś. – Każdy dzień może być przygodą, jeśli tylko tego chcemy.
Od tego dnia Reksio, Lula i Kubuś urządzali małe wyprawy po okolicy. Odkrywali nowe ścieżki w parku, pomagali sąsiadom i zawsze byli gotowi na nowe wyzwania. A w spokojne, bezwietrzne dni Reksio unosił się na balonikach nad łąką, a pan Baloniarz mocno trzymał sznurek.
– Prawdziwa przygoda to nie tylko to, co robimy – mawiał Reksio. – To także to, czego się uczymy, i to, kogo spotykamy po drodze.


