1Niezwykły dom państwa Kowalskich
W małym miasteczku, na końcu ulicy Kwiatowej, stał przytulny domek państwa Kowalskich. Nie byłoby w tym nic niezwykłego, gdyby nie to, że mieszkało w nim mnóstwo zwierząt!
Był tam pies Burek, zawsze głodny i zawsze wesoły. Był kot Mruczek, leniwy, ale bardzo sprytny. Była papuga Gaduła, która znała więcej słów niż niejeden człowiek. Był chomik Puszek, mały, ale bardzo odważny. I była rybka Złotka, cicha, ale słysząca wszystko, co działo się w domu.
Pewnego dnia państwo Kowalscy wyjechali na weekend do babci. Ledwie zamknęły się za nimi drzwi, Burek zamachał ogonem.
– Hej, przyjaciele! Co powiecie na małe przyjęcie? – zawołał.
Mruczek przeciągnął się leniwie.
– Tylko jeśli będzie dużo przekąsek – mruknął.
– Imprezka! Imprezka! Będzie zabawa! – zaskrzeczała Gaduła, trzepocząc skrzydłami.
– A będą gry i zabawy? – pisnął Puszek, kręcąc się w swoim kołowrotku.
Złotka nie umiała mówić, ale plusnęła w akwarium tak radośnie, że wszyscy od razu zrozumieli: ona też jest za.
I tak zaczęła się niezwykła przygoda zwierząt domowych państwa Kowalskich.
2Przygotowania do imprezy
Zwierzęta zabrały się do pracy. Burek, jako największy, miał przenosić meble. Zaparł się łapami i pchnął kanapę, ale ta ani drgnęła.
– Uff, chyba zjadłem za dużo karmy! – sapnął.
Mruczek leżał wygodnie w fotelu i doradzał:
– Może spróbuj popchnąć ją ogonem? To twoja najmocniejsza część!
– A może byś tak pomógł, zamiast się wylegiwać? – Burek spojrzał na niego z wyrzutem.
– Ależ pomagam! – ziewnął Mruczek. – Daję ci cenne wskazówki!
Tymczasem Gaduła fruwała po całym domu i wołała:
– Balony! Potrzebujemy balonów! I serpentyn! I konfetti!
Puszek bardzo chciał pomóc, więc zabrał się do nadmuchiwania balonu. Dmuchał i dmuchał, aż nadął policzki tak bardzo, że wyglądał jak mała, puchata piłeczka.
– Pomocy! Chyba zaraz pęknę! – pisnął przerażony.
Wtedy balon wyśliznął mu się z łapek, z głośnym świstem poleciał zygzakiem pod sufit, odbił się od lampy i spadł prosto na nos Mruczka.
Złotka widziała wszystko ze swojego akwarium i nie mogła powstrzymać się od śmiechu. Bąbelki jeden za drugim pędziły w górę, jakby i ona chciała coś powiedzieć.
W końcu, po wielu próbach i błędach, Burek z dumą ogłosił:
– Przyjaciele, oto nasza sala balowa!
Wszyscy spojrzeli na pokój. Kanapa stała krzywo, balony leżały na podłodze nienadmuchane, a serpentyny zwisały smętnie z lamp.
– Cóż – mruknął Mruczek – przynajmniej jest… oryginalnie.
3Muzyka i taniec
Nadszedł czas na muzykę. Gaduła, najlepsza śpiewaczka w całym domu, ogłosiła, że będzie orkiestrą, chórem i solistką naraz.
– Uwaga, uwaga! Zaczynamy muzyczne szaleństwo! – zaskrzeczała i zaczęła śpiewać wszystkie piosenki, jakie znała. Niestety, znała ich tylko kilka, więc pomieszały się w jedną długą piosenkę o kotku, który jechał tramwajem na urodziny do żabki.
Burek próbował tańczyć, ale tylko kręcił się w kółko, goniąc własny ogon.
– To walc czy polka? – zapytał zdezorientowany.
Mruczek nigdy nie przepadał za hałasem, więc schował się pod stołem i zatkał uszy łapkami.
– To chyba jakaś kocia muzyka – mruknął.
Puszek, choć był najmniejszy, skakał najwyżej ze wszystkich.
– Hura! Czuję się jak na trampolinie! – piszczał radośnie.
Nawet Złotka tańczyła w akwarium, kręcąc się w kółko i robiąc małe wiry.
W pewnym momencie Gaduła zaśpiewała tak głośno, że aż zadrżały szyby w oknach.
– O nie! – krzyknął Burek. – Jeśli tak dalej pójdzie, sąsiedzi przybiegną sprawdzić, czy u nas nie szaleje burza!
Mruczek wychylił się spod stołu.
– Może urządzimy cichsze przyjęcie? Na przykład… konkurs drzemki? – zaproponował.
Wszyscy spojrzeli na niego z niedowierzaniem.
– No co? – bronił się kot. – To bardzo popularna rozrywka wśród kotów!
W końcu zwierzęta postanowiły bawić się ciszej. Gaduła nuciła kołysanki, Burek kołysał się powoli z łapy na łapę, Puszek przytulił się do kupki trocin, a Złotka spokojnie pływała w kółko. A Mruczek… Mruczek i tak wygrał konkurs drzemki, chociaż był jego jedynym zawodnikiem.
4Uczta dla zwierząt
Po tańcach przyszedł czas na jedzenie. Każde zwierzę miało swoje ulubione przysmaki, ale wszyscy postanowili podzielić się nimi z przyjaciółmi.
Burek przyniósł swoją miskę z karmą.
– Spróbujcie, to najlepsze chrupki na świecie! – zachęcał.
Mruczek przyjrzał się misce nieufnie.
– Wyglądają jak kamyczki z ogródka, tylko większe – mruknął, ale grzecznie spróbował jednej chrupki.
Gaduła przyniosła ziarna słonecznika.
– To prawdziwy rarytas! Każde ziarenko to mały skarb! – zachwycała się.
Puszek wtoczył do salonu marchewkę, która była prawie tak duża jak on sam.
– Ojej, chyba wziąłem za dużo – pisnął zawstydzony.
Złotka nie mogła wyjść z akwarium, więc zaprosiła wszystkich do siebie na łyk wody.
– Bul, bul! – zabulgotała, co miało znaczyć „Smacznego!”.
Zwierzęta zaczęły próbować cudzych przysmaków. Trzeba było zobaczyć minę Burka, kiedy chrupnął ziarno słonecznika!
– Jak wy to jecie? Przecież to takie… twarde! – jęknął, bo łuska utknęła mu między zębami.
Mruczek chrupał marchewkę i oblizywał wąsy.
– Całkiem niezła. Może przejdę na dietę warzywną? – zastanowił się.
Puszek spróbował chrupek Burka i napchał ich sobie do policzków tyle, że znowu wyglądał jak mały balonik.
– Mniam! To lepsze niż moje ziarenka! – wymamrotał zachwycony z pełną buzią.
A Gaduła postanowiła skorzystać z zaproszenia Złotki. Usiadła na brzegu akwarium, pochyliła się, żeby napić się wody, pochyliła się jeszcze troszkę… i plum! Wpadła do środka.
– Ratunku! Papugi nie są do pływania! – skrzeczała, trzepocząc mokrymi skrzydłami.
Na szczęście Burek był tuż obok i delikatnie wyciągnął ją za ogon. Złotka tylko wybałuszała oczy ze zdziwienia, bo jeszcze nigdy nie miała w akwarium gościa w piórach.
– Chyba jednak zostanę przy swojej diecie – stwierdziła przemoczona Gaduła.
5Niespodziewany powrót
Zabawa trwała w najlepsze, gdy nagle za oknem zaskrzypiała furtka. Wszystkie zwierzęta zamarły.
– O nie! Kto to może być? – szepnął przerażony Burek.
– Spokojnie, może to listonosz – mruknął Mruczek, jak zwykle zachowując zimną krew.
Gaduła siedziała najbliżej okna, więc ostrożnie wyjrzała na zewnątrz.
– To pani Kowalska! Wróciła wcześniej! – krzyknęła.
– Co teraz? Co teraz? Jesteśmy zgubieni! – piszczał Puszek, biegając w kółko.
Złotka puszczała w akwarium wielkie bąbelki, jakby chciała powiedzieć: „Uspokójcie się!”.
Burek szybko przejął dowodzenie.
– Mamy minutę na sprzątanie! Gaduło, zbierz balony! Mruczku, schowaj jedzenie! Puszku… po prostu nie wpadaj nikomu pod nogi!
Zwierzęta rzuciły się do pracy. Mruczek, zamiast chować jedzenie, zjadał je w pośpiechu. Gaduła, łapiąc balony, sama zaplątała się w serpentyny. A Puszek tak bardzo chciał pomóc, że wpadł do miski z wodą i wyglądał teraz jak mała, mokra skarpetka.
Kiedy w zamku zgrzytnął klucz, wszystko było już mniej więcej na swoim miejscu. Zwierzęta usiadły rządkiem i zrobiły najbardziej niewinne miny, na jakie było je stać.
Pani Kowalska weszła do salonu i rozejrzała się uważnie.
– Coś tu jest nie tak… – powiedziała powoli. – Dlaczego kanapa stoi krzywo? I skąd na lampie wzięła się serpentyna?
Burek wbił wzrok w podłogę. Mruczek udawał, że bardzo interesuje go własny ogon. I wtedy Gaduła, która nigdy nie umiała utrzymać języka za dziobem, wyskrzeczała na cały dom:
– Imprezka! Imprezka! Była zabawa!
Zapadła cisza. Burek spojrzał na Mruczka, Mruczek na Puszka, a Puszek na Złotkę. W końcu Burek westchnął, podszedł do pani Kowalskiej i podał jej łapę, jakby chciał powiedzieć: „Przepraszamy, to my”.
Pani Kowalska popatrzyła na mokrego chomika, na papugę w serpentynach i na kota z okruszkami na wąsach. A potem wybuchnęła śmiechem.
– Ach, wy urwisy! – zawołała. – Pan Kowalski został jeszcze u babci, a ja wróciłam wcześniej, bo bardzo się za wami stęskniłam. Dobrze, że się przyznaliście. To teraz posprzątamy razem, a potem każdy dostanie smakołyk.
I tak pani Kowalska i jej zwierzaki wspólnie ustawili kanapę na miejscu, zebrali balony i zdjęli serpentyny z lamp. Razem poszło to dwa razy szybciej.
6Wspomnienia i plany na przyszłość
Wieczorem, kiedy w salonie znów było czysto, zwierzęta zebrały się na dywanie i wspominały swoją przygodę.
– To był najlepszy dzień w moim psim życiu! – westchnął Burek, wyciągając się wygodnie.
Mruczek właśnie kończył myć łapki po przyjęciu.
– Muszę przyznać, że było… interesująco – mruknął. – Choć następnym razem proponuję mniej hałaśliwą rozrywkę.
Gaduła wciąż miała na dziobie kawałek serpentyny.
– Imprezka udana, choć trochę zwariowana! – zaśpiewała.
– Czy możemy to powtórzyć jutro? – pisnął Puszek, który w końcu wysechł po kąpieli w misce.
Złotka jak zwykle nic nie powiedziała, ale pływała radośnie w kółko, co wszyscy uznali za zgodę.
– A może następnym razem zrobimy piknik w ogrodzie? – zaproponował Burek.
– Świetny pomysł! – zgodziła się Gaduła. – Mogę odpowiadać za śpiew ptaków!
Mruczek przewrócił oczami.
– Tylko nie za głośno, proszę. Potrzebuję mojej popołudniowej drzemki.
– A ja przyniosę trociny! Zbudujemy z nich zamek! – zawołał Puszek i podskoczył z radości.
Wszyscy spojrzeli na niego ze zdziwieniem, ale nikt nie chciał gasić jego zapału.
– Dobrze, Puszku – powiedział łagodnie Burek. – Twój zamek z trocin będzie główną atrakcją.
Wtedy do salonu zajrzała pani Kowalska.
– Słyszę, że planujecie piknik – powiedziała z uśmiechem. – Zgoda, ale tym razem urządzimy go razem. I z cichszą muzyką, Gaduło!
– Cichszą! Cichszą! – powtórzyła Gaduła, ale tak głośno, że wszyscy znowu wybuchnęli śmiechem.
Choć zwierzęta państwa Kowalskich bardzo się od siebie różniły, razem tworzyły wyjątkową rodzinę, w której każdy miał swoje miejsce. A ich wspólne psoty i przygody sprawiały, że zwykły dom zamieniał się w miejsce pełne radości i śmiechu.



