1Niezwykłe znalezisko
Dawno, dawno temu, w czasach, gdy dinozaury rządziły światem, żyła sobie czwórka wesołych przyjaciół. Byli to: Rex – potężny tyranozaur, Trisia – mądra mała triceratopsica, Stego – dobroduszny stegozaur, i Ptero – zwinny pterodaktyl. Ptero właściwie nie był dinozaurem, tylko ich latającym kuzynem, ale nikt w lesie się tym nie przejmował. Przyjaźnił się z resztą, odkąd tylko wykluł się z jajka.
Pewnego słonecznego dnia przyjaciele bawili się w chowanego w gęstym paprociowym lesie. Rex, szukając kryjówki, potknął się o dziwny, błyszczący przedmiot wystający z ziemi.
– Aua! – jęknął. – Co to za twardy kamień?
– To nie wygląda na zwykły kamień, Reksie – powiedziała Trisia. – Spójrzcie, ma jakieś guziki i świecące lampki!
– Może to jakaś nowa roślina? – zastanawiał się Ptero. – Nigdy takiej nie widziałem!
– Roślina z guzikami? – zaśmiał się Stego. – Chyba zjadłeś za dużo liści paproci, Ptero!
Przyjaciele stanęli wokół tajemniczego przedmiotu i przyglądali mu się z zaciekawieniem. Trisia pochyliła się nad nim najniżej.
– Wygląda na jakieś urządzenie – mruknęła. – Ma duży, czerwony guzik. Ciekawe, do czego służy…
– Zaraz się przekonamy! – zawołał Rex. – Ja nacisnę!
– Czekaj, Reksie! – krzyknął Stego. – Nie wiemy, co to jest! Może to niebezpieczne?
Ale było już za późno. Rex, podekscytowany odkryciem, nacisnął guzik swoim wielkim pazurem. Wokół przyjaciół rozbłysło jasne, migoczące światło, a powietrze wypełnił dziwny, brzęczący dźwięk.
– Co się dzieje? – zawołał Ptero. – Czuję się, jakbym leciał, a przecież mam złożone skrzydła!
– Ojej – szepnął Rex. – Chyba coś nabroiłem…
W mgnieniu oka czwórka przyjaciół zniknęła z prehistorycznego lasu. Razem z nimi zniknęło błyszczące urządzenie.
2Witajcie w przyszłości!
Kiedy światło zgasło, a brzęczenie ucichło, przyjaciele rozejrzeli się dookoła i aż otworzyli pyski ze zdumienia. Stali na środku wielkiego miasta. Wokół wyrastały budynki wyższe od najwyższych drzew, ulicami jeździły dziwne pojazdy, a po chodnikach spieszyli się ludzie.
– Gdzie my jesteśmy? – wyszeptał Stego. – To wcale nie wygląda jak nasz las!
– Myślę, że to urządzenie było… wehikułem czasu! – powiedziała Trisia. – Przenieśliśmy się w przyszłość!
– Ale wspaniale! – ucieszył się Rex. – Zawsze chciałem zobaczyć, co będzie po nas!
– Hej, patrzcie! – zawołał Ptero. – Te małe, dwunożne stworzenia uciekają przed nami z krzykiem!
Rzeczywiście, na widok ogromnych prehistorycznych gadów ludzie rozbiegali się na wszystkie strony. Zrobiło się wielkie zamieszanie.
– Hej, maluchy! – zawołał Rex najłagodniej, jak umiał. – Nie bójcie się! Chcemy się tylko zaprzyjaźnić!
Ale z jego paszczy wydobył się tylko potężny ryk i ludzie uciekli jeszcze szybciej.
– Reksie, oni nas nie rozumieją – westchnęła Trisia. – Poza tym jesteś dla nich ogromny i groźny.
– To co teraz zrobimy? – zmartwił się Stego. – Jak wrócimy do domu?
– Musimy odnaleźć wehikuł! – powiedział Ptero. – Przed chwilą jeszcze tu był!
Przyjaciele spojrzeli pod nogi, ale błyszczącego urządzenia nigdzie nie było. Kiedy wylądowali, musiało się gdzieś potoczyć. Ruszyli więc ulicą, żeby go poszukać, choć nie było to łatwe.
– Ojej! – jęknął Rex. – Trąciłem ogonem ten duży, żółty pojazd i aż się zakołysał!
– To chyba ich wóz do przewożenia ludzi, Reksie – powiedziała Trisia. – Dobrze, że nikogo w nim nie było. Uważaj, gdzie stąpasz!
– A ja utknąłem między tymi wysokimi budynkami! – sapnął Stego. – Moje kolce o coś zahaczyły!
– Dobrze, że ja umiem latać! – zaśmiał się Ptero. Zaraz jednak zanurkował w dół. – O nie, co to za warczący ptak z kręcącym się skrzydłem na głowie? Lepiej go omijać!
Przyjaciele bardzo starali się uważać, ale byli tacy wielcy, a wszystko wokół takie małe i nieznane, że co chwila wpadali w tarapaty.
3Nieoczekiwana pomoc
Nagle rozległo się głośne wycie syren. Na ulicę wjechały radiowozy policji i czerwone wozy strażackie.
– Uwaga! Proszę zachować spokój! – zawołał przez głośnik policjant. Po chwili przetarł oczy. – Mamy tu… dinozaury?!
– Jak to możliwe? – zdumiał się strażak. – Przecież one wyginęły miliony lat temu!
Wśród ludzi, którzy przyglądali się wszystkiemu z daleka, stała z mamą mała dziewczynka o imieniu Zosia. W przeciwieństwie do dorosłych wcale się nie bała. W jednej ręce trzymała błyszczące urządzenie z guzikami, które przed chwilą potoczyło się prosto pod jej buciki, a drugą machała do przestraszonych stworzeń.
– Dzień dobry, dinozaury! – zawołała. – Nie bójcie się, nikt nie chce wam zrobić krzywdy!
Przyjaciele spojrzeli na dziewczynkę z zaciekawieniem.
– Patrzcie! – szepnęła Trisia. – Ta mała istota się nas nie boi!
– I trzyma nasz wehikuł! – ucieszył się Rex. – Hej, mała! To nasze! Oddasz nam?
Zosia nie rozumiała mowy dinozaurów, słyszała tylko pomruki. Zauważyła jednak, że cała czwórka wpatruje się w błyszczące urządzenie w jej dłoni. Odwróciła się do policjanta.
– Proszę pana, one chyba się zgubiły i chcą wrócić do domu! – powiedziała. – I chyba to należy do nich!
– Ale jak mamy im pomóc? – rozłożył ręce policjant. – Nawet nie wiemy, skąd się tu wzięły!
– Trzeba zawiadomić naukowców – podsunął strażak. – Oni na pewno będą wiedzieli, co robić.
– Mój wujek jest naukowcem! – zawołała Zosia. – Pracuje w muzeum i zna się na dinozaurach jak nikt! Mamo, możemy je do niego zaprowadzić?
Mama się zgodziła, a policjanci obiecali jechać obok. Zosia pokazała dinozaurom gestem, żeby poszły za nią.
– Myślicie, że możemy jej zaufać? – zapytał cicho Stego.
– A mamy inne wyjście? – odpowiedział Ptero. – Lepsze to niż straszenie wszystkich dookoła!
I tak niezwykły pochód ruszył ulicami miasta: na przedzie Zosia z mamą, za nimi czworo prehistorycznych przyjaciół, a obok radiowozy i wozy strażackie. Mieszkańcy wychylali się z okien i nie mogli uwierzyć własnym oczom.
– Hej, patrzcie! – zawołał Rex. – Ci mali ludzie celują w nas jakimiś świecącymi pudełkami!
– Nie wiem, co to takiego – odpowiedziała Trisia – ale chyba już się nas mniej boją. Niektórzy nawet się uśmiechają!
– A ja chętnie spróbowałbym tych kolorowych kulek w chrupiących rożkach, które oni liżą – rozmarzył się Stego. – Pachną lepiej niż paprocie!
– To lody! – zaśmiała się Zosia, która zobaczyła, w co tak wpatruje się stegozaur.
– Stego, to chyba nie jest odpowiedni moment na przekąskę! – pokręcił głową Ptero.
Wkrótce Zosia zatrzymała się przed wielkim budynkiem z kolumnami. Było to muzeum przyrodnicze, a pracował w nim jej wujek – profesor, który całe życie badał dinozaury.
4W muzeum przygód
Kiedy profesor zobaczył, kto stoi przed wejściem do muzeum, aż przetarł okulary.
– Niemożliwe! Żywe dinozaury! – wykrzyknął. – I pterodaktyl!
– Wujku, one się zgubiły i chcą wrócić do domu – powiedziała Zosia. – A to chyba należy do nich.
Profesor wziął od niej błyszczące urządzenie. Potem otworzył szerokie wrota z tyłu budynku i zaprowadził gości do największej sali muzeum. Pod wysokim sufitem stały tam szkielety ich prehistorycznych krewnych.
– Ach! – zawołał Rex. – Patrzcie, to mój praprapradziadek!
– A to chyba ciocia mojej babci! – ucieszyła się Trisia.
– Hej, a dlaczego wszyscy nasi krewni są tacy chudzi? – zdziwił się Stego.
– To nie są żywe dinozaury, głuptasie! – roześmiał się Ptero. – To ich szkielety!
Tymczasem profesor obracał urządzenie w dłoniach, pukał w nie palcem i zaglądał pod każdą lampkę. Wreszcie się uśmiechnął.
– Już rozumiem, jak to działa! – oznajmił. – Czerwony guzik przenosi w przyszłość, a zielony z powrotem, dokładnie do chwili, w której podróż się zaczęła.
– Słyszeliście? – szepnęła Trisia. – Zielony guzik zabierze nas do domu!
– Hurra! – ucieszył się Rex.
– Ale czy musimy już wracać? – zapytał Stego. – Tu jest tyle ciekawych rzeczy do zobaczenia i do zjedzenia!
– Stego, nie możemy tu zostać – powiedział Ptero. – To nie jest nasz czas. A w lesie na pewno ktoś się o nas martwi.
Zosia miała jeszcze jeden pomysł.
– Wujku, a może zanim wrócą, oprowadzimy je po muzeum? Niech zobaczą, co było po nich!
– Znakomity pomysł, Zosiu! – zgodził się profesor.
I tak zaczęła się niezwykła wycieczka. Przyjaciele z zachwytem oglądali eksponaty i słuchali, jak profesor opowiada o dziejach Ziemi.
– Patrzcie, mamut! – zawołał Rex. – Ale ma śmieszny, długi nos!
– A tu są ptaki – powiedziała Trisia. – Profesor mówi, że ptaki to dalecy wnukowie dinozaurów! Reksie, może ten mały wróbel to twój prapraprawnuczek?
– Taki malutki? – zdziwił się Rex. – I ćwierka zamiast ryczeć?
– Och, a co to za pysznie wyglądające owoce? – zawołał Stego i już otwierał pysk. – Mogę spróbować?
– Nie, nie! – zawołał profesor, który od razu odgadł, na co ma ochotę stegozaur. – To sztuczne owoce, nie można ich jeść!
– Stego, ty zawsze myślisz tylko o jedzeniu! – zaśmiał się Ptero.
Wycieczka po muzeum była dla przyjaciół niezapomnianym przeżyciem. Dowiedzieli się wiele o świecie, który nastał po ich czasach.
5Czas na powrót
Po wycieczce nadszedł czas powrotu. Wszyscy zebrali się w głównej sali, a profesor ostrożnie postawił wehikuł czasu na środku podłogi.
– No dobrze, moi prehistoryczni przyjaciele – powiedział. – Wszystko gotowe do waszej podróży.
– Będzie mi was brakowało! – westchnęła Zosia. – Może zrobimy sobie pamiątkowe zdjęcie?
– Zdjęcie? – zdziwił się Rex. – Co to takiego?
– To chyba taki obrazek, który ludzie robią tymi świecącymi pudełkami, żeby zapamiętać ważne chwile – domyśliła się Trisia.
– Och, jak miło! – ucieszył się Stego. – Zawsze chciałem mieć swój portret!
– Tylko nie kręć się tak, Stego! – zawołał Ptero. – Bo jeszcze kogoś ukłujesz kolcami!
Zosia stanęła między przyjaciółmi, a mama zrobiła im wspólne zdjęcie. Wszyscy wybuchnęli śmiechem, bo Rex się nie zmieścił i na zdjęciu widać było tylko jego wielkie kolano. Nawet poważny profesor nie mógł powstrzymać uśmiechu.
– A teraz, zanim wrócicie, mam dla was małe niespodzianki – powiedział.
Każdy z przyjaciół dostał prezent: Rex książkę z obrazkami o dziejach Ziemi, Trisia mały globus, Stego woreczek nasion różnych roślin, a Ptero mały model samolotu.
– To samolot – wyjaśnił profesor, kiedy Ptero zdziwiony przechylił głowę. – Ludzie zbudowali go, bo przez całe wieki patrzyli z zazdrością na latające stworzenia.
– Dziękujemy! – zawołał Rex. – Tylko jak ja przewrócę kartki swoimi krótkimi łapkami?
– Nie martw się, Reksie – uśmiechnęła się Trisia. – Ja będę ci je przewracać.
– A ja zasadzę te nasiona w lesie! – ucieszył się Stego. – Nie mogę się doczekać, co z nich wyrośnie!
– A ja będę ćwiczył, aż polecę szybko jak ten samolot! – zawołał Ptero. – Będę najszybszym pterodaktylem na świecie!
Nadszedł moment pożegnania. Przyjaciele stanęli ciasno wokół wehikułu.
– Żegnajcie, przyjaciele! – zawołała Zosia. – Nigdy was nie zapomnę!
– Bezpiecznej podróży! – dodał profesor. – I nie zmieniajcie za bardzo przeszłości!
– Do widzenia! Dziękujemy za wszystko! – zawołał Rex.
– Było cudownie! – dodała Trisia. – Może kiedyś znowu się spotkamy!
– Pa, pa! – machał ogonem Stego. – Zostawcie dla mnie trochę tych pachnących lodów!
– Będziemy tęsknić za waszym światem! – zawołał Ptero.
Profesor wskazał zielony guzik. Rex nacisnął go ostrożnie, tym razem dobrze wiedząc, co robi. Wokół przyjaciół rozbłysło znajome, migoczące światło i w mgnieniu oka zniknęli.
6Powrót do domu
Błysk, szum – i przyjaciele znów stali w swoim prehistorycznym lesie. Wszystko wyglądało tak samo jak wtedy, gdy znikali: wielkie paprocie, gęste zarośla i znajome nawoływania innych dinozaurów.
– Hurra! Jesteśmy w domu! – zawołał Rex.
– I wróciliśmy dokładnie w tej samej chwili, w której wyruszyliśmy – zauważyła Trisia. – Spójrzcie, słońce jest w tym samym miejscu!
– Uff! – odetchnął Stego. – Już się bałem, że przegapię obiad!
– Ty to zawsze myślisz tylko o jedzeniu, Stego! – zaśmiał się Ptero.
Przyjaciele cieszyli się znajomym widokiem, ale czuli się trochę inaczej niż przed przygodą.
– Wiecie co? – powiedział Rex. – Trochę mi brakuje tych wszystkich dziwnych rzeczy z przyszłości.
– Mnie też – przyznała Trisia. – Ale mamy nasze pamiątki. Dzięki nim zawsze będziemy pamiętać o tej podróży.
– A co zrobimy z wehikułem? – zapytał Stego.
Długo się naradzali i w końcu postanowili ukryć go głęboko pod korzeniami największej paproci, żeby nikt już nie nacisnął guzika przez przypadek. Swoją przygodę też zachowali w tajemnicy. Wiedzieli, że nikt by im nie uwierzył, a poza tym pamiętali o prośbie profesora, żeby nie zmieniać za bardzo przeszłości.
– Tylko uważaj z tymi nasionami, Stego – przypomniał Ptero. – Posadź je w jednym małym kąciku, żeby nie zarosły nam całego lasu!
– Dobrze, dobrze – obiecał Stego. – Zrobię sobie malutki ogródek.
– Hej, a może urządzimy piknik? – zaproponował Rex. – Obejrzymy prezenty od profesora i opowiemy sobie wszystko jeszcze raz!
– Świetny pomysł, Reksie! – ucieszyła się Trisia.
– Piknik? Jestem za! – zawołał Stego. – Przyniosę swoje ulubione liście paproci!
– A ja polecę po słodkie owoce! – dodał Ptero.
Czwórka przyjaciół spędziła resztę dnia na pikniku. Oglądali pamiątki, wspominali podróż i opowiadali sobie, czego nowego dowiedzieli się w przyszłości.
– Wiecie co? – powiedział w końcu Rex. – Ta przygoda nauczyła mnie, że świat może się zmieniać, ale prawdziwa przyjaźń zostaje.
– I że warto poznawać nowe rzeczy – dodała Trisia. – Nigdy nie wiadomo, czego się nauczymy.
– A ja się nauczyłem, że na świecie są przysmaki pachnące jeszcze lepiej niż paprocie! – westchnął Stego.
– Och, Stego… – pokręcił głową Ptero, ale zaraz się roześmiał. – Masz rację. Nowe przygody uczą nas mnóstwa rzeczy, nie tylko o jedzeniu!
Śmiejąc się i żartując, przyjaciele siedzieli razem aż do zachodu słońca. Wiedzieli, że ich przyjaźń przetrwa próbę czasu. I to dosłownie!

